piątek, 26 grudnia 2014

Damy radę. *Piekielne Dobro*

   -Z całym szacunkiem moja pani, ale nie mogę się na to zgodzić. - Jako pierwszy z osłupienia otrząsnął się David.- Sama widziałaś co przed chwilą się tutaj działo. Ona nienawidzi nas, a my jej nie tolerujemy. - Próbował jakoś wpłynąć na decyzje Akivy.
- Nie oczekuję waszej zgody. - Białowłosa powiedziała władczym tonem. - To jest rozkaz, który musicie wykonać. - Nie czekając na ich reakcje kontynuowała. - Aiko Hokaru jest obecnie najsilniejszą istotą Trzech Wymiarów. - Strażnicy otworzyli szerzej oczy, jednak nic nie powiedzieli. Z uwagą słuchali dalszych słów Przedwiecznej. - Ale nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie wie jak ogromna moc kryje się w jej ciele. - Spojrzała z czułością na nieprzytomną dziewczynę, w jej ramionach. - Ta moc może zniszczyć ją samą i każdą istotę żyjącą w Menegrze, Arians i Cyktorii.* Musimy temu zapobiec. - Powiedziała z powagą. - I tu jest czas na was. Będziecie jej pilnować i nauczycie ją panować nad tą mocą. - Skierowała spojrzenie na Michaela, który ledwo trzymał się na nogach. - Dla ciebie mam jeszcze jedno zadanie. - Mężczyzna skinął głową. - Nauczysz ją walczyć.
-Ale.. - Wyrwała się Samanta. Niebieskooki zatrzymał ją blokując jej drogę ruchem ręki.
- Dobrze pani, jak sobie życzysz. - Skłonił się przed anielicą po czym spojrzał na rodzeństwo.
- Wykonamy tę misję. Tak samo jak poprzednie. - Posłał im pokrzepiający uśmiech. Następne słowa skierował do Akivy. - Przez jaki czas mamy się nią opiekować?
- Rok. - Na dźwięk tych słów rudowłosa z sykiem wciągnęła powietrze.
- Czemu tak długo? - Zapytał, tym razem David.
- Ponieważ najpierw musicie nawzajem się zaakceptować, a to wymaga czasu. - Wyjaśniła anielica. - Uważam rozmowę za zakończoną. Wiecie co macie robić. - Podeszła do Michaela i podała mu Aiko. - Za rok, 10 września, misję uznam za zakończoną. Powodzenia młodzi Strażnicy. - Posłała im słaby uśmiech. Rozłożyła śnieżnobiałe skrzydła i wzbiła się w ciemne niebo, zostawiając przyszłość Wymiarów w rękach młodych aniołów.


                                                               ***


-Co teraz zrobimy? - Zapytała Samanta. Wyglądała na bardziej wytrąconą z równowagi niż zwykle. Dłonie trzymała zaciśnięte w pięści tuż przy biodrach, a na jej szyi pulsowała mała żyłka.
- Jak to co? Wykonamy zadanie. - Michael wzruszył ramionami. Lekko podskoczył, żeby lepiej ułożyć sobie nieprzytomną dziewczynę, którą trzymał w ramionach.  - Dav, idź po auto. - Wskazał głową stojący za nimi samochód, którym wcześniej ścigał dziewczynę. - Kluczyki są w stacyjce. - Powiedział głosem bez emocji i ruszył w stronę domu.
David posłusznie wykonał polecenie. Wsiadł do auta i pojechał nim do ich mieszkania. Zaparkował przed budynkiem i zaczekał na resztę.
Michael bez żadnego wysiłku niósł brązowowłosą. Ani razu na nią nie spojrzał. Za to Samanta cały czas obrzucała ją nienawistnymi spojrzeniami.
Kiedy dotarli do małego budynku z ciemnego drewna, bez słowa weszli do środka. Ciemnowłosy od razu skierował się do swojego pokoju. Położył dziewczynę na łóżku i wyszedł zamykając drzwi na klucz. Poszedł do salonu i położył się na kanapie.
Dopiero kiedy napięcie trochę minęło i Samanta w spokoju mogła przyjrzeć się ukochanemu, zauważyła, że jest nienaturalnie blady. Oczy miał podkrążone, na czole widniały trzy rozcięcia, a pod okiem robił się gigantyczny siniak. Jego ubrania były brudne i w niektórych miejsca podarte. Wyglądał jak tysiąc nieszczęść.
-Mike, kochanie, idź się umyj i przebierz. - Podeszła do mężczyzny i delikatnie pogłaskała go po poranionym czole. - Potem zajmiemy się twoimi ranami. - Powiedziała z czułością.
Kiwnął głową i z trudem się podniósł.
-Dała mi niezły wycisk. - Powiedział gorzko i zniknął za drzwiami.
W tym czasie David krzątał się po kuchni i próbował zrobić coś do jedzenia. Jednak niezbyt mu się to udawało. Jego dłonie trzęsły się jak nigdy, a ciało rozsadzała wściekłość.
Oparł się plecami o zieloną ścianę pomieszczenia, po chwili osunął się po niej i usiadł na zimnych płytkach. Schował twarz w dłonią i wydał z siebie zdławiony krzyk.
-Ta cholerna bezsilność. - Jęknął i z całej uderzył pięścią w podłogę. Po chwili przez jego rękę rozszedł się ostry ból.
-Raniąc siebie nic nie zrobisz. - O framugę drzwi opierała się jego siostra. Spojrzał na nią spode łba. Zauważył, że zdążyła się przebrać z czarno-czerwonego stroju bojowego w luźny, brązowy sweter i czarne getry. Na jej twarzy gościło kilka emocji. Smutek, wściekłość, niepewność i zakłopotanie.
- Gdzie Michael? - Zapytał chrapliwym głosem.
- Poszedł się wykąpać. - Odpowiedziała, krótko i przestąpiła z nogi na nogę. - Wstawaj Dav, musimy być dla niego wsparciem. - Blondyn w odpowiedzi tylko coś mruknął. Po krótkiej chwili podniósł się i znów zajrzał do małej, białej lodówki.
- Zrobię coś do jedzenia. - Samanta tylko kiwnęła głową i wyszła z pomieszczenia.
Usiadła na kanapie w małym saloniku. Ogień w starym kominku dogasał. Zapatrzyła się w niego, a jej myśli błądziły po przeszłości.
Po kilkunastu minutach  z łazienki wyszedł Michael. Mokre kosmyki włosów opadały mu na czoło. Od pasa w górę był nagi. Mian na sobie tylko czerwone dresy.
Powoli podszedł do kanapy i spojrzał na Samantę.
- Jak się czujesz? - Zapytał siadając obok niej.
- A jak myślisz? - Spojrzała na niego z irytacją, która po chwili zniknęła. - Przepraszam. - Powiedziała wzdychając. Przysunęła się do mężczyzny i oparła głowę o jego ramię. - Mam złe przeczucia. - Powiedziała z przymkniętymi powiekami.
Wokół nich roznosiła się woń smażonych jajek i ziemniaków. Ulubione jedzenie Michaela.
-Ja też. Ale taki mamy rozkaz. - Odchylił głowę i zamknął oczy.
Gorący prysznic pozwolił mu się rozluźnić. W końcu Michael zaczął trzeźwo myśleć.
- Nauczę ją walczyć. Ty nauczyć używać magii i alchemii. - Kątem oka spojrzał na szarooką. - A David będzie z nią studiował Stare Księgi. Rok szybko minie i się jej pozbędziemy. - Powiedział trochę weselszym tonem.
Samanta potaknęła skinieniem głowy i uniosła kąciki ust  w uśmiechu.
-Chodźcie jeść. - Do salonu wszedł David, ubrany w zielono-niebieski fartuch.
Para wstała z kanapy i powoli ruszyła w stronę kuchni.

*Menegra, Arians, Cyktoria - Wymiary Ludzki, Demoniczny i Anielski. (dalsze wyjaśnienia w następnych rozdziałach lub u autorki.)

---
Dziękuję za dobrnięcie do końca tego rozdziału. (już ósmego! ) Mam nadzieję, że trzyma poziom.
Jednak chciałabym zapytać się czy macie wrażenie, że akcja wolno się rozkręca?
Piszcie mi w komentarzach co o tym sądzicie, co jest do poprawy i wszystkie inne Wasze sugestie!
I proszę, wytykajcie mi błędy! :)
Pozdrawiam, Aiko! :)

wtorek, 23 grudnia 2014

Tylko nie to. *Piekielne Dobro*

   -Co robisz? - Zapytał David Samanty. Po tym jak Michael kazał im zostać w domu a sam wybiegł, nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Rodzeństwo zawsze musiało słuchać starszego kolegi. Wydał rozkaz jako przywódca, a oni musieli zrobić to co każe. Inaczej ponieśliby konsekwencje, czego nie chcieli. Sąd Anielski był surowy i prawie zawsze wydawał najgorszy z możliwych wyroków. Zdarzały się przypadki uniewinnienia, ale były one tak rzadkie, że większość o nich zapomniała.
- A jak myślisz? - Rudowłosa prawie krzyknęła. Sfrustrowana przerzucała broń w swoim arsenale - dużej skrzyni na zabawki, w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. - Nie dam mu walczyć samemu! - Wyciągnęła karabin snajperski. Chłopak gwałtownie wciągnął powietrze,
-Skąd to masz?! - Wyrwał broń z rąk siostry i wrzucił z powrotem do skrzyni. - Nigdzie nie idziesz. Michael chciał walczyć sam, więc uszanuj to. - Powiedział z udawanym spokojem.
Oboje byli świadomi jak silna jest Aiko i jak destrukcyjną mocą dysponuje. Wiedzieli również dlaczego ich przyjaciel chciał walczyć sam.
Trenował całe życie na ten właśnie moment.
W powietrzu wisiało napięcie i cisza, którą przerwał głośny huk. Rodzeństwo od razu wyprostowało się nasłuchując.
-Walczą.. - Ze skupieniem powiedział David. Samanta z przerażeniem w oczach wybiegła z pokoju. Dopadła frontowych drzwi i popędziła na jezdnię.
Oszołomiona widokiem opadła na kolana i zakryła dłonią usta.
Po chwili dołączył do niej brat. Na początku zdziwiony reakcją rudej, jednak kiedy spojrzał tam gdzie ona zrozumiał.
Ich oczom ukazała się walka tytanów. Wspaniałe i dopracowane ruchy Michaela, oraz silne i nie skoordynowane ciosy Aiko.
Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że pojedynek jest wyrównany, jednak kiedy bardziej się przyjrzeli zobaczyli, że ich przyjaciel opadał z sił. Za to jego przeciwniczka była w jak najlepszej formie. Oddawała szybkie i przerażająco silne ciosy, przed którymi Michael nie miał szans się bronić.
Oboje gwałtownie nabrali powietrza kiedy Aiko powaliła błękitnookiego i wylądowała na nim.
-Nie! - Wrzasnęła Samanta, podnosząc się. - Zostaw go! - Zaczęła biec w ich stronę, jednak David złapał ją za dłoń i zatrzymał. - Puszczaj! On zginie! - Jej głos łamał się a z oczu wypływały potoki łez.
Blondyn pokręcił przecząco głową i przyciągnął siostrę do siebie.
-Wiesz, że on nie chce naszej pomocy. - Lekko przycisnął głowę siostry do swojej klatki. - Nie patrz. - Szepnął i pocałował ją w czoło.
Samanta próbowała wyplątać się z uścisku brata, jednak po chwili przestała i zaczęła cicho szlochać.
David podniósł głowę i ze smutkiem spojrzał jak dziewczyna wymierza jego przyjacielowi ostatni cios.
Nagle obok rodzeństwa z błyskawiczną prędkością przeleciało coś białego i wpadło na Aiko, zrzucając ją z Michaela.


                                                                 ***

Powoli otworzyła oczy, które przybrały swój zwyczajny, zielony odcień. Nad nią pochylała się kobieta o śnieżno-białych włosach i niebieskich oczach. Kiedy zauważyła, że Aiko się ocknęła uśmiechnęła się z troską.
- Co ty sobie wyobrażasz malutka? - białowłosa powiedziała czule i pogładziła policzek dziewczyny. - Mogłaś go zabić i narazić się na gniew Rady - Dodała z powagą i surowym spojrzeniem.
Nic nie odpowiedziała, nie miała siły. Zawsze kiedy przejmie ją Diabelska Krew i wróci do siebie jest wyczerpana.
-Akivo. - Zdążyła wyszeptać i ponownie straciła przytomność.
Białowłosa wzięła ją na ręce i wstała. Śnieżno-białe skrzydła miała złożone na plecach, a suknia w tym samym odcieniu co jej włosy, ubrudziła się na końcach.
Anielica miała już kilka zmarszczek starości, co oznaczało, że była jedną z Przedwiecznych - wysokiej rangi Aniołów.
Spojrzała na oniemiałe rodzeństwo a potem na leżącego mężczyznę.
-Obudźcie go. - Powiedziała stanowczo.
David lekko się wzdrygnął i pobiegł do przyjaciela. Lekko poklepał go po policzkach.
Niebieskooki powoli otworzył powieki. Zamrugał kilka razy, po czym gwałtownie podniósł się do siadu.
Rozejrzał się dookoła, jego wzrok zatrzymał się na Anielicy trzymającej nieprzytomną dziewczynę.
-Moja pani. - Pochylił głowę w wyrazie szacunku.
-Wstań Michael. - Powiedziała władczo. - Postąpiłeś co najmniej bezmyślnie. Przecież wiesz jaką posiada moc! - Powietrze aż zadrżało od siły zawartej w jej głosie.
- Wybacz mi pani. - Wycedził przez zęby i zacisnął dłonie w pięści.
-Samanto, podejdź. - Akiva skinęła głową na rudowłosą która posłusznie ruszyła w jej kierunku.
- Skoro cała trójka dobrze mnie słyszy powiem wam o misji, którą w najbliższym czasie będziecie wykonywać. - Spojrzała każdemu z nich po kolei w oczy. - Waszym zadaniem będzie opieka, trenowanie i pilnowanie Aiko Hokaru, siedemnastoletniej hybrydy.
Na tę wieść Michael, David i Samanta z zaskoczeniem i niedowierzaniem popatrzyli po sobie.

niedziela, 21 grudnia 2014

Niesamowita siła. *Piekielne Dobro*

   Michael zawsze był spokojny i opanowany. Rzadko kiedy podnosił głos lub niepotrzebnie się emocjonował. Był zupełną odwrotnością Davida. Właśnie dlatego tak dobrze do siebie pasowali.
Jednak tego dnia nie potrafił się opanować. Dziewczyna, którą razem z przyjaciółmi zabrał z Motelu Wilków, sprawiała, że nie był sobą.
W głowie wył mu alarm, to oczywiste, że jej nie pokona. Jej moc dało się wyczuć z kilkudziesięciu metrów. Jednak jedno wiedział - ona nie znała swoich możliwości. Nie zdawała sobie sprawy jak niebezpieczną moc posiadała. To była jego szansa.
Z pasa na broń wyciągnął dwa sztylety. W oczach miał rządzę walki, każdy mięsień napięty i gotowy do boju. Tyle lat przygotowywał się własnie na taką bitwę. Biegiem ruszył na dziewczynę.
Nagle w jej ciele coś się zmieniło. Skóra zbladła, a oczy zaczęły jarzyć się w złotym odcieniu. Wzięła głęboki oddech, a wokół niej zaczęły fruwać blado-zielone ogniki.
Ten widok jeszcze bardziej zagrzał Michaela do walki. Dobiegł do Aiko i zamachnął się bronią, celując w jej ramię. Błyskawiczny cios, był pewny, że oberwie. Jednak w ostatniej chwili uchyliła się i, o centymetr, ominęła ostrze. Prawą nogą kopnęła go z ogromną siła w brzuch. Chłopak wciągnął gwałtownie powietrze, krztusząc się. Błyskawicznie od niej odskoczył, unikając kolejnego ciosu.
Spojrzał w oczy dziewczynie, w tamtym momencie zdał sobie sprawę, że to nie ta sama Aiko, którą widział jeszcze kilka minut temu.

                                                                 ***

Każda komórka jej ciała pragnęła walki. Oczy płonęły złotem. Nie można było odróżnić białek od tęczówek i źrenic. Wokół niej fruwał zielony ogień - dusze zmarłych Wilkołaków, które zdecydowały się ją chronić. 
Jej skóra stała się lodowata, ciało przejęła Demoniczna natura. Oddychała płytko i szybko, jej ruchy były błyskawiczne a ciosy niedorzecznie silne. 
Michael ciął wokół niej sztyletami, jednak dziewczyna z łatwością unikała jego ciosów. Wyłapywała każdą chwile kiedy się odsłonił, powalając go. Jednak ten się nie poddawał. W jego oczach widać było obłęd. 
-Tylko na tyle cie stać?! - Wykrzyknął kiedy w końcu udało mu się przeciąć skórę na ramieniu dziewczyny. - Pokaż mi swoją moc! - Jego ruchy były płynne i wyćwiczone. Za to Aiko walczyła nieudolnie, jednak siła dawała jej przewagę.
Widząc krew spływającą po jej ramieniu wrzasnęła i, z jeszcze większą wściekłością, rzuciła się na przeciwnika, uderzając i kopiąc na oślep. Ostatni cios trafił go prosto w klatkę. Zatoczył się do tyłu i upadł. W tym momencie Aiko wychwyciła szanse na zwycięstwo. Wciągnęła głęboko powietrze, a ogień wokół niej zaczął wirować. Wybiła się nad chłopaka i wylądowała na nim, uderzając go z jeszcze większą siłą. 
Michael zakaszlał i z trudem wziął oddech. Próbował zrzucić dziewczynę z siebie, ale na próżno.
Wpatrywała się w niego złotymi oczami,w których widać było zwierzęcą furię.
-To twój koniec. - Wyszeptała z przerażającym uśmiechem i zamachnęła się by oddać ostatni atak.
Jej pięść leciała wprost na nos chłopaka.
W ostatniej chwili ktoś z impetem wleciał w Aiko zrzucając ją z ledwo oddychającego mężczyzny.
Michael zobaczył tylko ogromne białe skrzydła i w tym samym, czystym kolorze włosy, chwilę po tym stracił przytomność.
                                                 

---
Ten rozdział jest wyjątkowo krótki, wiem. ;_; Ale jakoś ciężko mi dalej pisać. A nie chce się zmuszać, ponieważ wtedy wyjdzie mi coś strasznego. ;_; A liczy się jakość, nie ilość. :)
Dziękuję za przeczytanie i proszę o komentarz :) 

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Maska opanowania. *Piekielne Dobro*

   Aiko siedziała niespokojnie na kanapie. Naprzeciwko niej usiadł mężczyzna, Michael. Za nią stała dziewczyna z chłopakiem, którzy kilka minut temu weszli do pokoju.
Teraz cała trójka przyglądała się jej z uwagą, zaciekawieniem i nutą strachu.
Odchrząknęła.
-Czego ode mnie chcecie? - Powiedziała mocnym tonem. W duchu podziękowała sobie, że chociaż głos ma pewny siebie.
-Mamy do ciebie kilka pytań. - Odezwał się niebieskooki. - Ale najpierw powiedz jak się nazywasz. - Jego głos był spokojny i miękki, jakby rozmawiał ze starą znajomą.
-Aiko Hokaru. - Dziewczyna spojrzała mu w oczy. - A wy? kim jesteście?  Dlaczego mnie tu zabraliście? - Obejrzała się przez ramię i wzrokiem pełnym zdenerwowania popatrzyła na stojące za nią Anioły.
- Niech cie to nie obchodzi! - Rudowłosa zrobiła krok w stronę przesłuchiwanej, w dłoni trzymała średniej wielkości sztylet, z wygrawerowanymi inicjałami na ostrzu "S.S". W jej oczach było widać złość.
-Sam, uspokój się. - Blondyn stojący przy dziewczynie złapał ją za dłoń. - Niech Michael mówi. - Przyciągnął ją do siebie i objął ramieniem.
-Przepraszam. Nazywam się Michael Chang. - Wciąż uśmiechał się do brunetki.
Dziewczyna jednak nie dała się zwieść, nie raz spotykała się z wymuszoną uprzejmością.  Siedziała sztywno, przygotowana na każdą ewentualność.
-A za tobą stoją David Bluebird i Samanta Skyking.-Poprawił się na fotelu. - Co robiłaś w tym motelu?
Aiko zawahała się z odpowiedzią. Nie wiedziała czy ma skłamać czy powiedzieć prawdę. Co jej zaszkodzi, a co przyniesie korzyść? Nie znała odpowiedzi na to pytanie, więc milczała. Czuła na sobie wyczekujące spojrzenia trzech par oczu, co przyprawiało ją o jeszcze większe zdenerwowanie.  Zacisnęła dłonie na kolanach i głęboko odetchnęła, cisza stała się przytłaczająca.
-Chciałam spędzić tam noc. - Rzuciła mu spojrzenie pełne determinacji, które oznaczało, że już nic więcej nie powie.
-No jasne, akurat w motelu Wilkołaków?! - Samanta wyszarpnęła się z uścisku brata i podbiegła do Aiko, złapała ją za przód bluzy i z niebywałą siłą podniosła, w jej oczach płonęła wściekłość - Nie wciskaj nam takich bajeczek! - Mężczyźni nie zdążyli w żaden sposób zareagować, brązowowłosa odepchnęła od siebie rudą, która z impetem uderzyła plecami o ścianę.
Szmaragdowe oczy Aiko zaczęły przebarwiać się na złoto, co zauważył David. Gwałtownie wciągnął powietrze.
-Mieszaniec. - Rzucił z obrzydzeniem blondyn, na co Aiko zareagowała wzdrygnięciem. Zrobiła krok w jego stronę.
-Co powiedziałeś?! - Zaczęła drżeć z wściekłości. Tak nazywali ją na przesłuchaniach, lub kiedy zakuta w kajdany szła ulicami miast. Była obrzucana nienawistnymi spojrzeniami pełnymi odrazy.
David cofnął się o kilka kroków. W powietrzu dało się wyczuć jak wielką i destrukcyjną moc posiada nastolatka.
Cała trójka znieruchomiała w oczekiwaniu na to co zrobi wściekła dziewczyna.
-Aiko, proszę uspokój się, on nie miał niczego złego na myśli. - Michael jako pierwszy się odezwał, wyciągnął przed siebie dłonie, nakazując jej opanować emocje, za wszelka cenę starał się uniknąć niepotrzebnej walki.
Nie odezwała się. Zamknęła oczy i wzięła kilka głębokich oddechów. Rozkazała sobie się uspokoić. Tyle lat ukrywała się, nie używała mocy, uciekała, byle tylko nie wzbudzać podejrzeń. A teraz stała otoczona trojgiem Aniołów. "Gorzej już chyba być nie może" odezwał się głos w jej głowie.
Otworzyła oczy, które znów miały odcień młodych liści.
- Jestem spokojna. - Powiedziała z powagą. - A teraz mnie wypuśćcie. -Powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. Mimo tego, że czuła się słaba, mała i bezbronna potrafiła stwarzać wrażenie silnej i władczej. To jedyna przydatna umiejętność, której nauczył ją Tomoe.
Nie czekając na odpowiedź obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę drzwi przez, które weszli David i Samanta.
Nagle poczuła na swoim nadgarstku mocny uścisk.
-Wybacz, ale nie możemy cie wypuścić. - Michael uśmiechnął się sztucznie i pociągnął Aiko z powrotem. - Jeżeli odpowiesz nam na pytania wtedy będziesz mogła odejść.
Wyczuła kłamstwo. To oczywiste, że po dowiedzeniu się prawdy nie wypuszczą jej. Wyrwała rękę z uścisku mężczyzny. Prychnęła.
- Chyba sobie żartujesz. Nie ma mowy, że tu zostanę, a tym bardziej nie będę opowiadać wam o swoim życiu.
Nie chodziło o to, że się ich boi. Wiedziała, że Anioły zanim wykonają jakikolwiek ruch muszą zgłosić całą zaistniałą sytuację do centrali, więc na razie była pewna, że jej nie zabiją. Jednak nie mogła tam zostać. Wilkołaki zostały zaatakowane przez Tomoe, przynajmniej jeden z nich został zabity. Nie potrafiła siedzieć bezczynnie, kiedy jej "rodzina" była w niebezpieczeństwie.
Ostatni raz rzuciła spojrzeniem na Samantę, David i Michaela, po czym z nadzwyczajna szybkością ruszyła do drzwi.
Była pewna, że żadne z nich jej nie dogoni, jeszcze nigdy nie spotkała istoty, która dorównałaby jej prędkością.
W ułamku sekundy dobiegła do drzwi, przez które wypadła przed dom. Przy budynku nie znajdowała się żadna lampa. Minęła krótka chwila zanim oczy dziewczyny zdążyły przyzwyczaić się do ciemności. Jednak ta nie zwracała na to uwagi, że nic nie widzi. Najważniejsze w tym momencie było to, żeby biec. Nie zatrzymywać się. Pędzić przed siebie. Jak najdalej.
Zawsze to robiła. Biegła. Uciekała. Nigdy nie walczyła.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że nie wie gdzie jest. Spojrzała za siebie.
-Nie gonią mnie. - Mruknęła i zwolniła.
Rozejrzała się po pustej ulicy. Po jej jednej stronie rósł mały, dębowy las, a po drugiej znajdowały się działki z małymi, drewnianymi domkami.
Znów zaczęła biec, przez kompletnie nieznaną jej okolicę. Usłyszała za sobą pisk opon. Spojrzała przez ramię, auto wyjechało spod domu porywaczy. Nastolatka przeklęła pod nosem.
Dobiegła do zakrętu, przed nią ukazała się znana jej ulica. Niemożliwe, że była tak blisko motelu, uśmiechnęła się triumfalnie, pędząc przed siebie.
Niestety nie była szybsza od samochodu, w ciągu krótkiej chwili auto dogoniło ją, po czym wyprzedziło. Kierowca zatrzymał się kilka metrów przed dziewczyną, drzwi otworzyły się i wyszedł Michael.
-Mówiłem, że cie nie wypuścimy. - Powiedział z uśmiechem wyższości. - Znajdę cie nawet na końcu świata.
Na dźwięk dobrze znanych słów, Aiko wciągnęła powietrze ze świstem. To zdanie zawsze powtarzał Tomoe. Zdanie pełne szaleństwa. Zdanie, którego dziewczyna nienawidziła najbardziej na świecie.
-Walcz! - Rzuciła bez zastanowienia. - Jeżeli wygram, puścisz mnie wolno, jak przegram odpowiem wam na wszystkie pytania. - Miała nadzieję, że niebieskooki da się podpuścić.
Uśmiechnął się z  kpiną. Z pasa na broń wyciągnął dwa noże.
-Cha! Przyjmuję wyzwanie. - Roześmiał się i ruszył na dziewczynę.


Na dzisiaj to tyle :)
Dziękuję za przeczytanie tego rozdziału! Proszę zostaw po sobie komentarz z uwagami, opinią i propozycjami! :)

niedziela, 14 grudnia 2014

Pierwsze spotkanie. *Piekielne Dobro*

   Dobra Dusza w końcu zniknęła, a to znaczy, że Aiko coś się stało. Tomoe spróbował się podnieść, przyszło mu to z ogromnym trudem, Wilk pochłaniał jego energię jak gąbka, do tego ranił go swoim dotykiem. Mężczyzna wstał chwiejnie i oparł się dłonią o ścianę. Zawroty głowy i okropny ból w klatce stały się jeszcze silniejsze.
-Cholera, - Syknął. Nie może tu zostać, musi iść do Aiko, jego ukochana może być w niebezpieczeństwie. Zrobił pierwszy krok i zgiął się pod wpływem nasilającego się bólu. Zaczął ciężko oddychać i kaszleć.
Nagle poczuł mrowienie na skórze. Ze świstem wciągnął powietrze. Tego mu brakowało, Anioły. Te cholerne istoty zawsze przychodzą kiedy są najmniej potrzebne.
Tomoe oparł się bokiem o ścianę i zaczął zastanawiać. "Co robić, co robić...?" Jeżeli tam pójdzie zostanie zabity, ale nie może zostawić Aiko na pastwę tych potworów. Zabiorą mu ją, będą chcieli by z nimi żyła.
W jego oczach zapłonęła furia. "Nikt nie ma prawa jej dotknąć! Jest moja!". Zrobił kolejny krok. Wściekłość zaślepiła kolejne fale bólu, dzięki czemu poruszał się z większym komfortem.
Był coraz bliżej guzika otwierającego windę. Jeszcze kilka kroków, kawałek.
Przed nim pojawił się młody chłopak, o srebrnych, równo ściętych włosach.
-Panie, nie możesz tam iść. Rada cie wzywa. - Powiedział oficjalnym tonem i podszedł do mężczyzny by go podeprzeć.
-Nigdzie nie idę! - Tomoe uderzył srebrnowłosego z otwartej dłoni w policzek. Z obłędem w oczach wpatrywał się w zamknięte drzwi windy. - Idę po nią, nie powstrzymasz mnie Zatanie.
Chłopiec nie wyglądał na oszołomionego zachowaniem swojego przełożonego. Chwycił go za ramię i mocno ścisnął.
-Strażnicy zostali wezwani do tego motelu. Narobił pan za dużo hałasu, rada jest niezadowolona. Musimy iść.
Demon znów spróbował wyszarpnąć się z uścisku Zatana, jednak ten miał nadzwyczajną siłę. Chłopak wyciągnął z kieszeni czerwono-granatowy, okrągły kryształ. Ścisnął go w dłoni, kamień zamigotał. W mgnieniu oka Demony przeniosły się do swojego wymiaru.


                                                                      ***


Michael uklęknął przy nieprzytomnej dziewczynie. Sięgnął dłonią do jej nadgarstka. Zaskoczyło go to, że jej skóra okazała się zimna. Zbyt zimna jak na człowieka. Pod palcami wyczuł równy rytm jej pulsu.
-Żyje. - Spojrzał na swoich towarzyszy. - Musimy ją stąd zabrać. - Powiedział stanowczo.
-Nie! Nie czujesz tego?! Zabijmy ją! - Samanta z przerażeniem i obrzydzeniem patrzyła na nieprzytomną. - Nie jest człowiekiem, nie jest Demon, Aniołem ani Wilkołakiem! Więc czym.. - Poczuła dłoń Davida na swoim ramieniu, odwróciła głowę w jego stronę i spojrzała bratu w oczy.
-Michael ma racje. Możemy się tylko domyślać czym jest. Poczekamy aż odzyska przytomność i każemy jej mówić. - Powiedział ze spokojem w głosie, ale w oczach było widać napięcie. Tak samo jak siostra, bał się tego, czym okaże się dziewczyna.
Michael włożył jedną rękę pod kark nieprzytomnej a drugą pod kolana, po czym wstał trzymając nieznajomą i obrócił w stronę rodzeństwa.
-Zawiozę ją do domu, a wy tu posprzątajcie. - Nie czekał na ich reakcje, w czasie misji to on dowodził. Nikt nie mógł mu się sprzeciwić.
Skierował się do drzwi. Pod butami mężczyzny skrzypiały odłamki stłuczonych okien. Nogą otworzył drzwi motelu i wyszedł.
Świat spowijał się w ciemność nocy, lampy uliczne słabo oświetlały jezdnie. Niebo było bezchmurne i obsypane milionem gwiazd. Michael spojrzał w górę i głęboko odetchnął. Zmęczenie powoli brało nad nim górę.
Poczuł, że dziewczyna na jego rękach się poruszyła. Skierował na nią swoje ciemno-niebieskie oczy. Pierwszy raz przyjrzał się jej twarzy. Delikatne rysy twarzy, pełne usta, zgrabny nos. To wszystko sprawiało, że była piękna. Wzruszył ramionami i spojrzał przed siebie.
Doszedł do auta, z trudem otworzył tylne drzwi. Położył ją na siedzeniu i zamknął drzwi. Poszedł usiąść na miejscu kierowcy. Przez chwilę nieruchomo wpatrywał się w ciemność przed sobą.
Potrząsnął głową by odgonić niepotrzebne myśli. Przekręcił kluczyk w stacyjce, auto zacharczało i ruszyło.
Po kilku minutach znaleźli się przed domem Strażników. Michael wysiadł z auta, podbiegł do frontowych drzwi i je otworzył, po czym wrócił do samochodu by zabrać dziewczynę. Wziął ją na ręce i wszedł do budynku, po czym zatrzasnął nogą drzwi.
Położył dziewczynę na kanapie w salonie, a sam usiadł w fotelu naprzeciwko. Oparł się łokciami na kolanach i złożył dłonie. Zlustrował całe ciało dziewczyny.
Po kilku minutach odchylił się na fotelu i zasnął.

                             
                                                                      ***


Gwałtownie zaczerpnęła powietrza i otworzyła szeroko oczy. Przez chwilę przypominała sobie dlaczego spała i co się wydarzyło.
Przypomniawszy sobie wszystko sprzed ostatnich kilku godzin podniosła się i rozejrzała wokół.
Leżała na dużej, brązowo-kremowej kanapie, w małym salonie. Ściany pokoju pomalowane były na jasny brąz. Stare, dębowe meble dodawały pomieszczeniu tajemniczości. W północnej i zachodniej ścianie znajdowały się duże okna, na ich parapetach leżały niepoukładane stare księgi.
Dopiero po chwili Aiko zauważyła mężczyznę śpiącego w fotelu. Brązowe włosy w nieładzie opadały na czoło. Oddychał równo i spokojnie. Dziewczyna przyglądała mu się przez chwilę.
Usłyszała trzask drzwi i dźwięk kroków.
-Zostawił nam sprzątanie a sam zwinął się z nieprzytomna laską. Skubany. - Powiedział żeński głos.
Aiko zeskoczyła z kanapy i bezszelestnie stanęła przodem do wejścia do pokoju, przygotowana na ewentualną konfrontację.
-Sam, to nie czas na ża.. - Do pokoju wszedł wysoki i dobrze zbudowany chłopak, oraz niższa od niego o półtorej głowy, ruda dziewczyna. Oboje patrzeli na Aiko z mieszaniną zdziwienia i strachu.
-Michael! - Krzyknęła rudowłosa. Mężczyzna śpiący na fotelu poderwał się jak oparzony i zdezorientowany popatrzył na całą sytuację.
-Zasnąłem. - Podrapał się po głowie i ziewnął, jego wzrok spoczął na zielonookiej. - Dobrze, że się obudziłaś. - Obdarzył ją przyjaznym uśmiechem i wskazał kanapę przed sobą. - Porozmawiajmy.
Pozostała dwójka została w bezpiecznej odległości.


Jeżeli przeczytałeś/aś zostaw komentarz, to naprawdę pomaga :)
Jeżeli masz jakieś uwago to wal śmiało :)

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Strażnicy. *Piekielne Dobro*

   Pędziła przez korytarz najszybciej jak potrafiła. Wydawało się, że nigdy nie dotrze do końca. Po trzydziestu sekundach biegu zobaczyła drzwi pomieszczenia, które powinno być stołówką. Dobiegła do nich ciężko dysząc, pchnęła je ramieniem i omal nie przewróciła się na schodach prowadzących do piwnicy.
-Niemożliwe. - Jęknęła z frustracją, Cała nadzieja na ucieczkę opuściła Aiko. Zatrzasnęła za sobą drzwi i oparła się o nie plecami, próbując wymyślić jakiś plan.
Jeżeli wróci do holu, hybryda pewnie spróbuje ją złapać, a jeżeli zostanie to jest ryzyko, że Tomoe upora się z Duszą i ruszy na poszukiwanie jej. Nagle jej myśli przerwał przerażający wrzask zmieniający się w wycie rozpaczy.
-Reszta stada! - Przestała się zastanawiać. Jak mogła zapomnieć o Wilkołakach, które zamieszkiwały ten motel? Są teraz w ogromnym niebezpieczeństwie. Być może jest więcej ofiar niż staruszek, któremu pachołek Tomoe odciął głowę. Rozejrzała się dookoła, dopiero teraz uświadomiła sobie, że nie ma plecaka, musiała zostawić do przed drzwiami pokoju. Uderzyła pięścią w drzwi, miała tam broń. Jedyną broń.. Kolejny wrzask zmusił ją do działania. Szarpnęła za klamkę a drzwi uderzyły z impetem o ścianę. Błyskawicznie przebiegła przez korytarz i wybiegła przy recepcji. Zatrzymała się z przerażaniem, tego najbardziej się obawiała, że będzie więcej bestii. Co najmniej trzy demony - Zwierzołaki z paszczami pełnymi ostrych zębisk, ciałami powyginanymi w nierealny sposób, lepką sierścią i niektórymi organami wychodzącymi na wierzch, zaczęły warczeć i charczeć. Z drugiej strony, tuż przy ścianie stał młody Wilkołak, wyglądał na jakieś 14 lat, z przerażeniem patrzył na ciało recepcjonisty, nad którym stała hybryda, Aiko wiedziała że ta mieszanka człowieka i demona ma jakąś nazwę, ale w tym momencie nie zastanawiała się nad tym.
Chłopiec był blady i cały się trząsł, Aiko nie była pewna czy to on jest właścicielem krzyku, który słyszała. Jednak nie miała zbyt dużo czasu na zastanawianie się nad tym. Musiała wydostać stąd jakoś chłopca. Prawdopodobnie kiedy tylko spróbuje podejść do Wilkołaka demony, w najlepszym wypadku, zaczną wyć i czekać na rozkazy swojego pana, za to w najgorszym rzucą się na nich z zamiarem zabicia.
W momencie kiedy zdecydowała się pobiec do chłopca, coś rozbiło szyby przy wejściu do budynku, głośny huk i białe światło ogłuszyło dziewczynę. Skuliła się przykrywając rękoma głowę.
-Strażnicy! - To było ostatnie słowo, które zdążyła zarejestrować. Słuch miała lepszy niż niektóre Wilkołaki, więc tak głośny dźwięk pozbawił Aiko przytomności.

                                                                        ***
David, jak co wieczór, siedział w małej bibliotece i czytał jedną z Ksiąg Niebieskich. Jego obowiązkiem było spamiętać każdy wers tam zapisany. Niezbyt uśmiechało mu się zapamiętywanie pięciuset stron tekstu, a to w tylko jednej księdze. Na półkach przy zachodniej ścianie, solidnie i równo poustawiane, stało kolejnych trzynaście tomów zasad, historii i wiedzy Aniołów z tysiącleci ich istnienia.  
Pomieszczenie było przesiąknięte zapachem starych książek i kurzu, co dodawało temu miejscu ciepła. Chłopak rozłożył się na skórzanym fotelu, zaczynał bolec go kręgosłup od tych trzech godzin siedzenia i czytania czegoś co w ogóle go nie interesowało. Przeczesał palcami blond włosy, po czym pomasował kciukami skronie. Odłożył księgę na stolik pełen dokumentów, kubków po kawie i talerzy. Zgramolił się z siedzenia i ruszył do drzwi, zza których dało się słyszeć stłumioną rozmowę jego przyjaciół. Drzwi otworzyły się z głośnym skrzypnięciem.
-Musimy coś z tym zrobić, ten dźwięk doprowadza mnie do szału. - Spojrzał z pretensją na dwójkę młodych ludzi siedzących na kanapie przed kominkiem. Dziewiętnastoletni chłopak trzymał w objęciach młodszą od siebie o trzy lata, rudowłosą dziewczynę. 
Michael, najlepszy przyjaciel Davida, znają się od trzeciego roku życia, od tamtej pory są nierozłączni. Chłopak o brązowych włosach, błękitnych oczach, wydajnych kościach policzkowych i widocznym zarysie szczęki, większość dziewczyn mówiła, że jest piękny, z czym David nie potrafił się zgodzić.
A dziewczyna przytulająca się do Michaela to Samanta - przyrodnia siostra Davida. Ich rodziny przyjaźniły się od dawna, dlatego kiedy chłopak stracił rodzinę w wyniku napadu Demonów w czasie Wielkiej Wojny, rodzice Sam przygarnęli go pod swój dach i wychowali jak własne dziecko. 
Cała trójka pracowała jako Boscy Strażnicy, pilnowali by każda Mityczna istota trzymała się wyznaczonych zasad. 
-Skoro tak ci to przeszkadza, to rusz cztery litery do jakiegoś sklepu i naoliw to. - Samanta wyplątała się koca i ramion Michaela, wstała i podeszła do brata, ścisnęła palcami jego biceps. - Przecież jesteś taki silny i w ogóle super, więc zrób to. - W srebrnych oczach dało się zobaczyć, że podpuszcza brata, jak zwykle lubiła robić. 
- Sam mogłabyś prze... - W połowie wypowiedzi Michaela zaczął dzwonić alarm, cała trójka błyskawicznie się podniosła. - Cholera. - Wymruczał niebieskooki i pobiegł do gabinetu, Samanta i David za nim. W dużym pomieszczeniu, na ścianie wisiała ogromna interaktywna mapa świata, Michael dotknął palcem w miejscu gdzie błyszczała czerwona dioda. Na wyświetlaczu pojawiła się mapa miasteczka, w którym mieszkają. Na niebiesko zaznaczono miejsce gdzie teraz się znajdują, a kawałek dalej, na czerwono, gdzie muszą się udać. Pod mapą widniał napis "Atak na motel Wilkołaków. Demony się zbudziły. ~Centrala."
-Sami, Michael bierzcie broń, ruszamy natychmiast. - Kiwnęli tylko głowami i wybiegli z pokoju. David wciąż patrzył na mapę i uśmiechał się. Uwielbiał takie akcje, adrenalina i ryzyko, dwie rzeczy, które najbardziej kochał. Po kilku sekundach ruszył do swojego pokoju po broń. Po wejściu do małego pomieszczenia, gdzie panował chaos i bałagan, skierował się do dużej szafy i otworzył drzwi. Jego oczom ukazał, się dobrze mu znany, arsenał różnorodnej broni. Od noży przez miecze, aż do broni palnej. Wyciągnął pas do broni, zawiesił go na biodrach i zaczął wkładać w jego kieszenie sztylety do rzucania i dwa małe pistolety. Skończywszy wyszedł z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Pozostała dwójka czekała już na niego przy wyjściu.
Bez słowa wybiegli z mieszkania, nie przejmując się zamknięciem go na klucz. Wsiedli do auta stojącego przed budynkiem, Michael na miejscu kierowcy, jego przyjaciel obok, a Samanta z tyłu. Ruszyli z piskiem opon. W czasie drogi David związał włosy, tuż przy karku i wyprostował się w oczekiwaniu na walkę. Z podniecenia nie mógł usiedzieć w miejscu, z niecierpliwością czekał aż zanurzy ostrze w ciele któregoś z demonów.
Po trzech minutach dojechali na miejsce, wyskoczyli z pojazdu. 
-Zrobimy trochę hałasu? - Zapytał Dav z podejrzanym uśmiechem. Sam klasnęła w dłonie i pokiwała entuzjastycznie głową, tak samo jak brat kochała walkę, a jeszcze bardziej kiedy robili "wielkie wejścia", zawsze ją to bawiło. 
Chłopak wyciągnął z pasa pistolety i kiwnięciem głowy, kazał przyjaciołom iść w stronę drzwi. Po kilku sekundach rozległ się dźwięk wystrzału, a szyby w oknach roztrzaskały się na milion kawałków. Do ich uszu dobiegło głośne wycie i ryk zmieniający się w charczenie. W tym samym czasie Sam zdjęła łuk z pleców, który rozbłysł oślepiającym, niebiesko-białym światłem. Michael błyskawicznie doskoczył do pierwszej bestii i odciął jej głowę, która wydała urwany jęk i padła na ziemie. To samo stało się z następną dwójką. Kiedy światło zaczęło znikać, oczom Strażników ukazało się bezgłowe ciało mężczyzny, młody chłopak klęczący na końcu holu i nieprzytomna dziewczyna leżąca na podłodze.
Usłyszeli pisk zmieniający się w wrzask bólu, Samanta pobiegła w stronę, z której dobiegał dźwięk, za ladą recepcji. Zwinnie wskoczyła na blat i spojrzała w dół z obrzydzeniem. Reszta ciała Humana - hybrydy demona i człowieka, rozpływała się we własnym kwasie. 
-Samozniszczenie. - Powiedziała i zeskoczyła z blatu, spojrzała na przyjaciół, którzy oniemiali patrzyli na leżącą dziewczynę. 
-Wy też.. to czujecie? - Zaczął David. Michael jako pierwszy się otrząsnął i ruszył do nieprzytomnej.
-Cz-czym ona jest? - Powiedziała Samanta drżącym głosem. Razem z bratem stała w bezpiecznej odległości.
Cała trójka czuła na skórze mrowienie, coś czego nie czuli od bardzo dawna, z czym wiązały się najgorsze wspomnienia.


___

Komentujcie, oceniajcie, krytykujcie! Do następnego rozdziału :)

niedziela, 7 grudnia 2014

Szalona miłość. *Piekielne Dobro*

   Szerzej otworzyła oczy, w których zagościł strach. Cofnęła się instynktownie, natrafiła na drzwi, o które oparła się plecami. Mężczyzna wciąż się uśmiechał, sam widok przyprawiał Aiko o mdłości.  Wzięła drżący oddech by się uspokoić, nie może okazywać strachu, inaczej przegra.
-Co się stało Ai? Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - Zrobił krok w jej stronę, a dziewczyna zesztywniała. Właśnie przed nim całe życie uciekała, Tomoe - jej największy koszmar. Nie  mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku, strach opanował całe jej ciało. "Co robić?!" to pytanie krążyło w jej umyśle. Momentalnie przypomniała sobie o medalionie w kieszeni, dzięki niemu jej strażnik powinien ją uratować, tylko musi niezauważalnie go wyciągnąć. Wzięła kolejny głęboki oddech, próbując opanować strach, odzyskać władzę nad swoim ciałem. Tomoe wlepiał w nią brązowo-złote ślepia pełne żądzy. Podniosła wzrok i spojrzała mu w oczy, przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz.
- Jak mnie znalazłeś? - Ku zdziwieniu dziewczyny jej głos się nie łamał. Był stanowczy, a to dodało jej pewności siebie. Mężczyzna uśmiechnął się szerzej i zrobił kolejny krok w jej stronę.
- Kochanie, znalazłbym cie nawet w najgłębszych czeluściach Piekieł. - Stał teraz przed nią, gdyby wyciągnęła dłonie dotknęłaby klatki Tomoe.
Aiko zaczęła oddychać szybko i płytko, była wściekła na siebie, że jej ciało tak reaguje, że strach tak łatwo ją paraliżuje.
- Moja ukochana, długo się nie widzieliśmy. - Wpatrywał się w nią, teraz całkiem złotymi oczami, zbyt pięknymi dla potwora jakim jest. - Tak bardzo tęskniłem. - Zbliżył się o pół kroku i potarł dłonią jej policzek. Dziewczyna gwałtownie zaczerpnęła powietrza czując jego dotyk. Czuła się tak jakby ktoś przykładał jej do policzka kawałek lodu. To niemiłe uczucie wstrząsnęło nią i wywołało falę dreszczy.
Wciąż patrzyła w oczy demona, starała się ukryć strach, co wychodziło jej fatalnie. W ślepiach demona zauważyła uwielbienie wymieszane z szaleństwem. Tomoe zatracił się w szaleńczej miłości do niej, którą kiedyś odwzajemniała.
Stało się to cztery lata temu. Ostatnie przesłuchanie Aiko przed wygnaniem, tym razem w Piekielnym Mieście. Miała wtedy 13 lat, siedziała zakuta w kajdany i wystraszona w ciemnym pomieszczeniu przypominającym więzienną celę. Pamiętała z tego jedynie zimno, okropne zimno. Piekło jest wymiarem chłodu, zupełnie odwrotnie niż myślą ludzie, dominują tam zamiecie śnieżne, temperatura nie sięga wyżej niż -10*C. Mimo tego, że Aiko ma w sobie demoniczną krew zimno bardzo jej przeszkadzało. Demony nie mają z tym problemy, nie odczuwają żadnych temperatur, a w chłodzie czują się wspaniale.
Siedząc skulona w swojej celi usłyszała kroki na korytarzu, wyprostowała się myśląc, że tym razem przyjdą ją zabić. W końcu już tak dużo razy jej tym grozili. Mimo młodego wieku była przygotowana na śmierć, nie bała się jej, można powiedzieć, że nawet oczekiwała tego. Wieczny spokój był kuszący. Drzwi pomieszczenia otworzyły się z głośnym skrzypnięciem, a w nich stanął chłopak niewiele od niej starszy, z szerokim uśmiechem i kocem w ręce, który zaraz potem jej rzucił. Znała go z widzenia, czasem przyglądał się z ukrycia jak ją przeprowadzają przez Plac Samaela, ale nie pomyślałaby, że będzie dla niej tak dobry. Przyjęła podarek z wdzięcznością w oczach, nic nie mówiąc otuliła się nim. Chłopiec usiadł obok niej, wciąż się uśmiechając. Spojrzała mu w oczy, które uważała wtedy za przepiękne.
-Dlaczego to robisz? -Zapytała cicho, zachrypniętym głosem.
-Bo jesteś przepełniona pięknem i miłością. -Chłopiec uśmiechał się, a w jego oczach było widać dobro. - Za to cie kocham.
Aiko pomyślała wtedy, że też go kocha, że ten chłopiec jest jej "księciem" jednak pomyliła się. O czym przekonała się rok później.
17-letni Tomoe, który opiekował się Aiko zaraz po jej wygnaniu, opanowany przez żądzę oszalał i zaatakował dziewczynę. Cudem udało jej się wyjść z tego cało, wszystko dzięki jej strażnikowi, którym jest dusza Wiecznego Wilka. Zwierze zaatakowało chłopaka, dając nastolatce czas na ucieczkę i znalezienie schronienia. Od tamtego czasu ma pakt z Wilkołakami, który nakazuję im chronienie dziewczyny za wszelką cenę.
Mężczyzna zbliżył się do jej ust z zamiarem pocałowania ich. Wykorzystała ten jedyny moment kiedy demon tracił czujność i sięgnęła do kieszeni, ścisnęła w dłoni złoty medalion.
-Pomocy. - Powiedziała prawie bezgłośnie, ale to wystarczyło. Za plecami Tomoe rozbłysła błękitna poświata, która kształtem zaczęła przypominać ogromne zwierzę. Wilk zawył i rzucił się na plecy demona, który z jękiem padł na ziemie. Sama obecność Dobrej Duszy osłabiała demony, za to dotyk sprawiał im niewyobrażalny ból.
Nawet nie obejrzała się na wyjącego z bólu mężczyznę, on już dawno dla niej nic nie znaczył. Przebiegła przez korytarz i dopadła do windy, zaczęła wciskać guzik dopóki nie usłyszała brzdęku rozsuwających się drzwi. Wpadła do małego pomieszczenia i wybiegła drugą stroną, kierując się do recepcji.
 Stanęła jak wryta na widok rozpryśniętej po ścianach krwi i ciała staruszka, leżącego bez głowy. Zakryła usta dłonią czując, że ma mdłości. Za ladą stał jeden z ludzi Tomoe, obrzydliwa hybryda człowieka i najniższej klasy demona. Na szczęście potwór jej nie zauważył, rozejrzała się za jakimś wyjściem awaryjnym. Przed windą korytarz skręcał w prawo, na ścianie widniał napis "stołówka", poczuła, że jest nadzieja na ucieczkę. Najszybciej jak potrafiła ruszyła wzdłuż korytarza.



Od autorki.
Dziękuję za przeczytanie rozdziału :)
Komentujcie, krytykujcie, dawajcie rady! Jestem otwarta na sugestie :)

Dzień jak każdy inny. *Piekielne Dobro*

   -Dziękuję, do widzenia.  - Uśmiechnęła się do taksówkarza i odebrała resztę z pieniędzy, które mu dała. Wyciągnęła plecak z bagażnika i stanęła przed małym, trochę zniszczonym motelem. Chłodny wiatr targał jej włosy, które i tak wyglądały jakby nie czesała ich tydzień, bujna brązowa szopa na głowie, tak zawsze je określała. Przygładziła je dłonią i ruszyła w stronę wejścia do budynku, rozglądając się  czy nikt jej nie śledzi. Powoli dostawała paranoi na tym punkcie. Od tygodnia nie zauważyła niczego niepokojącego wokół niej, ale to tylko cisza przed burzą, świadoma tego nigdy nie traciła czujności. Głęboko odetchnęła i pchnęła dłonią drzwi motelu, zaraz po tym otuliło ją ciepłe powietrze niosące ze sobą zapach wysuszonych kwiatów i wilgoci. Weszła do małej recepcji połączonej z holem. Ściany pokrywała błękitna farba, która w niektórych miejscach odpadała. Środek budynku wyglądał jeszcze mniej imponująco niż z zewnątrz. Ale Aiko się tym nie przejmowała, w końcu spędzi tu tylko jedną noc, jak w każdym innym mieście. Nigdzie nie została dłużej niż na dwie noce. Wieczna ucieczka, to jest jej życie.
Podeszła do lady gdzie stał stary mężczyzna, wyglądał na zmęczonego. "Pewnie siedzi tu od rana." przeszło jej przez myśl. Spojrzała na zegarek na nadgarstku, który wskazywał 22:30. Podróż trwała dłużej niż myślała. Zazwyczaj przemieszczała się pociągami, czasem latała samolotami, za to latem podróżowała na pieszo. I tak od czterech lat. Starszy pan uśmiechnął się do niej uprzejmie.
-Słucham, czego panienka potrzebuje? - Oczy mężczyzny jarzyły się srebrem, tak jak myślała, dobrze trafiła. Szeroko się uśmiechnęła i wyjęła złoty medalik z gwiazdą o czterech ramionach, podsunęła go do staruszka, otworzył szerzej oczy, w których zobaczyła błysk zrozumienia.
-Bezpiecznego noclegu, nikt nie może wiedzieć, że tu jestem. - Powiedziała stanowczym tonem, którego używała rzadko, ale przeważnie działał. Wyglądała wtedy na pewniejszą siebie niż w rzeczywistości jest, i tego chciała. Mężczyzna tylko kiwnął głową w wystukał coś na klawiaturze komputera. Po chwili wręczył jej kluczyk.
-Na końcu holu jest winda, wejdzie tam panienka i wciśnie guzik bez numeru. - polecił i wrócił do pracy.
Dziewczyna zabrała medalik z lady, po czym włożyła do kieszeni czarnych jeansów, ścisnęła klucz w dłoni i ruszyła przez hol, w którym coraz wyraźniej można było wyczuć smród psów. Doszła do windy i wcisnęła guzik, rozbrzmiał głośny pisk rozsuwających się drzwi. Niepewnie weszła do środka, ściany małego pomieszczenia pokrywały lustra. Spojrzała w jedno z nich. Na twarzy widniały rumieńce wywołane chłodem. Spojrzała na rozcięcie pod wargą, które nie wyglądało już tak źle jak jeszcze tydzień temu. Rany po chochlikach zawsze goiły się najgorzej, ta miała już jakieś dwa tygodnie. Weszła wtedy do podejrzanego klubu nocnego, z nadzieją, że znajdzie tam jednego z wilkołaków. Niestety jak na złość to małe piekielne stworzenie rzuciło się na jej twarz zostawiając szramę od dolnej wargi po sam koniec podbródka.
Potrząsnęła głową by pozbyć się niepotrzebnych myśli i spojrzała na tarczę z guzikami. Na każdym był jakiś numer, no prawie każdym, wcisnęła pusty przycisk, czekając aż winda ruszy, jednak tak się nie stało. Usłyszała skrzypnięcie, lustro za nią rozsunęło się pokazując ukryte przejście. Zawahała się, jednak po chwili ruszyła przed siebie. Otworzyła dłoń i spojrzała na brelok z numerem pokoju, 13. Spojrzała n pierwszą parę drzwi z numerem 7. Zdziwiło ją to. Nie widziała nigdzie wcześniejszych numerów. Wzruszyła ramionami i poszła dalej. Doszła do pokoju numer 13 i zatrzymała się przed nim.
Usłyszała za sobą dźwięk otwieranych drzwi, błyskawicznie się odwróciła. Jej oczom ukazał się młody mężczyzna, brązowo-złote oczy wyglądały jakby się paliły, a czarne jak smoła włosy nachodziły mu na oczy.
-Dawnośmy się nie widzieli! - Uśmiechnął się do dziewczyny, w jego oczach pojawił się, znany jej, niebezpieczny błysk.


                                                            -----------------------
Dziękuję za dobrnięcie do samego końca, mam nadzieję, że jest w miarę interesujące.
Proszę o komentarze i uzasadnioną krytykę! :)