poniedziałek, 29 czerwca 2015

Ostatnie spotkanie.

-Księżniczko! Księżniczko, proszę cię, chodź tu szybko! - Krzyczała jedna z pokojówek, próbując dogonić uciekającą Emilię.
Czepek starszej kobiety podskakiwał na jej siwych i mokrych od potu włosach, a suknia zaplątywała między nogi, przez co, co chwilę się potykała.
- Wybacz nianiu, ale nie mogę tego zrobić! Nie wyjdę za tego prostaka! - Rzuciła przez ramię i przeskoczyła przez ogrodzenie.
Ciemnobrązowe kosmyki pouciekały z ciasnego i ciężkiego warkocza sięgającego pasa, a na policzkach pojawiły się ogromne rumieńce, wywołane długą ucieczką.
Emilia przez kilka ostatnich godzin biegała po zamku i skrywała wszędzie, gdzie tylko się mieściła. Niestety zawsze ktoś ze służby odnajdywał jej kryjówkę. Jednak młoda księżniczka nie dawała za wygraną, bowiem od małego była znana ze swojego talentu do ucieczek.
Zawsze kiedy zaczynało jej się nudzić na balach lub kolacjach, niezauważona znikała z jadalni lub salonu. Czy Pani Matka się wściekała? Ależ oczywiście, niezliczoną ilość razy Emilia, za karę, musiała siedzieć w pokoju i haftować bądź wyszywać.
Przebiegła przez niewielki strumyczek, po drodze gubiąc buty i kolejne warstwy sukni ślubnej.
Od ponad roku była zaręczona z zamożnym szlachcicem, synem starego przyjaciela rodziny królewskiej. Codziennie błagała matkę i nianię by pozwoliły jej uciec, skryć się, a nawet udawać martwią. Nienawidziła tego chłopca, to on był przyczyną wszystkich smutków i trosk księżniczki Emilii.
Dobiegła na skraj urwiska, gdzie wiele nieszczęśników rzucało się do morza. Pochyliła się i zerknęła w przepaść, po jej ciele przebiegł nieprzyjemny dreszcz.
- I co? Masz zamiar tak po prostu się zabić? Emi, nie poznaję cię.
Znajomy i kojący głos sprawił, że łzy popłynęły po jej zaczerwienionych policzkach. Halka, która jako jedyna z całej jej kreacji pozostała na ciele dziewczyny, zaszeleściła pod wpływem wiatru.
- Nigdy nawet o tym nie myślałam, ale może tak uda mi się nastraszyć matkę. - wymamrotała cofając się o krok. - Jak myślisz Izzy?
Odwróciła się na pięcie, a jej oczom ukazała się biednie ubrana córka pasterza. Jasne, rozczochrane i brudne loki wariowały na wietrze, jakby same nie widziały czy chcą pofrunąć, czy jednak trwać w bezruchu. A w niebieskich oczach pastereczki błyskały iskierki gniewu.
- Mówiłam, żebyśmy uciekły, kiedy jeszcze był czas, a ty nie chciałaś. - Wydusiła z siebie, z wyrzutem patrząc na półnagą księżniczkę. Izzy nie ruszyła się z miejsca. Zacisnęła dłonie w pięści i próbowała chociażby udawać wściekłą, ale z każdą sekundą coraz mniej się gniewała. Tak skąpy ubiór Emilii sprawiał, że pastereczka nie potrafiła myśleć o niczym inny, niż jej idealnym ciele. Potrząsnęła głową i ze zniecierpliwieniem wyczekiwała odpowiedzi księżniczki. Spodziewała się, że ta znów obróci kota ogonem i to Izabel będzie wszystkiemu winna.
Jednak zamiast zwyczajnego wyrazu zaborczości, na twarzy Em pojawił się tak ogromny smutek, że Izzy miała wrażenie, że pękło jej serce.
-Wiem! Przepraszam, naprawdę przepraszam Izzy, ja... Ja myślałam, że uda mi się ich przekonać. - Księżniczka padła na kolana i zatraciła się w płaczu. - Nie chciałam nikogo zostawiać.
- Nie, Emi, proszę cię, nie płacz... - jasnowłosa pasterka podbiegła do księżniczki Emilii i ujęła jej twarz w dłonie. - Jesteś księżniczką, ja to rozumiem, naprawdę.
Brązowooka dziewczyna pokiwała głową, pociągając nosem. W jednej chwili przestała szlochać, a ostatnia łza spłynęła po brodzie i skapnęła na białą halkę.
Księżniczka nie czuła się tak odprężona nigdzie indziej niż w ramionach Izabel. Od kiedy były dziećmi, to właśnie u niej odnajdywała spokój i miłość, których tak bardzo brakowało jej w zamku.
- Wiesz co musisz zrobić. Nie możesz zawieźć kraju, teraz już nie możesz się wycofać. - głos Izzy łamał się i dopiero wtedy Emilia zdała sobie sprawę z tego jak córka pasterza musi cierpieć, że nie tylko księżniczce jest źle, ale jej kochance również.
- Muszę wyjść za mąż. - westchnęła, czując narastający smutek.
Jasnowłosa kiwnęła głową i przyciągnęła do siebie ukochaną. Obie wiedziały, że to ich ostatnie spotkanie, że tak zakończy się ich wspólna historia.
- O której zaczyna się ceremonia? - Wyszeptała słabym głosem pastereczka.
Prawą dłonią głaskała księżniczkę po włosach a lewą jeździła po jej plecach, tak pozwalała jej się nieco uspokoić.
- Za... za dwie godziny. - Emilia siliła się na silny ton głosu, jednak jej próba zakończyła się klęską, bowiem głos dziewczyny brzmiał jak szept małego dziecka. Poczuła się żałośnie.
- Nasza miłość nie jest zła, księżniczko. Po prostu, któraś z nas urodziła się w złym ciele. W następnym życiu będziemy mogły być razem, bez żadnych przeszkód, ponieważ nasze uczucie jest wieczne, rozumiesz?
Pasterka lekko odsunęła od siebie księżniczkę Emilię i zmusiła, żeby na nią spojrzała. Wiedziała, że w tamtym momencie jej serce pękło na miliony kawałków i miną wieki zanim wróci do normy.
- Rozumiem, Izzy. Jesteś moją jedyną ukochaną, jedyną miłością. Prawdziwą miłością...
Resztę ostatnich, wspólnych chwil spędziły na tuleniu się do siebie w milczeniu. Zanim księżniczka wróciła do zamku zdążyła rozpłakać się jeszcze kilka razy, a pasterka jak zawsze cierpliwie i z miłością ocierała jej łzy i szeptała słowa, które miały dodać otuchy.
Kiedy się rozstawały. również w milczeniu, słońce powoli znikało za horyzontem, tak jak ich szczęśliwe, wspólne życie.
Po niecałej godzinie Emilia stała się mężatką, a Izabel nawet w swoim drewnianym domu, na skraju miasta, słyszała gwar muzyki, tańca i ludzi obecnych na weselu jedynej córki rodziny królewskiej.
Co noc obie dziewczyny patrzyły w gwiazdy, w nadziei, że to nie było ich ostatnie spotkanie i że ta miłość się nie wypali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz