-Z całym szacunkiem moja pani, ale nie mogę się na to zgodzić. - Jako pierwszy z osłupienia otrząsnął się David.- Sama widziałaś co przed chwilą się tutaj działo. Ona nienawidzi nas, a my jej nie tolerujemy. - Próbował jakoś wpłynąć na decyzje Akivy.
- Nie oczekuję waszej zgody. - Białowłosa powiedziała władczym tonem. - To jest rozkaz, który musicie wykonać. - Nie czekając na ich reakcje kontynuowała. - Aiko Hokaru jest obecnie najsilniejszą istotą Trzech Wymiarów. - Strażnicy otworzyli szerzej oczy, jednak nic nie powiedzieli. Z uwagą słuchali dalszych słów Przedwiecznej. - Ale nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie wie jak ogromna moc kryje się w jej ciele. - Spojrzała z czułością na nieprzytomną dziewczynę, w jej ramionach. - Ta moc może zniszczyć ją samą i każdą istotę żyjącą w Menegrze, Arians i Cyktorii.* Musimy temu zapobiec. - Powiedziała z powagą. - I tu jest czas na was. Będziecie jej pilnować i nauczycie ją panować nad tą mocą. - Skierowała spojrzenie na Michaela, który ledwo trzymał się na nogach. - Dla ciebie mam jeszcze jedno zadanie. - Mężczyzna skinął głową. - Nauczysz ją walczyć.
-Ale.. - Wyrwała się Samanta. Niebieskooki zatrzymał ją blokując jej drogę ruchem ręki.
- Dobrze pani, jak sobie życzysz. - Skłonił się przed anielicą po czym spojrzał na rodzeństwo.
- Wykonamy tę misję. Tak samo jak poprzednie. - Posłał im pokrzepiający uśmiech. Następne słowa skierował do Akivy. - Przez jaki czas mamy się nią opiekować?
- Rok. - Na dźwięk tych słów rudowłosa z sykiem wciągnęła powietrze.
- Czemu tak długo? - Zapytał, tym razem David.
- Ponieważ najpierw musicie nawzajem się zaakceptować, a to wymaga czasu. - Wyjaśniła anielica. - Uważam rozmowę za zakończoną. Wiecie co macie robić. - Podeszła do Michaela i podała mu Aiko. - Za rok, 10 września, misję uznam za zakończoną. Powodzenia młodzi Strażnicy. - Posłała im słaby uśmiech. Rozłożyła śnieżnobiałe skrzydła i wzbiła się w ciemne niebo, zostawiając przyszłość Wymiarów w rękach młodych aniołów.
***
-Co teraz zrobimy? - Zapytała Samanta. Wyglądała na bardziej wytrąconą z równowagi niż zwykle. Dłonie trzymała zaciśnięte w pięści tuż przy biodrach, a na jej szyi pulsowała mała żyłka.
- Jak to co? Wykonamy zadanie. - Michael wzruszył ramionami. Lekko podskoczył, żeby lepiej ułożyć sobie nieprzytomną dziewczynę, którą trzymał w ramionach. - Dav, idź po auto. - Wskazał głową stojący za nimi samochód, którym wcześniej ścigał dziewczynę. - Kluczyki są w stacyjce. - Powiedział głosem bez emocji i ruszył w stronę domu.
David posłusznie wykonał polecenie. Wsiadł do auta i pojechał nim do ich mieszkania. Zaparkował przed budynkiem i zaczekał na resztę.
Michael bez żadnego wysiłku niósł brązowowłosą. Ani razu na nią nie spojrzał. Za to Samanta cały czas obrzucała ją nienawistnymi spojrzeniami.
Kiedy dotarli do małego budynku z ciemnego drewna, bez słowa weszli do środka. Ciemnowłosy od razu skierował się do swojego pokoju. Położył dziewczynę na łóżku i wyszedł zamykając drzwi na klucz. Poszedł do salonu i położył się na kanapie.
Dopiero kiedy napięcie trochę minęło i Samanta w spokoju mogła przyjrzeć się ukochanemu, zauważyła, że jest nienaturalnie blady. Oczy miał podkrążone, na czole widniały trzy rozcięcia, a pod okiem robił się gigantyczny siniak. Jego ubrania były brudne i w niektórych miejsca podarte. Wyglądał jak tysiąc nieszczęść.
-Mike, kochanie, idź się umyj i przebierz. - Podeszła do mężczyzny i delikatnie pogłaskała go po poranionym czole. - Potem zajmiemy się twoimi ranami. - Powiedziała z czułością.
Kiwnął głową i z trudem się podniósł.
-Dała mi niezły wycisk. - Powiedział gorzko i zniknął za drzwiami.
W tym czasie David krzątał się po kuchni i próbował zrobić coś do jedzenia. Jednak niezbyt mu się to udawało. Jego dłonie trzęsły się jak nigdy, a ciało rozsadzała wściekłość.
Oparł się plecami o zieloną ścianę pomieszczenia, po chwili osunął się po niej i usiadł na zimnych płytkach. Schował twarz w dłonią i wydał z siebie zdławiony krzyk.
-Ta cholerna bezsilność. - Jęknął i z całej uderzył pięścią w podłogę. Po chwili przez jego rękę rozszedł się ostry ból.
-Raniąc siebie nic nie zrobisz. - O framugę drzwi opierała się jego siostra. Spojrzał na nią spode łba. Zauważył, że zdążyła się przebrać z czarno-czerwonego stroju bojowego w luźny, brązowy sweter i czarne getry. Na jej twarzy gościło kilka emocji. Smutek, wściekłość, niepewność i zakłopotanie.
- Gdzie Michael? - Zapytał chrapliwym głosem.
- Poszedł się wykąpać. - Odpowiedziała, krótko i przestąpiła z nogi na nogę. - Wstawaj Dav, musimy być dla niego wsparciem. - Blondyn w odpowiedzi tylko coś mruknął. Po krótkiej chwili podniósł się i znów zajrzał do małej, białej lodówki.
- Zrobię coś do jedzenia. - Samanta tylko kiwnęła głową i wyszła z pomieszczenia.
Usiadła na kanapie w małym saloniku. Ogień w starym kominku dogasał. Zapatrzyła się w niego, a jej myśli błądziły po przeszłości.
Po kilkunastu minutach z łazienki wyszedł Michael. Mokre kosmyki włosów opadały mu na czoło. Od pasa w górę był nagi. Mian na sobie tylko czerwone dresy.
Powoli podszedł do kanapy i spojrzał na Samantę.
- Jak się czujesz? - Zapytał siadając obok niej.
- A jak myślisz? - Spojrzała na niego z irytacją, która po chwili zniknęła. - Przepraszam. - Powiedziała wzdychając. Przysunęła się do mężczyzny i oparła głowę o jego ramię. - Mam złe przeczucia. - Powiedziała z przymkniętymi powiekami.
Wokół nich roznosiła się woń smażonych jajek i ziemniaków. Ulubione jedzenie Michaela.
-Ja też. Ale taki mamy rozkaz. - Odchylił głowę i zamknął oczy.
Gorący prysznic pozwolił mu się rozluźnić. W końcu Michael zaczął trzeźwo myśleć.
- Nauczę ją walczyć. Ty nauczyć używać magii i alchemii. - Kątem oka spojrzał na szarooką. - A David będzie z nią studiował Stare Księgi. Rok szybko minie i się jej pozbędziemy. - Powiedział trochę weselszym tonem.
Samanta potaknęła skinieniem głowy i uniosła kąciki ust w uśmiechu.
-Chodźcie jeść. - Do salonu wszedł David, ubrany w zielono-niebieski fartuch.
Para wstała z kanapy i powoli ruszyła w stronę kuchni.
*Menegra, Arians, Cyktoria - Wymiary Ludzki, Demoniczny i Anielski. (dalsze wyjaśnienia w następnych rozdziałach lub u autorki.)
---
Dziękuję za dobrnięcie do końca tego rozdziału. (już ósmego! ) Mam nadzieję, że trzyma poziom.
Jednak chciałabym zapytać się czy macie wrażenie, że akcja wolno się rozkręca?
Piszcie mi w komentarzach co o tym sądzicie, co jest do poprawy i wszystkie inne Wasze sugestie!
I proszę, wytykajcie mi błędy! :)
Pozdrawiam, Aiko! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz