-Księżniczko! Księżniczko, proszę cię, chodź tu szybko! - Krzyczała jedna z pokojówek, próbując dogonić uciekającą Emilię.
Czepek starszej kobiety podskakiwał na jej siwych i mokrych od potu włosach, a suknia zaplątywała między nogi, przez co, co chwilę się potykała.
- Wybacz nianiu, ale nie mogę tego zrobić! Nie wyjdę za tego prostaka! - Rzuciła przez ramię i przeskoczyła przez ogrodzenie.
Ciemnobrązowe kosmyki pouciekały z ciasnego i ciężkiego warkocza sięgającego pasa, a na policzkach pojawiły się ogromne rumieńce, wywołane długą ucieczką.
Emilia przez kilka ostatnich godzin biegała po zamku i skrywała wszędzie, gdzie tylko się mieściła. Niestety zawsze ktoś ze służby odnajdywał jej kryjówkę. Jednak młoda księżniczka nie dawała za wygraną, bowiem od małego była znana ze swojego talentu do ucieczek.
Zawsze kiedy zaczynało jej się nudzić na balach lub kolacjach, niezauważona znikała z jadalni lub salonu. Czy Pani Matka się wściekała? Ależ oczywiście, niezliczoną ilość razy Emilia, za karę, musiała siedzieć w pokoju i haftować bądź wyszywać.
Przebiegła przez niewielki strumyczek, po drodze gubiąc buty i kolejne warstwy sukni ślubnej.
Od ponad roku była zaręczona z zamożnym szlachcicem, synem starego przyjaciela rodziny królewskiej. Codziennie błagała matkę i nianię by pozwoliły jej uciec, skryć się, a nawet udawać martwią. Nienawidziła tego chłopca, to on był przyczyną wszystkich smutków i trosk księżniczki Emilii.
Dobiegła na skraj urwiska, gdzie wiele nieszczęśników rzucało się do morza. Pochyliła się i zerknęła w przepaść, po jej ciele przebiegł nieprzyjemny dreszcz.
- I co? Masz zamiar tak po prostu się zabić? Emi, nie poznaję cię.
Znajomy i kojący głos sprawił, że łzy popłynęły po jej zaczerwienionych policzkach. Halka, która jako jedyna z całej jej kreacji pozostała na ciele dziewczyny, zaszeleściła pod wpływem wiatru.
- Nigdy nawet o tym nie myślałam, ale może tak uda mi się nastraszyć matkę. - wymamrotała cofając się o krok. - Jak myślisz Izzy?
Odwróciła się na pięcie, a jej oczom ukazała się biednie ubrana córka pasterza. Jasne, rozczochrane i brudne loki wariowały na wietrze, jakby same nie widziały czy chcą pofrunąć, czy jednak trwać w bezruchu. A w niebieskich oczach pastereczki błyskały iskierki gniewu.
- Mówiłam, żebyśmy uciekły, kiedy jeszcze był czas, a ty nie chciałaś. - Wydusiła z siebie, z wyrzutem patrząc na półnagą księżniczkę. Izzy nie ruszyła się z miejsca. Zacisnęła dłonie w pięści i próbowała chociażby udawać wściekłą, ale z każdą sekundą coraz mniej się gniewała. Tak skąpy ubiór Emilii sprawiał, że pastereczka nie potrafiła myśleć o niczym inny, niż jej idealnym ciele. Potrząsnęła głową i ze zniecierpliwieniem wyczekiwała odpowiedzi księżniczki. Spodziewała się, że ta znów obróci kota ogonem i to Izabel będzie wszystkiemu winna.
Jednak zamiast zwyczajnego wyrazu zaborczości, na twarzy Em pojawił się tak ogromny smutek, że Izzy miała wrażenie, że pękło jej serce.
-Wiem! Przepraszam, naprawdę przepraszam Izzy, ja... Ja myślałam, że uda mi się ich przekonać. - Księżniczka padła na kolana i zatraciła się w płaczu. - Nie chciałam nikogo zostawiać.
- Nie, Emi, proszę cię, nie płacz... - jasnowłosa pasterka podbiegła do księżniczki Emilii i ujęła jej twarz w dłonie. - Jesteś księżniczką, ja to rozumiem, naprawdę.
Brązowooka dziewczyna pokiwała głową, pociągając nosem. W jednej chwili przestała szlochać, a ostatnia łza spłynęła po brodzie i skapnęła na białą halkę.
Księżniczka nie czuła się tak odprężona nigdzie indziej niż w ramionach Izabel. Od kiedy były dziećmi, to właśnie u niej odnajdywała spokój i miłość, których tak bardzo brakowało jej w zamku.
- Wiesz co musisz zrobić. Nie możesz zawieźć kraju, teraz już nie możesz się wycofać. - głos Izzy łamał się i dopiero wtedy Emilia zdała sobie sprawę z tego jak córka pasterza musi cierpieć, że nie tylko księżniczce jest źle, ale jej kochance również.
- Muszę wyjść za mąż. - westchnęła, czując narastający smutek.
Jasnowłosa kiwnęła głową i przyciągnęła do siebie ukochaną. Obie wiedziały, że to ich ostatnie spotkanie, że tak zakończy się ich wspólna historia.
- O której zaczyna się ceremonia? - Wyszeptała słabym głosem pastereczka.
Prawą dłonią głaskała księżniczkę po włosach a lewą jeździła po jej plecach, tak pozwalała jej się nieco uspokoić.
- Za... za dwie godziny. - Emilia siliła się na silny ton głosu, jednak jej próba zakończyła się klęską, bowiem głos dziewczyny brzmiał jak szept małego dziecka. Poczuła się żałośnie.
- Nasza miłość nie jest zła, księżniczko. Po prostu, któraś z nas urodziła się w złym ciele. W następnym życiu będziemy mogły być razem, bez żadnych przeszkód, ponieważ nasze uczucie jest wieczne, rozumiesz?
Pasterka lekko odsunęła od siebie księżniczkę Emilię i zmusiła, żeby na nią spojrzała. Wiedziała, że w tamtym momencie jej serce pękło na miliony kawałków i miną wieki zanim wróci do normy.
- Rozumiem, Izzy. Jesteś moją jedyną ukochaną, jedyną miłością. Prawdziwą miłością...
Resztę ostatnich, wspólnych chwil spędziły na tuleniu się do siebie w milczeniu. Zanim księżniczka wróciła do zamku zdążyła rozpłakać się jeszcze kilka razy, a pasterka jak zawsze cierpliwie i z miłością ocierała jej łzy i szeptała słowa, które miały dodać otuchy.
Kiedy się rozstawały. również w milczeniu, słońce powoli znikało za horyzontem, tak jak ich szczęśliwe, wspólne życie.
Po niecałej godzinie Emilia stała się mężatką, a Izabel nawet w swoim drewnianym domu, na skraju miasta, słyszała gwar muzyki, tańca i ludzi obecnych na weselu jedynej córki rodziny królewskiej.
Co noc obie dziewczyny patrzyły w gwiazdy, w nadziei, że to nie było ich ostatnie spotkanie i że ta miłość się nie wypali.
Świat Fantasy
poniedziałek, 29 czerwca 2015
piątek, 30 stycznia 2015
Wilcza przyjaźń. *One shot*
Czekałam na niego każdego wieczoru. W tym samym miejscu. Zawsze byłam na czas, a on się spóźniał.
Stary plac zabaw. Zardzewiałe huśtawki, skrzypiąca karuzela i poniszczone drabinki. To był nasz azyl. To tam poznałam mojego pierwszego przyjaciela. Przyjaciela, który okazał się istotą z innej rzeczywistości.
Miałam sześć lat. Codziennie przychodziłam bujać się na huśtawce ze starszym bratem.
Nasza mama ciężko chorowała, a ojciec nie ruszał się ze szpitala. Był z nią cały czas.
Nie rozumiałam tego. Nienawidziłam go za to, że zostawił mnie i brata samych. Teraz żałuję, że nie okazywałam mu więcej uczucia.
W moje szóste urodziny, trzydziestego sierpnia, Nataniel zabrał mnie późnym wieczorem na plac, by oglądać gwiazdy. Położyliśmy się na mokrej od rosy trawie i patrzeliśmy przez kilka godzin w niebo. Brat pokazywał mi konstelacje, opowiadał legendy i historie, które wymyślał na poczekaniu.
To były najwspanialsze urodziny w całym moim krótkim życiu. Do czasu.
Późno w nocy, kiedy pozbieraliśmy się i ruszyliśmy w stronę domu zadzwonił ojciec. Powiedział, że mama zmarła kilka minut wcześniej i, że nie wróci już do domu. Nat zaczął płakać. Padł na kolana i mocno mnie ściskał.
Chciałam zareagować jak on, w końcu byłam dzieckiem, któremu umarła mama, Jednak na moich policzkach nie pojawiła się ani jedna łza.
Pamiętam, że byliśmy niedaleko domu, do którego nie chciałam wracać. Nie chciałam patrzeć jak brat, którego uważałam za najsilniejszego i najwspanialszego mężczyznę, się rozklejał i załamywał.
Wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam przed siebie, potykając się.
Zanim się spostrzegłam znalazłam się na środku placu zabaw.
Ciężko dysząc, powoli poszłam w stronę pordzewiałych i wyniszczonych drabinek. Przecisnęłam się między nimi i usiadłam opierając się o jedną z metalowych rur. Podciągnęłam kolana pod brodę, objęłam je ramionami i oparłam się na nich brodą.
Siedziałam tak nie wiadomo ile. Czekałam aż przyjdzie Nataniel, powie kojącym głosem, żebym z nim wróciła i weźmie mnie na ręce, ale tak się nie stało.
Zakryłam twarz dłońmi i w końcu zaczęłam płakać.
Łzy zmoczyły mi kołnierzyk błękitnej sukienki, a smarki spływały z nosa.
Kiedy zaczęło świtać usłyszałam cichy śmiech i skrzyp huśtawki. Podniosłam głowę i zobaczyłam chłopca. Sam bujał się w najlepsze i śmiał, nigdy nie słyszałam takiej radości.
Poruszyłam się lekko, czując, że zdrętwiały mi nogi.
Śmiech chłopca ucichł, a jego wzrok padł na mnie. Mimo tego, że był oddalony ode mnie o kilka metrów, wyraźnie dostrzegłam kolor jego oczu. Skrzyły się srebrem.
Na początku patrzył na mnie z niepokojem, który po krótkiej chwili jakby wyparował. Chłopiec podniósł się z huśtawki i podbiegł do mnie. Zatrzymał się dwa metry dalej i przykucnął.
Włosy miał w kolorze ciemnego brązu, a ubrany był w niebieską koszulkę z wytartym nadrukiem i beżowe, krótkie spodenki.
-Czemu płaczesz? - zapytał patrząc mi w oczy.
Ścisnęłam dłonie w piąstki i wytarłam oczy i nos rękawem sukienki. Zostawiłam na nim kilka plam.
-Nie płaczę - odpowiedziałam dumnie i pociągnęłam nosem.
Chłopiec wyszczerzył się w uśmiechu i podpełzł bliżej.
-Moja mama mówiła, że to dobrze, że się płacze i nie można się tego wstydzić. - oświadczył wesoło.
-Nie obchodzi mnie co mówiła twoja mama. - bąknęłam i wstałam, strzepując z siebie piasek.
Sztywno wyminęłam chłopca i ruszyłam przed siebie. Nie chciałam wracać do domu, jednak moja dziecięca duma nie pozwalała mi tam zostać.
Poczułam na swoim nadgarstku ciepłą dłoń.
-Gdzie idziesz? - mówił z radością w głosie.
Nie wiem dlaczego, ale pomogło mi to. Odwróciłam się z lekkim uśmiechem i policzkami parzącymi od rumieńców.
-Gdzie jest twoja mama? - wypaliłam bez namysłu.
Chłopiec uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Wszędzie! - Wykrzyknął i wciąż trzymając mnie za nadgarstek pobiegł w stronę karuzeli.
-Jak to wszędzie?
Zaparłam się piętami czym zmusiłam chłopca do zatrzymania się. Patrzyłam na niego surowym wzrokiem.
-Kłamiesz! - wykrzyknęłam, wydzierając swoją dłoń z jego uścisku - Tak się nie da!
Chłopiec patrzył na mnie z pewnością siebie. Podobały mi się jego srebrne oczy.
-Mama powiedziała mi, że jak zniknie to znaczy, że jest wszędzie.
Wydawało mi się, że zauważyłam przebłysk smutku w srebrnych oczkach. Jednak zniknął równie szybko jak się pojawił.
-Twoja mama.. zniknęła?
Potaknął kiwnięciem głową i posłał mi najpiękniejszy uśmiech jaki widziałam.
Zaczęłam płakać. Jeszcze mocniej niż wcześniej. Mocniej niż Nataniel.
Złapałam chłopca za przód koszulki i położyłam głowę na jego klatce. Niespodziewanie poczułam jego dłonie na moich plecach. Zaczęłam łkać jeszcze głośniej.
Nie wiem jak długo tak staliśmy a ja płakałam. Kiedy w końcu się uspokoiłam słońce wyszło ponad horyzont i oślepiało swoim blaskiem.
-Muszę już iść do domu. - oświadczył chłopiec i powoli się ode mnie odsunął.
Wytarłam twarz w rękawy i pociągnęłam nosem.
-Ja też. - odpowiedziałam.
Patrzeliśmy na siebie chwilę w milczeniu.
-Jestem Dominik.
Wyciągnął w moją stronę dłoń i z determinacja patrzył mi w oczy.
-Jill - powiedziałam cicho swoje imię i połączyłam nasze dłonie w uścisku.
Uśmiechnął się szeroko, pokazując białe i ostre zęby.
-Teraz muszę iść do stada, ale wrócę tutaj o tej samej porze co dzisiaj.
"Stada?" pomyślałam. "Może tak mówi na swoją rodzinę."
-Będziesz na mnie czekać? - zapytał lekko się rumieniąc.
Pokiwałam energicznie głową, odwróciłam się i pobiegłam do domu.
W mieszkaniu przywitał mnie pijany Nataniel. Nie rozumiałam dlaczego tak się zachowywał.
Cały dzień unikałam kontaktu z nim. Wyczekiwałam wieczoru. Jedyne czego chciałam to spotkać się z chłopcem, którego poznałam.
Nad ranem, kiedy na dworze zaczynało się przejaśniać, a ptaki wybudzały się, ze swojego krótkiego snu, wymknęłam się z domu i szybko pobiegłam na plac zabaw.
Chłopiec nie czekał na mnie. Było cicho i strasznie. Jednak nie wróciłam do domu. Usiadłam na huśtawce i czekałam.
Pięć minut, piętnaście, dwadzieścia.. Po trzydziestu minutach, które cicho liczyłam, na krańcu placu pojawił się chłopiec o srebrnych oczach i brązowych włosach. W poszarpanej koszulce z poprzedniego dnia i tych samych spodenkach.
-Jill! - krzyknął i pobiegł w moją stronę.
Na jego twarzy promieniał piękny i szczery uśmiech.
-Przyszłaś! - usiadł na huśtawkę obok i zaczął się kołysać, wbijając we mnie swój wzrok.
-Oczywiście, głuptasie. - powiedziałam, dumnie podnosząc głowę - Nie łamie się danego słowa.
Roześmiał się. Tym samym pełnym radości śmiechem, który od razu mi się udzielił. Śmialiśmy się razem, bardzo długo.
Dominik opowiadał mi o swojej rodzinie i o mamie, którą kochał nad życie. Ja odwdzięczałam mu się opowieściami brata. Mówiłam co lubiłam robić z Natanielem.
Żaliłam się, że popadł w alkoholizm, że zachowywał się nie jak mój brat.
Po kilku godzinach rozeszliśmy się z obietnicą powrotu o tej samej godzinie w to samo miejsce.
I tak się działo. Dzień w dzień, wczesnym rankiem, kiedy ptaki budziły się do życia, my spotykaliśmy się na placu zabaw. Bawiliśmy się i rozmawialiśmy.
Pory roku mijały nie ubłagalnie szybko. Po lecie nastąpiła jesień, a po niej sroga zima. Jednak nic nie stanowiło przeszkody dla naszych spotkań.
Nabierałam wprawy w wymykaniu się z domu i okłamywaniu brata, który staczał się coraz niżej.
Nasza przyjaźń rozkwitała i czuliśmy się przy sobie coraz swobodniej.
Wiosną, kiedy kwiaty kwitły i wszystko budziło się do życia, dowiedziałam się czegoś szokującego.
-Hej, Jill - chłopiec wydawał się wyjątkowo nieswój.
-Co? - odpowiedziałam huśtając się coraz wyżej.
-Pamiętasz jak mówiłem ci, że moja rodzina jest inna niż twoja? - zapytał cicho i spuścił wzrok.
Zeskoczyłam z huśtawki i stanęłam przed nim.
-No, pamiętam.
Zaważyłam, że zaciskał pięści.
-No mów co chcesz powiedzieć. - rozkazałam surowo.
Dominik lekko się uśmiechnął i spojrzał na mnie.
-Ale nie zaczniesz się mnie bać?
To pytanie zdenerwowało mnie.
Położyłam dłonie na jego policzkach i sprawiłam, ze spojrzał mi w oczy.
-Jeszcze raz powiesz, że mogę się czegoś bać to cie zleję. - powiedziałam przez zaciśnięte zęby i mocniej ścisnęłam jego policzki.
To przekonało chłopca i wypalił prosto z mostu.
-Nie jestem człowiekiem, Jill.
-Wiem.
To prawda, domyśliłam się po pierwszym miesiącu naszej znajomości.
Może i byłam głupią sześciolatką, ale zachowanie chłopca, ostre zęby i paznokcie, oraz kolor oczu, który nie występował u nikogo innego, budziły u mnie pewne podejrzenia.
-Jak to "wiesz"?
Zauważyłam zdumienie w jego ślepiach.
Roześmiałam się i odsunęłam kawałek.
-No normalnie! - wykrzyknęłam i zakręciłam się na palcach. - Tylko nie wiem czym jesteś.
Zatrzymałam się i pochyliłam w jego stronę.
-Powiesz mi? - uśmiech nie schodził z mojej twarzy.
-Mogę ci pokazać.
Złapał mnie za dłoń i pociągnął w najbardziej oddalony od ulicy zakamarek placu zabaw, który graniczył z lasem. Stamtąd zawsze wychodził chłopiec, kiedy mieliśmy się spotkać.
-Zasłoń oczy. - poprosił, a ja to zrobiłam.
Próbowałam podglądać miedzy palcami, ale od razu to zauważył i zawołał karcącym tonem "Jill! Nie oszukuj!"
Po krótkiej chwili usłyszałam ciche powarkiwanie. Nie wytrzymując odwróciłam się.
Stanęłam jak wryta. Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia.
Przede mną stał wilk. Wpatrywał się we mnie znajomymi, srebrnymi ślepiami.
Stał nieruchomo dopóki ja nie zrobiłam kroku do przodu.
Wyciągnęłam dłoń i opuszkami palców dotknęłam brązowej sierści.
Była miła w dotyku. Puszysta i miękka.
Szybko oswoiłam się z tą wiadomością.
Z wiadomością, że mój pierwszy przyjaciel był wilkołakiem.
Lata mijały a ja dowiadywałam się coraz więcej o świecie, o którym zwykły człowiek nie miał prawa wiedzieć.
Dominik opowiadał mi o tradycjach Wilków. O jego stadzie.
Mówił też o istotach z innego świata. Opowiadał, że gdzieś bardzo daleko stąd żyją piękne i wspaniałe anioły, z wyglądu podobne do ludzi. Mówił, że posiadają ogromne białe skrzydła i bardzo rzadko przychodzą na Ziemię.
-Widziałeś je kiedyś? - zapytałam leżąc na jego brzuchu i patrząc w gwiazdy.
Minęło sześć lat od naszego pierwszego spotkania. W czasie rozmów dowiedziałam się, że chłopiec urodził się rok przede mną.
Miałam wtedy dwanaście, a on trzynaście lat.
U mnie zaczynał się wiek dojrzewania, pierwsze miłości, zmiana wyglądu i ciała.
Za to Dominik zaczynał wkraczać w dorosłość i przygotowywać się do roli przywódcy stada.
Coraz rzadziej się spotykaliśmy, jednak nasz więź nie znikała, wręcz odwrotnie, pogłębiała się.
-Co widziałem? - głowę podpierał skrzyżowanymi ramionami Podniósł ją trochę i spojrzał na mnie.
-Anioły. - podniosłam się. Usiadłam obok niego i spojrzałam na jego twarz z góry.
Coraz bardziej przypominał mężczyznę, niż chłopca. Linia szczęki stała się bardziej wyrazista. Nos miał lekko zgarbiony, co dodawało mu uroku. Był przystojny.
-Nie. Ojciec mówi, że lepiej ich nie spotykać. - ziewnął - Podobno są bezwzględne i lubią zabijać.
Wzruszył ramionami, po chwili również się podniósł.
-Chciałabyś nauczyć się widzieć chochliki i elfy leśne? - zapytał z entuzjazmem, który od razu mi się udzielił.
-Tak! - kiwnęłam energicznie głową.
Zaczął mi tłumaczyć jak wyglądały te istoty. Powiedział, że trzeba się skupić i wierzyć, że istnieją, by je dojrzeć.
Nie zdążyłam spróbować, minęły nasze chwile spokoju. Musiałam wracać do domu i przygotować się do szkoły, a chłopak musiał jak każdego dnia, uczyć się pod okiem ojca.
Przez kolejny tydzień, kiedy się nie widzieliśmy, próbowałam wypatrzeć istoty mistyczne, co przychodziło mi z trudem.
Kilka godzin przed nocnym wyjściem na plac zabaw, usiadłam przed oknem i skupiłam się najbardziej jak potrafiłam.
Powtarzałam sobie w głowie "wierzę. Wierzę. Wierzę.."
Aż w końcu, kiedy wyczerpanie brało górę, ujrzałam małą istotkę o szpiczastych uszach i wielkości krasnala ogrodowego. Siedziała na gałęzi drzewa niedaleko mojego domu. Nogi miała zwieszone i lekko się kołysała. Zauważyłam, że skórę miała w odcieniu wiosennych liści.
W końcu mi się udało. Rozradowana pognałam w miejsce naszego spotkania.
Opowiedziałam o wszystkim Dominikowi. Razem uczciliśmy mój sukces wspólnym oglądaniem letnich gwiazd.
Zasnęłam leżąc na jego brzuchu. Śniłam o wspaniałych skrzydlatych istotach i elfie, którego widziałam.
Przed siódmą Dominik odprowadził mnie do domu, po czym wrócił do swojego stada.
Spotykaliśmy się coraz rzadziej. Zdarzało się, że nie widzieliśmy się przez kilka tygodni, zajęci swoimi obowiązkami.
Ja stawałam się kobietą, poszłam do gimnazjum, zajmowałam się chłopcami w moim wieku.
A mój przyjaciel stawał się dorosłym i odpowiedzialnym wilkiem. Dojrzewał szybciej niż ludzcy chłopcy w jego wieku.
Ceniłam to w nim. Nigdy nie patrzył na mnie jak reszta. Wiedziałam, że wciąż widział we mnie zapłakaną sześciolatkę.
Cieszyło mnie to. Nienawidziłam spojrzeń dorastających chłopców. Nigdy nie patrzyli mi w oczy. Wzrok zatrzymywali na klatce i tyłku.
Doprowadzało mnie to do szału.
Pewnego dnia poprosiłam Dominika, żeby nauczył mnie walczyć.
-Po co? - leżał na plecach na karuzeli a ja siedziałam na huśtawce.
-Bo mam już piętnaście lat, piękne ciało i boję się, że jakiś obleśny chłopak chciałby je dotknąć bez mojej zgody. - posłałam mu chytry uśmiech i czekałam na reakcję.
-Nie.
Spodziewałam się tego.
-Jeny, Wilczku, nie bądź taki - Nie pamiętam kiedy zaczęłam tak na niego mówić. Wiem, że to lubił.
Westchnął przeciągle i z irytacją. Podniósł się, a jego pięść powędrowała w stronę mojej twarzy.
Zatrzymał ją milimetry od mojego nosa.
Wzięła szybki oddech i spojrzałam na niego z uśmiechem.
-Mogę to potraktować jako zgodę?
I tak właśnie zaczęłam spędzać więcej czasu z moim przyjacielem.
Zmieniliśmy godziny spotykania się.
Przez następnych kilka miesięcy codziennie pod wieczór przychodziłam na plac zabaw. Ubrana w dres i luźna koszulkę. Uczył mnie jak się bronić, a z czasem atakować.
Po pewnym czasie dorównałam mojemu mistrzowi, i oboje staliśmy się dla siebie wyzwaniem.
Przewyższał mnie siłą. Zawsze tak było.
Osiemnaste urodziny spędziłam z Dominikiem. Obiecał, że cały dzień będzie ze mną i tak było.
Chodziliśmy po mieście smakując różnych pyszności, poszliśmy nad rzekę się kąpać.
Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam jego ciało w prawie całej swej okazałości. Idealnie wyrzeźbione mięśnie, wąskie biodra i szerokie ramiona.
Zdałam sobie wtedy sprawę z tego, że stał się mężczyzną. Bardzo atrakcyjnym mężczyzną.
Kiedy szliśmy ulicą każda kobieta się za nim oglądała. Nawet starsze panie po pięćdziesiątce.
Złapałam się na poczuciu zazdrości, które od razu z siebie usunęłam.
Wieczorem poszliśmy na plac zabaw. Jak zwykle położyliśmy się na trawie i oglądaliśmy gwiazdy, to stało się naszą codziennością, czymś normalnym.
Dominik zaczął mi mówić o wszystkim co słyszał od ojca. Że anioły sprowadzają coraz więcej swoich na ziemię, dlatego, że demony zaczęły coraz bardziej żerować na ludziach.
Słuchałam tego bez cienia strachu. Miałam przy sobie silnego wilka, czułam się bezpieczniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.
-Jill.. - niebo się rozjaśniało, a ptaki zaczynały budzić się do życia - muszę ci coś ważnego powiedzieć.
-Co? - wymamrotałam w półśnie.
-Ojciec postanowił przenieść się ze stadem. Jutro wyjeżdżamy.
Minęła chwila zanim dotarło do mnie co powiedział. Podniosłam się gwałtownie i spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Jak to?! - krzyknęłam - Nie możesz tak po prostu odejść.
Czułam łzy. Jednak powstrzymałam je siłą woli.
-Jill, proszę posłuchaj mnie.
Wyciągnął w moją stronę dłoń i położył mi ją na ramieniu.
-Wrócę. Obiecuję. - Zacisnął palce, poczułam jak wbijały mi się w ramię.
-Dobrze, będę na ciebie czekać.
Wymusiłam uśmiech. Miałam nadzieję, że nie zauważył tego jakże żałosnego posunięcia.
Myliłam się.
Przyciągnął mnie i objął w przyjacielskim uścisku.
Schowałam twarz w jego bluzie i pogrążyłam się w cichej rozpaczy.
Poczułam się jak dwanaście lat wcześniej. Kiedy w dniu naszego pierwszego spotkania wypłakiwałam mu się w koszulkę.
Podniosłam głowę i zauważyłam, że na mnie patrzył. Był wyższy ode mnie o kilkanaście centymetrów.
Pochylił się i złożył delikatny pocałunek na moim policzku.
-To obietnica. Wrócę, rozumiesz? - powtórzył się.
Zdałam sobie wtedy sprawę z tego, że traktował mnie nie tylko jak przyjaciółkę. Byłam jedyną kobietą w jego życiu.
Resztę ranka spędziliśmy leżąc pod drzewem na skraju lasu przy placu zabaw. W milczeniu, żadne z nas nie odważyło się cokolwiek powiedzieć.
Przed południem się rozstaliśmy.
Szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu. W połowie drogi zaczęłam biec, biec jak nigdy wcześniej. Otworzyłam drzwi, zamykając użyłam zbyt dużo siły, z hukiem zatrzasnęły się, a obrazy wiszące na ścianie obok zatrzęsły.
Tamtego dnia zaczęło się moje życie bez ukochanego Wilka.
Teraz mam trzydzieści dwa lata. Dwójkę dzieci i wspaniałego męża. Żadne z nich nie wie o mojej przeszłości i wspaniałej przyjaźni z istotą nienależącą do świata ludzi.
Cały czas widzę chochliki i elfy. Podczas wieczornych spacerów bawię się z nimi i dokuczam im. Cały czas czekam na Dominika. Dostaję od niego listy, na które nie odpisuję. Nie potrafię tego zrobić.
Mimo tylu lat wciąż go kocham, tak kocham. Mojego przyjaciela, mojego ukochanego, mojego wilka.
Będę czekać nawet wieczność.
Stary plac zabaw. Zardzewiałe huśtawki, skrzypiąca karuzela i poniszczone drabinki. To był nasz azyl. To tam poznałam mojego pierwszego przyjaciela. Przyjaciela, który okazał się istotą z innej rzeczywistości.
Miałam sześć lat. Codziennie przychodziłam bujać się na huśtawce ze starszym bratem.
Nasza mama ciężko chorowała, a ojciec nie ruszał się ze szpitala. Był z nią cały czas.
Nie rozumiałam tego. Nienawidziłam go za to, że zostawił mnie i brata samych. Teraz żałuję, że nie okazywałam mu więcej uczucia.
W moje szóste urodziny, trzydziestego sierpnia, Nataniel zabrał mnie późnym wieczorem na plac, by oglądać gwiazdy. Położyliśmy się na mokrej od rosy trawie i patrzeliśmy przez kilka godzin w niebo. Brat pokazywał mi konstelacje, opowiadał legendy i historie, które wymyślał na poczekaniu.
To były najwspanialsze urodziny w całym moim krótkim życiu. Do czasu.
Późno w nocy, kiedy pozbieraliśmy się i ruszyliśmy w stronę domu zadzwonił ojciec. Powiedział, że mama zmarła kilka minut wcześniej i, że nie wróci już do domu. Nat zaczął płakać. Padł na kolana i mocno mnie ściskał.
Chciałam zareagować jak on, w końcu byłam dzieckiem, któremu umarła mama, Jednak na moich policzkach nie pojawiła się ani jedna łza.
Pamiętam, że byliśmy niedaleko domu, do którego nie chciałam wracać. Nie chciałam patrzeć jak brat, którego uważałam za najsilniejszego i najwspanialszego mężczyznę, się rozklejał i załamywał.
Wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam przed siebie, potykając się.
Zanim się spostrzegłam znalazłam się na środku placu zabaw.
Ciężko dysząc, powoli poszłam w stronę pordzewiałych i wyniszczonych drabinek. Przecisnęłam się między nimi i usiadłam opierając się o jedną z metalowych rur. Podciągnęłam kolana pod brodę, objęłam je ramionami i oparłam się na nich brodą.
Siedziałam tak nie wiadomo ile. Czekałam aż przyjdzie Nataniel, powie kojącym głosem, żebym z nim wróciła i weźmie mnie na ręce, ale tak się nie stało.
Zakryłam twarz dłońmi i w końcu zaczęłam płakać.
Łzy zmoczyły mi kołnierzyk błękitnej sukienki, a smarki spływały z nosa.
Kiedy zaczęło świtać usłyszałam cichy śmiech i skrzyp huśtawki. Podniosłam głowę i zobaczyłam chłopca. Sam bujał się w najlepsze i śmiał, nigdy nie słyszałam takiej radości.
Poruszyłam się lekko, czując, że zdrętwiały mi nogi.
Śmiech chłopca ucichł, a jego wzrok padł na mnie. Mimo tego, że był oddalony ode mnie o kilka metrów, wyraźnie dostrzegłam kolor jego oczu. Skrzyły się srebrem.
Na początku patrzył na mnie z niepokojem, który po krótkiej chwili jakby wyparował. Chłopiec podniósł się z huśtawki i podbiegł do mnie. Zatrzymał się dwa metry dalej i przykucnął.
Włosy miał w kolorze ciemnego brązu, a ubrany był w niebieską koszulkę z wytartym nadrukiem i beżowe, krótkie spodenki.
-Czemu płaczesz? - zapytał patrząc mi w oczy.
Ścisnęłam dłonie w piąstki i wytarłam oczy i nos rękawem sukienki. Zostawiłam na nim kilka plam.
-Nie płaczę - odpowiedziałam dumnie i pociągnęłam nosem.
Chłopiec wyszczerzył się w uśmiechu i podpełzł bliżej.
-Moja mama mówiła, że to dobrze, że się płacze i nie można się tego wstydzić. - oświadczył wesoło.
-Nie obchodzi mnie co mówiła twoja mama. - bąknęłam i wstałam, strzepując z siebie piasek.
Sztywno wyminęłam chłopca i ruszyłam przed siebie. Nie chciałam wracać do domu, jednak moja dziecięca duma nie pozwalała mi tam zostać.
Poczułam na swoim nadgarstku ciepłą dłoń.
-Gdzie idziesz? - mówił z radością w głosie.
Nie wiem dlaczego, ale pomogło mi to. Odwróciłam się z lekkim uśmiechem i policzkami parzącymi od rumieńców.
-Gdzie jest twoja mama? - wypaliłam bez namysłu.
Chłopiec uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Wszędzie! - Wykrzyknął i wciąż trzymając mnie za nadgarstek pobiegł w stronę karuzeli.
-Jak to wszędzie?
Zaparłam się piętami czym zmusiłam chłopca do zatrzymania się. Patrzyłam na niego surowym wzrokiem.
-Kłamiesz! - wykrzyknęłam, wydzierając swoją dłoń z jego uścisku - Tak się nie da!
Chłopiec patrzył na mnie z pewnością siebie. Podobały mi się jego srebrne oczy.
-Mama powiedziała mi, że jak zniknie to znaczy, że jest wszędzie.
Wydawało mi się, że zauważyłam przebłysk smutku w srebrnych oczkach. Jednak zniknął równie szybko jak się pojawił.
-Twoja mama.. zniknęła?
Potaknął kiwnięciem głową i posłał mi najpiękniejszy uśmiech jaki widziałam.
Zaczęłam płakać. Jeszcze mocniej niż wcześniej. Mocniej niż Nataniel.
Złapałam chłopca za przód koszulki i położyłam głowę na jego klatce. Niespodziewanie poczułam jego dłonie na moich plecach. Zaczęłam łkać jeszcze głośniej.
Nie wiem jak długo tak staliśmy a ja płakałam. Kiedy w końcu się uspokoiłam słońce wyszło ponad horyzont i oślepiało swoim blaskiem.
-Muszę już iść do domu. - oświadczył chłopiec i powoli się ode mnie odsunął.
Wytarłam twarz w rękawy i pociągnęłam nosem.
-Ja też. - odpowiedziałam.
Patrzeliśmy na siebie chwilę w milczeniu.
-Jestem Dominik.
Wyciągnął w moją stronę dłoń i z determinacja patrzył mi w oczy.
-Jill - powiedziałam cicho swoje imię i połączyłam nasze dłonie w uścisku.
Uśmiechnął się szeroko, pokazując białe i ostre zęby.
-Teraz muszę iść do stada, ale wrócę tutaj o tej samej porze co dzisiaj.
"Stada?" pomyślałam. "Może tak mówi na swoją rodzinę."
-Będziesz na mnie czekać? - zapytał lekko się rumieniąc.
Pokiwałam energicznie głową, odwróciłam się i pobiegłam do domu.
W mieszkaniu przywitał mnie pijany Nataniel. Nie rozumiałam dlaczego tak się zachowywał.
Cały dzień unikałam kontaktu z nim. Wyczekiwałam wieczoru. Jedyne czego chciałam to spotkać się z chłopcem, którego poznałam.
Nad ranem, kiedy na dworze zaczynało się przejaśniać, a ptaki wybudzały się, ze swojego krótkiego snu, wymknęłam się z domu i szybko pobiegłam na plac zabaw.
Chłopiec nie czekał na mnie. Było cicho i strasznie. Jednak nie wróciłam do domu. Usiadłam na huśtawce i czekałam.
Pięć minut, piętnaście, dwadzieścia.. Po trzydziestu minutach, które cicho liczyłam, na krańcu placu pojawił się chłopiec o srebrnych oczach i brązowych włosach. W poszarpanej koszulce z poprzedniego dnia i tych samych spodenkach.
-Jill! - krzyknął i pobiegł w moją stronę.
Na jego twarzy promieniał piękny i szczery uśmiech.
-Przyszłaś! - usiadł na huśtawkę obok i zaczął się kołysać, wbijając we mnie swój wzrok.
-Oczywiście, głuptasie. - powiedziałam, dumnie podnosząc głowę - Nie łamie się danego słowa.
Roześmiał się. Tym samym pełnym radości śmiechem, który od razu mi się udzielił. Śmialiśmy się razem, bardzo długo.
Dominik opowiadał mi o swojej rodzinie i o mamie, którą kochał nad życie. Ja odwdzięczałam mu się opowieściami brata. Mówiłam co lubiłam robić z Natanielem.
Żaliłam się, że popadł w alkoholizm, że zachowywał się nie jak mój brat.
Po kilku godzinach rozeszliśmy się z obietnicą powrotu o tej samej godzinie w to samo miejsce.
I tak się działo. Dzień w dzień, wczesnym rankiem, kiedy ptaki budziły się do życia, my spotykaliśmy się na placu zabaw. Bawiliśmy się i rozmawialiśmy.
Pory roku mijały nie ubłagalnie szybko. Po lecie nastąpiła jesień, a po niej sroga zima. Jednak nic nie stanowiło przeszkody dla naszych spotkań.
Nabierałam wprawy w wymykaniu się z domu i okłamywaniu brata, który staczał się coraz niżej.
Nasza przyjaźń rozkwitała i czuliśmy się przy sobie coraz swobodniej.
Wiosną, kiedy kwiaty kwitły i wszystko budziło się do życia, dowiedziałam się czegoś szokującego.
-Hej, Jill - chłopiec wydawał się wyjątkowo nieswój.
-Co? - odpowiedziałam huśtając się coraz wyżej.
-Pamiętasz jak mówiłem ci, że moja rodzina jest inna niż twoja? - zapytał cicho i spuścił wzrok.
Zeskoczyłam z huśtawki i stanęłam przed nim.
-No, pamiętam.
Zaważyłam, że zaciskał pięści.
-No mów co chcesz powiedzieć. - rozkazałam surowo.
Dominik lekko się uśmiechnął i spojrzał na mnie.
-Ale nie zaczniesz się mnie bać?
To pytanie zdenerwowało mnie.
Położyłam dłonie na jego policzkach i sprawiłam, ze spojrzał mi w oczy.
-Jeszcze raz powiesz, że mogę się czegoś bać to cie zleję. - powiedziałam przez zaciśnięte zęby i mocniej ścisnęłam jego policzki.
To przekonało chłopca i wypalił prosto z mostu.
-Nie jestem człowiekiem, Jill.
-Wiem.
To prawda, domyśliłam się po pierwszym miesiącu naszej znajomości.
Może i byłam głupią sześciolatką, ale zachowanie chłopca, ostre zęby i paznokcie, oraz kolor oczu, który nie występował u nikogo innego, budziły u mnie pewne podejrzenia.
-Jak to "wiesz"?
Zauważyłam zdumienie w jego ślepiach.
Roześmiałam się i odsunęłam kawałek.
-No normalnie! - wykrzyknęłam i zakręciłam się na palcach. - Tylko nie wiem czym jesteś.
Zatrzymałam się i pochyliłam w jego stronę.
-Powiesz mi? - uśmiech nie schodził z mojej twarzy.
-Mogę ci pokazać.
Złapał mnie za dłoń i pociągnął w najbardziej oddalony od ulicy zakamarek placu zabaw, który graniczył z lasem. Stamtąd zawsze wychodził chłopiec, kiedy mieliśmy się spotkać.
-Zasłoń oczy. - poprosił, a ja to zrobiłam.
Próbowałam podglądać miedzy palcami, ale od razu to zauważył i zawołał karcącym tonem "Jill! Nie oszukuj!"
Po krótkiej chwili usłyszałam ciche powarkiwanie. Nie wytrzymując odwróciłam się.
Stanęłam jak wryta. Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia.
Przede mną stał wilk. Wpatrywał się we mnie znajomymi, srebrnymi ślepiami.
Stał nieruchomo dopóki ja nie zrobiłam kroku do przodu.
Wyciągnęłam dłoń i opuszkami palców dotknęłam brązowej sierści.
Była miła w dotyku. Puszysta i miękka.
Szybko oswoiłam się z tą wiadomością.
Z wiadomością, że mój pierwszy przyjaciel był wilkołakiem.
Lata mijały a ja dowiadywałam się coraz więcej o świecie, o którym zwykły człowiek nie miał prawa wiedzieć.
Dominik opowiadał mi o tradycjach Wilków. O jego stadzie.
Mówił też o istotach z innego świata. Opowiadał, że gdzieś bardzo daleko stąd żyją piękne i wspaniałe anioły, z wyglądu podobne do ludzi. Mówił, że posiadają ogromne białe skrzydła i bardzo rzadko przychodzą na Ziemię.
-Widziałeś je kiedyś? - zapytałam leżąc na jego brzuchu i patrząc w gwiazdy.
Minęło sześć lat od naszego pierwszego spotkania. W czasie rozmów dowiedziałam się, że chłopiec urodził się rok przede mną.
Miałam wtedy dwanaście, a on trzynaście lat.
U mnie zaczynał się wiek dojrzewania, pierwsze miłości, zmiana wyglądu i ciała.
Za to Dominik zaczynał wkraczać w dorosłość i przygotowywać się do roli przywódcy stada.
Coraz rzadziej się spotykaliśmy, jednak nasz więź nie znikała, wręcz odwrotnie, pogłębiała się.
-Co widziałem? - głowę podpierał skrzyżowanymi ramionami Podniósł ją trochę i spojrzał na mnie.
-Anioły. - podniosłam się. Usiadłam obok niego i spojrzałam na jego twarz z góry.
Coraz bardziej przypominał mężczyznę, niż chłopca. Linia szczęki stała się bardziej wyrazista. Nos miał lekko zgarbiony, co dodawało mu uroku. Był przystojny.
-Nie. Ojciec mówi, że lepiej ich nie spotykać. - ziewnął - Podobno są bezwzględne i lubią zabijać.
Wzruszył ramionami, po chwili również się podniósł.
-Chciałabyś nauczyć się widzieć chochliki i elfy leśne? - zapytał z entuzjazmem, który od razu mi się udzielił.
-Tak! - kiwnęłam energicznie głową.
Zaczął mi tłumaczyć jak wyglądały te istoty. Powiedział, że trzeba się skupić i wierzyć, że istnieją, by je dojrzeć.
Nie zdążyłam spróbować, minęły nasze chwile spokoju. Musiałam wracać do domu i przygotować się do szkoły, a chłopak musiał jak każdego dnia, uczyć się pod okiem ojca.
Przez kolejny tydzień, kiedy się nie widzieliśmy, próbowałam wypatrzeć istoty mistyczne, co przychodziło mi z trudem.
Kilka godzin przed nocnym wyjściem na plac zabaw, usiadłam przed oknem i skupiłam się najbardziej jak potrafiłam.
Powtarzałam sobie w głowie "wierzę. Wierzę. Wierzę.."
Aż w końcu, kiedy wyczerpanie brało górę, ujrzałam małą istotkę o szpiczastych uszach i wielkości krasnala ogrodowego. Siedziała na gałęzi drzewa niedaleko mojego domu. Nogi miała zwieszone i lekko się kołysała. Zauważyłam, że skórę miała w odcieniu wiosennych liści.
W końcu mi się udało. Rozradowana pognałam w miejsce naszego spotkania.
Opowiedziałam o wszystkim Dominikowi. Razem uczciliśmy mój sukces wspólnym oglądaniem letnich gwiazd.
Zasnęłam leżąc na jego brzuchu. Śniłam o wspaniałych skrzydlatych istotach i elfie, którego widziałam.
Przed siódmą Dominik odprowadził mnie do domu, po czym wrócił do swojego stada.
Spotykaliśmy się coraz rzadziej. Zdarzało się, że nie widzieliśmy się przez kilka tygodni, zajęci swoimi obowiązkami.
Ja stawałam się kobietą, poszłam do gimnazjum, zajmowałam się chłopcami w moim wieku.
A mój przyjaciel stawał się dorosłym i odpowiedzialnym wilkiem. Dojrzewał szybciej niż ludzcy chłopcy w jego wieku.
Ceniłam to w nim. Nigdy nie patrzył na mnie jak reszta. Wiedziałam, że wciąż widział we mnie zapłakaną sześciolatkę.
Cieszyło mnie to. Nienawidziłam spojrzeń dorastających chłopców. Nigdy nie patrzyli mi w oczy. Wzrok zatrzymywali na klatce i tyłku.
Doprowadzało mnie to do szału.
Pewnego dnia poprosiłam Dominika, żeby nauczył mnie walczyć.
-Po co? - leżał na plecach na karuzeli a ja siedziałam na huśtawce.
-Bo mam już piętnaście lat, piękne ciało i boję się, że jakiś obleśny chłopak chciałby je dotknąć bez mojej zgody. - posłałam mu chytry uśmiech i czekałam na reakcję.
-Nie.
Spodziewałam się tego.
-Jeny, Wilczku, nie bądź taki - Nie pamiętam kiedy zaczęłam tak na niego mówić. Wiem, że to lubił.
Westchnął przeciągle i z irytacją. Podniósł się, a jego pięść powędrowała w stronę mojej twarzy.
Zatrzymał ją milimetry od mojego nosa.
Wzięła szybki oddech i spojrzałam na niego z uśmiechem.
-Mogę to potraktować jako zgodę?
I tak właśnie zaczęłam spędzać więcej czasu z moim przyjacielem.
Zmieniliśmy godziny spotykania się.
Przez następnych kilka miesięcy codziennie pod wieczór przychodziłam na plac zabaw. Ubrana w dres i luźna koszulkę. Uczył mnie jak się bronić, a z czasem atakować.
Po pewnym czasie dorównałam mojemu mistrzowi, i oboje staliśmy się dla siebie wyzwaniem.
Przewyższał mnie siłą. Zawsze tak było.
Osiemnaste urodziny spędziłam z Dominikiem. Obiecał, że cały dzień będzie ze mną i tak było.
Chodziliśmy po mieście smakując różnych pyszności, poszliśmy nad rzekę się kąpać.
Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam jego ciało w prawie całej swej okazałości. Idealnie wyrzeźbione mięśnie, wąskie biodra i szerokie ramiona.
Zdałam sobie wtedy sprawę z tego, że stał się mężczyzną. Bardzo atrakcyjnym mężczyzną.
Kiedy szliśmy ulicą każda kobieta się za nim oglądała. Nawet starsze panie po pięćdziesiątce.
Złapałam się na poczuciu zazdrości, które od razu z siebie usunęłam.
Wieczorem poszliśmy na plac zabaw. Jak zwykle położyliśmy się na trawie i oglądaliśmy gwiazdy, to stało się naszą codziennością, czymś normalnym.
Dominik zaczął mi mówić o wszystkim co słyszał od ojca. Że anioły sprowadzają coraz więcej swoich na ziemię, dlatego, że demony zaczęły coraz bardziej żerować na ludziach.
Słuchałam tego bez cienia strachu. Miałam przy sobie silnego wilka, czułam się bezpieczniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.
-Jill.. - niebo się rozjaśniało, a ptaki zaczynały budzić się do życia - muszę ci coś ważnego powiedzieć.
-Co? - wymamrotałam w półśnie.
-Ojciec postanowił przenieść się ze stadem. Jutro wyjeżdżamy.
Minęła chwila zanim dotarło do mnie co powiedział. Podniosłam się gwałtownie i spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Jak to?! - krzyknęłam - Nie możesz tak po prostu odejść.
Czułam łzy. Jednak powstrzymałam je siłą woli.
-Jill, proszę posłuchaj mnie.
Wyciągnął w moją stronę dłoń i położył mi ją na ramieniu.
-Wrócę. Obiecuję. - Zacisnął palce, poczułam jak wbijały mi się w ramię.
-Dobrze, będę na ciebie czekać.
Wymusiłam uśmiech. Miałam nadzieję, że nie zauważył tego jakże żałosnego posunięcia.
Myliłam się.
Przyciągnął mnie i objął w przyjacielskim uścisku.
Schowałam twarz w jego bluzie i pogrążyłam się w cichej rozpaczy.
Poczułam się jak dwanaście lat wcześniej. Kiedy w dniu naszego pierwszego spotkania wypłakiwałam mu się w koszulkę.
Podniosłam głowę i zauważyłam, że na mnie patrzył. Był wyższy ode mnie o kilkanaście centymetrów.
Pochylił się i złożył delikatny pocałunek na moim policzku.
-To obietnica. Wrócę, rozumiesz? - powtórzył się.
Zdałam sobie wtedy sprawę z tego, że traktował mnie nie tylko jak przyjaciółkę. Byłam jedyną kobietą w jego życiu.
Resztę ranka spędziliśmy leżąc pod drzewem na skraju lasu przy placu zabaw. W milczeniu, żadne z nas nie odważyło się cokolwiek powiedzieć.
Przed południem się rozstaliśmy.
Szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu. W połowie drogi zaczęłam biec, biec jak nigdy wcześniej. Otworzyłam drzwi, zamykając użyłam zbyt dużo siły, z hukiem zatrzasnęły się, a obrazy wiszące na ścianie obok zatrzęsły.
Tamtego dnia zaczęło się moje życie bez ukochanego Wilka.
Teraz mam trzydzieści dwa lata. Dwójkę dzieci i wspaniałego męża. Żadne z nich nie wie o mojej przeszłości i wspaniałej przyjaźni z istotą nienależącą do świata ludzi.
Cały czas widzę chochliki i elfy. Podczas wieczornych spacerów bawię się z nimi i dokuczam im. Cały czas czekam na Dominika. Dostaję od niego listy, na które nie odpisuję. Nie potrafię tego zrobić.
Mimo tylu lat wciąż go kocham, tak kocham. Mojego przyjaciela, mojego ukochanego, mojego wilka.
Będę czekać nawet wieczność.
Początek nowego życia. *Piekielne dobro*
-Zacznijmy od początku - zaproponował David. Sięgnął jedną z ksiąg leżących na stoliku i otworzył na pierwszej stronie. Dziewczyna pochyliła się by zobaczyć tytuł.
-"Jak powstały wymiary" - przeczytała na głos i zerknęła na niego pytająco - Chodzi o te światy, w których żyją, anioły, demony, ludzie i wilkołaki? - zapytała.
Blondyn spojrzał na nią ze szczerym zdumieniem.
-Nie słyszałaś o nich? - kąciki jego ust drgnęły w ledwo widocznym uśmiechu - To niemożliwe.
Spojrzała na niego wilkiem i zacisnęła szczękę.
- A niby kto miał mi o nich powiedzieć? - warknęła.
Momentalnie jej nastrój się zmienił. Poczuła wściekłość. Chłopak się z niej nabijał. On tylko udawał miłego.
Cała sympatia Aiko do Davida wyparowała.
-Spokojnie - odwrócił księgę tak, że litery były zwrócone do zielonookiej - Ja cie wszystkiego nauczę. - uśmiechnął się do niej kojąco, a całe zdenerwowanie zniknęło równie szybko jak się pojawiło.
Przeczytała pierwszy wers.
- Matka Wymiarów? - spojrzała pytająco na Davida.
- Posłuchaj - przybrał nauczycielski ton głosu - Wymiar, w którym teraz jesteśmy nazywa się Menegra. Żyją w nim ludzie, wilkołaki i niektóre mniejsze istoty mistyczne. - zrobił pauzę. - wymiar, z którego ja pochodzę, nazywa się Cyktoria. Jest najstarszy ze wszystkich, a anioły były pierwszymi istotami Wymiarów. Rozumiesz?
Dziewczyna pokiwała głową, głęboko zaciekawiona.
- A - dodał - zapomniałem powiedzieć, że Menegra jest najmłodszym ze wszystkich.
Podsunął sobie nogą jedno z krzeseł spod ściany i usiadł na nim. Ruchem ręki rozkazał, żeby zrobiła to samo.
- Jest jeszcze trzeci wymiar. Arians, to z niego pochodzą demony i większość chorób Menegry.
- Choroby pochodzą z Arians? - Spojrzała chłopakowi w oczy. Nigdy wcześniej o tym nie słyszała.
- Tak - potarł dłonią podbródek w zamyśleniu - Na przykład malaria, którą przenoszą komary. Te insekty pochodzą z Arians. Kiedy pojawiła się Menegra, powstało dużo niekontrolowanych przejść w pozostałych dwóch wymiarach. Istoty, których gatunki wymierały przeniosły się do Menegry.
-Dlaczego? - słuchała z coraz większym zainteresowaniem.
- No i tu się zaczyna kolejna dawka wiedzy - posłał jej szeroki uśmiech - Jest coś takiego jak Energia Życiowa. Każda istota w Menegrze posiada jej wyjątkowo dużo, ponieważ wymiar jest młody.
Zrobił krótką pauzę by dziewczyna mogła sobie wszystko poukładać.
-Zaraz, zaraz, co ma wymiar do Energii Życia?
- ach, właśnie! - klepnął się otwartą dłonią w czoło, czym wywołał u Aiko lekki uśmiech - Zapomniałem ci wyjaśnić, czym jest Matka wymiarów.
Dziewczyna pokiwała głową i znów zaczęła uważnie słuchać.
-Matka Wymiarów to, tak jakby, wielka kula Energii Życiowej, w której powstały Menegra, Arians i Cyktoria. To znaczy, że gdyby nie Matka my byśmy nie powstali.
Mówił wyraźnie i zrozumiale. Aiko poczuła się jakby była w szkole, o której jako dziecko marzyła.
- Każdy wymiar ma w sobie środek główny, w którym gromadzi się Energia Życiowa. środek pobiera ją z organizmów żywych po ich śmierci, lub z Matki.
Dziewczyna westchnęła i potarła dłonią skroń.
- Trochę tego dużo, nie sądzisz?
David zaśmiał się dźwięcznie i spojrzał na nią z lekka troską.
- To dopiero początek. Kontynuujmy. - przewrócił kilka stron w księdze i zatrzymał się na jednej z nagłówkiem "Jak pobierają energię..?" - Posłuchaj. - rozkazał -Żeby żyć potrzebujemy właśnie owej Energii Życiowej - zrobił krótką pauzę na zaczerpnięcie powietrza - Ale nie wytwarzamy jej, oczywiście oprócz ludzi, ale to za chwilę.
Dziewczyna powoli zaczynała się w tym gubić. Czuła zmęczenie mimo tego, że wstała kilkanaście minut wcześniej. Zaburczało jej w żołądku i dopiero wtedy przypomniała sobie, że przez kilka dobrych dni nic nie jadła. Jednak nie przerywała chłopakowi, ciekawość wzięła górę.
- Istoty takie jak ja - wskazał na siebie - czyli anioły. Pobierają Energię Życiową z "powietrza" - nakreślił palcami cudzysłów - Ona sama do nas przychodzi i wnika w nasze ciała. Jesteśmy w harmonii z Energią - W jego głosie dało się wyczuć dumę. Aiko zignorowała to - Za to ludzie mają taką energię w sobie. Są samowystarczalni.
- A co z demonami?
- Ich energia jest nieco inna. Ból, cierpienie, nienawiść - wyliczał na palcach - krótko mówiąc, żeby samemu pozyskać Energię Życiową muszą zabić istotę, która ją ma.
Wzięła szybki oddech.
Teraz już rozumiała. To dlatego tak bardzo pragnęłam zabić jednego z nich, pomyślała.
Potrząsnęła głową, by pozbyć się niepotrzebnych myśli. Później o tym pomyślę, teraz muszę słuchać, nakazała sobie.
Drzwi małej biblioteki otworzyły się a do środka wszedł ciemnowłosy mężczyzna.
-Dav, Aiko, chodźcie coś zjeść - powiedział beznamiętnym tonem i wyszedł.
Blondyn zamknął księgę, z której uniosły się drobinki kurzu. Wstał i spojrzał na siedzącą dziewczynę.
-Idziesz? - wyciągnął w jej stronę dłoń.
Popatrzyła na jego dłoń i spuściła wzrok. Wstała o własnych siłach i wyszła z pomieszczenia, a David za nią.
Poszła za zapachem, który doprowadził ją do niedużej, przytulnej kuchni. Przy stole siedzieli już Michael i Samanta. Nakryty był ciemno-brązowym obrusem, na którego środku wyszyte były różnokolorowe kwiaty. Zastawa również była w kwieciste wzory. Wszystko razem wyglądało na bardzo eleganckie.
Cztery talerze, cztery widelce, cztery noże i cztery szklanki. Zdziwiło ją to. Myślała, że dostanie po prostu jedzenie i będzie miała jeść sama, w wydzielonym jej pokoju.
David położył dłoń na plecach zielonookiej i delikatnie popchnął do przodu. Usiadła na krześle naprzeciwko Michaela, blondyn obok niej.
Zapadła nieprzyjemna cisza, którą zakłócały ich oddechy.
Rudowłosa wzięła oddech oznaczający jej irytację i wstała. W tym samym czasie do uszu Aiko dobiegło niegłośne piśnięcie.
Sam podeszła do piekarnika, założyła na dłonie ochronne rękawice i wyciągnęła z niego blachę.
Znajdowały się na niej wypieczone na złoto ziemniaki i smakowicie wyglądający kurczak. Aiko zaburczało w brzuchu, po raz kolejny.
Anielica położyła blachę na stole z lekkim hukiem i usiadła z powrotem na krześle. Bez słowa nałożyła sobie na talerz i zaczęła jeść.
-Nie podoba mi się ta atmosfera - powiedział mężczyzna obok Aiko i również sięgnął do kurczaka.
Nikt mu nie odpowiedział.
Zielonooka zacisnęła dłonie na kolanach i próbowała zignorować wspaniały zapach wypieczonego mięsa.
Czuła na sobie przeszywające spojrzenie Michaela.
-Podaj talerz - brzmiało jak rozkaz. Podniosła wzrok i spojrzała na chłopaka naprzeciwko - Jeżeli zaraz nie zaczniesz jeść to wcisnę to w ciebie.
Groźba, pomyślała i mimowolnie się uśmiechnęła.
-Możesz spróbować - odpowiedziała kpiąco i podniosła swój talerze.
Nałożyła sobie małą porcję i zaczęła powoli jeść.
Przelotnie zauważyła, że niebieskooki również się uśmiechał. Jednak nie potrafiła poznać jakiego rodzaju to był uśmiech.
Po posiłku każdy po sobie pozmywał, a Samanta posprzątała całą kuchnię.
Aiko miała zamiar iść z powrotem do biblioteki, by kontynuować naukę, jednak w połowie drogi zatrzymał ją Michael. Nie zauważyła wcześniej, ale wyglądał lepiej niż rano. Cienie spod oczu zniknęły i zmienił ubrania na czyste i schludnie wyprasowane.
-Pójdziesz dzisiaj z Samantą i Davidem do miasta.
Rozkaz. Aiko nie słuchała się rozkazów. Otworzyła usta, by zaprotestować, jednak mężczyzna nie dał jej na to szansy.
-Kupisz wszystko co będzie potrzebne ci do życia tutaj. Nie toleruję sprzeciwu. Wychodzicie o czternastej.
Po powiedzeniu tego wszedł po schodach i zniknął na piętrze.
Dziewczyna spojrzała na zegar nad framugą drzwi. Wskazywał godzinę trzynastą trzydzieści.
Westchnęła i poszła do biblioteki.
-"Jak powstały wymiary" - przeczytała na głos i zerknęła na niego pytająco - Chodzi o te światy, w których żyją, anioły, demony, ludzie i wilkołaki? - zapytała.
Blondyn spojrzał na nią ze szczerym zdumieniem.
-Nie słyszałaś o nich? - kąciki jego ust drgnęły w ledwo widocznym uśmiechu - To niemożliwe.
Spojrzała na niego wilkiem i zacisnęła szczękę.
- A niby kto miał mi o nich powiedzieć? - warknęła.
Momentalnie jej nastrój się zmienił. Poczuła wściekłość. Chłopak się z niej nabijał. On tylko udawał miłego.
Cała sympatia Aiko do Davida wyparowała.
-Spokojnie - odwrócił księgę tak, że litery były zwrócone do zielonookiej - Ja cie wszystkiego nauczę. - uśmiechnął się do niej kojąco, a całe zdenerwowanie zniknęło równie szybko jak się pojawiło.
Przeczytała pierwszy wers.
- Matka Wymiarów? - spojrzała pytająco na Davida.
- Posłuchaj - przybrał nauczycielski ton głosu - Wymiar, w którym teraz jesteśmy nazywa się Menegra. Żyją w nim ludzie, wilkołaki i niektóre mniejsze istoty mistyczne. - zrobił pauzę. - wymiar, z którego ja pochodzę, nazywa się Cyktoria. Jest najstarszy ze wszystkich, a anioły były pierwszymi istotami Wymiarów. Rozumiesz?
Dziewczyna pokiwała głową, głęboko zaciekawiona.
- A - dodał - zapomniałem powiedzieć, że Menegra jest najmłodszym ze wszystkich.
Podsunął sobie nogą jedno z krzeseł spod ściany i usiadł na nim. Ruchem ręki rozkazał, żeby zrobiła to samo.
- Jest jeszcze trzeci wymiar. Arians, to z niego pochodzą demony i większość chorób Menegry.
- Choroby pochodzą z Arians? - Spojrzała chłopakowi w oczy. Nigdy wcześniej o tym nie słyszała.
- Tak - potarł dłonią podbródek w zamyśleniu - Na przykład malaria, którą przenoszą komary. Te insekty pochodzą z Arians. Kiedy pojawiła się Menegra, powstało dużo niekontrolowanych przejść w pozostałych dwóch wymiarach. Istoty, których gatunki wymierały przeniosły się do Menegry.
-Dlaczego? - słuchała z coraz większym zainteresowaniem.
- No i tu się zaczyna kolejna dawka wiedzy - posłał jej szeroki uśmiech - Jest coś takiego jak Energia Życiowa. Każda istota w Menegrze posiada jej wyjątkowo dużo, ponieważ wymiar jest młody.
Zrobił krótką pauzę by dziewczyna mogła sobie wszystko poukładać.
-Zaraz, zaraz, co ma wymiar do Energii Życia?
- ach, właśnie! - klepnął się otwartą dłonią w czoło, czym wywołał u Aiko lekki uśmiech - Zapomniałem ci wyjaśnić, czym jest Matka wymiarów.
Dziewczyna pokiwała głową i znów zaczęła uważnie słuchać.
-Matka Wymiarów to, tak jakby, wielka kula Energii Życiowej, w której powstały Menegra, Arians i Cyktoria. To znaczy, że gdyby nie Matka my byśmy nie powstali.
Mówił wyraźnie i zrozumiale. Aiko poczuła się jakby była w szkole, o której jako dziecko marzyła.
- Każdy wymiar ma w sobie środek główny, w którym gromadzi się Energia Życiowa. środek pobiera ją z organizmów żywych po ich śmierci, lub z Matki.
Dziewczyna westchnęła i potarła dłonią skroń.
- Trochę tego dużo, nie sądzisz?
David zaśmiał się dźwięcznie i spojrzał na nią z lekka troską.
- To dopiero początek. Kontynuujmy. - przewrócił kilka stron w księdze i zatrzymał się na jednej z nagłówkiem "Jak pobierają energię..?" - Posłuchaj. - rozkazał -Żeby żyć potrzebujemy właśnie owej Energii Życiowej - zrobił krótką pauzę na zaczerpnięcie powietrza - Ale nie wytwarzamy jej, oczywiście oprócz ludzi, ale to za chwilę.
Dziewczyna powoli zaczynała się w tym gubić. Czuła zmęczenie mimo tego, że wstała kilkanaście minut wcześniej. Zaburczało jej w żołądku i dopiero wtedy przypomniała sobie, że przez kilka dobrych dni nic nie jadła. Jednak nie przerywała chłopakowi, ciekawość wzięła górę.
- Istoty takie jak ja - wskazał na siebie - czyli anioły. Pobierają Energię Życiową z "powietrza" - nakreślił palcami cudzysłów - Ona sama do nas przychodzi i wnika w nasze ciała. Jesteśmy w harmonii z Energią - W jego głosie dało się wyczuć dumę. Aiko zignorowała to - Za to ludzie mają taką energię w sobie. Są samowystarczalni.
- A co z demonami?
- Ich energia jest nieco inna. Ból, cierpienie, nienawiść - wyliczał na palcach - krótko mówiąc, żeby samemu pozyskać Energię Życiową muszą zabić istotę, która ją ma.
Wzięła szybki oddech.
Teraz już rozumiała. To dlatego tak bardzo pragnęłam zabić jednego z nich, pomyślała.
Potrząsnęła głową, by pozbyć się niepotrzebnych myśli. Później o tym pomyślę, teraz muszę słuchać, nakazała sobie.
Drzwi małej biblioteki otworzyły się a do środka wszedł ciemnowłosy mężczyzna.
-Dav, Aiko, chodźcie coś zjeść - powiedział beznamiętnym tonem i wyszedł.
Blondyn zamknął księgę, z której uniosły się drobinki kurzu. Wstał i spojrzał na siedzącą dziewczynę.
-Idziesz? - wyciągnął w jej stronę dłoń.
Popatrzyła na jego dłoń i spuściła wzrok. Wstała o własnych siłach i wyszła z pomieszczenia, a David za nią.
Poszła za zapachem, który doprowadził ją do niedużej, przytulnej kuchni. Przy stole siedzieli już Michael i Samanta. Nakryty był ciemno-brązowym obrusem, na którego środku wyszyte były różnokolorowe kwiaty. Zastawa również była w kwieciste wzory. Wszystko razem wyglądało na bardzo eleganckie.
Cztery talerze, cztery widelce, cztery noże i cztery szklanki. Zdziwiło ją to. Myślała, że dostanie po prostu jedzenie i będzie miała jeść sama, w wydzielonym jej pokoju.
David położył dłoń na plecach zielonookiej i delikatnie popchnął do przodu. Usiadła na krześle naprzeciwko Michaela, blondyn obok niej.
Zapadła nieprzyjemna cisza, którą zakłócały ich oddechy.
Rudowłosa wzięła oddech oznaczający jej irytację i wstała. W tym samym czasie do uszu Aiko dobiegło niegłośne piśnięcie.
Sam podeszła do piekarnika, założyła na dłonie ochronne rękawice i wyciągnęła z niego blachę.
Znajdowały się na niej wypieczone na złoto ziemniaki i smakowicie wyglądający kurczak. Aiko zaburczało w brzuchu, po raz kolejny.
Anielica położyła blachę na stole z lekkim hukiem i usiadła z powrotem na krześle. Bez słowa nałożyła sobie na talerz i zaczęła jeść.
-Nie podoba mi się ta atmosfera - powiedział mężczyzna obok Aiko i również sięgnął do kurczaka.
Nikt mu nie odpowiedział.
Zielonooka zacisnęła dłonie na kolanach i próbowała zignorować wspaniały zapach wypieczonego mięsa.
Czuła na sobie przeszywające spojrzenie Michaela.
-Podaj talerz - brzmiało jak rozkaz. Podniosła wzrok i spojrzała na chłopaka naprzeciwko - Jeżeli zaraz nie zaczniesz jeść to wcisnę to w ciebie.
Groźba, pomyślała i mimowolnie się uśmiechnęła.
-Możesz spróbować - odpowiedziała kpiąco i podniosła swój talerze.
Nałożyła sobie małą porcję i zaczęła powoli jeść.
Przelotnie zauważyła, że niebieskooki również się uśmiechał. Jednak nie potrafiła poznać jakiego rodzaju to był uśmiech.
Po posiłku każdy po sobie pozmywał, a Samanta posprzątała całą kuchnię.
Aiko miała zamiar iść z powrotem do biblioteki, by kontynuować naukę, jednak w połowie drogi zatrzymał ją Michael. Nie zauważyła wcześniej, ale wyglądał lepiej niż rano. Cienie spod oczu zniknęły i zmienił ubrania na czyste i schludnie wyprasowane.
-Pójdziesz dzisiaj z Samantą i Davidem do miasta.
Rozkaz. Aiko nie słuchała się rozkazów. Otworzyła usta, by zaprotestować, jednak mężczyzna nie dał jej na to szansy.
-Kupisz wszystko co będzie potrzebne ci do życia tutaj. Nie toleruję sprzeciwu. Wychodzicie o czternastej.
Po powiedzeniu tego wszedł po schodach i zniknął na piętrze.
Dziewczyna spojrzała na zegar nad framugą drzwi. Wskazywał godzinę trzynastą trzydzieści.
Westchnęła i poszła do biblioteki.
niedziela, 11 stycznia 2015
Koniec. *Ograbiona ze szczęścia.*
Wbiegam po schodach. Słyszę jak mój oddech odbija się echem od ścian korytarza i wraca do mnie. Na plecach ciąży mi łuk, a kołczan ze strzałami odbija mi się od biodra. Widzę drzwi. Szybkie kopniecie i otwierają się, wypuszczając mnie na dach.
Przede mną rozpościera się ciemne, rozgwieżdżone niebo. Nie ma księżyca, najwyraźniej tej nocy postanowił zostawić mnie samą.
Szybko spoglądam za siebie,na próżno oczekiwałam, że ktoś za mną podąży. W końcu jestem samotna od tysiąca lat.
Na mojej twarzy nie pojawia się uśmiech, tylko kilka gorących łez. Zrywam z siebie łuk, kołczan i rzucam na zimne dachówki. Znów się rozglądam. Wciąż jestem samotna.
-Mieli przyjść. Minęło tysiąc lat. - Szepczę. - Minęło tysiąc lat! Chodźcie po mnie!! - Wykrzykuję w histerii. Padam na kolana i patrzę w niebo. - Minęło.. - Mamroczę z rezygnacją. Z czarnych jak smoła oczu wypływa mi kilka gorących łez.
Kule się i uderzam pięścią o czerwony dach budynku. Zaczynam łkać w rozpaczy.
Zbyt długo tęskniłam i cierpiałam. Nie zasługuję na takie traktowanie. Wolę umrzeć. Te myśli krążą w mojej głowie od początku.
-Obiecałam, że wytrzymam, ale nie potrafię ukochany. - Mówię się do osoby, której już od dawna przy mnie nie ma. Patrzę w niebo załzawiona. - Nie przyszli po mnie. Jestem zbyt słaba by przetrwać. - Szepczę w rozpaczy i kładę się na boku. Łzy powoli spływają po policzkach. Tworzy się mała kałuża, która z czasem się rozszerza. Zamykam oczy i wracam myślami do przeszłości.
Pierwsze spotkanie. Pamiętam to tak dobrze, jakby nie minęły dekady, a kilka godzin. Mój pierwszy patrol, pamiętam to podniecenie i ekscytację. Świadomość trzymanej w dłoni stali, nocne przejście do wymiaru demonicznego. Powalone drzewa, wyniszczona ziemia, wypalone lasy. Skrywanie się w jak najgęstszy cieniu. Rozdzielenie się z partnerami, by nie zostać złapanym.
I wtedy Ty, och Najdroższy, wyszedłeś mi naprzeciw. Również młody i niedoświadczony, pełen nadziei i nie przepełniony złem. Patrzyłeś na mnie nieprzeniknionymi bordowymi oczami. Lekko zmrużone powieki i zmarszczone brwi. Byłeś taki piękny. Momentalnie zapragnęłam by cie dotknąć. A ty wyciągnąłeś w moją stronę miecz i uśmiechnąłeś się bez cienia radości.
-Wybacz. Moim obowiązkiem jest cie zabić. - Mówiąc to zobaczyłam w Twych oczach ból. Nie chciałeś zabijać, co później mówiłeś mi miliony razy.
Zrobiłam to samo. Mój krótki miecz powędrował na wysokość Twoich oczu. Czułam ekscytację i ogromne podniecenie.
Pierwsza walka, pierwszy wróg! Najdroższy jakie to było cudowne uczucie!
Ruszyłam do walki pierwsza. dźwięk obijającej się o siebie stali dodawał mi sił i chęci walki. Krew buzowała w moich żyłach. A w twoich oczach wciąż było cierpienie.
-Nie czerpiesz przyjemności z walki? - Wysapałam w trakcie twoich uników. Byłeś wspaniałym wojownikiem. Długo nie mogłam cie nawet zadrasnąć, a kiedy już się udawało to rana była nadzwyczajnie płytka, co doprowadzało mnie do szału.
- Jesteś aniołem, a chcesz zabijać. Ja demon a tego nienawidzę. - Powiedziałeś beznamiętnym tonem. - Paradoks prawda? - Skoczyłeś do przodu i z impetem uderzyłeś w moją broń. Poczułam paskudny ból w dłoni, a miecz poleciał metr dalej. Zostałam bezbronna a ty nawet nie spróbowałeś mnie drasnąć.
- Dlaczego? Jesteśmy wrogami. - Wydukałam patrząc na ciebie z czystą ciekawością. Upuściłeś swoją broń i podszedłeś kilka kroków bliżej mnie. Chciałam się się cofnąć ale nie potrafiłam. Twoje oczy, takie cudowne, nie pozwalały mi się ruszyć. Nawet mnie przyciągały!
- Nie znam cie. Jak możesz być moim wrogiem? - To jedno pytanie zmieniło całe moje życie. Już wtedy czułam, że staniesz się kimś wielkim!
Cichy jęk wydobywa się z moich ust, a wraz z nim kolejna fala gorzkich łez.
Kolejne wspomnienie.
Spotykaliśmy się w jaskini na Granicy Światów. Miejscu gdzie nawet najmniej myślące demony się nie zapuszczały. Pamiętasz Ukochany jakie to było cudowne? Noce, które spędzaliśmy razem, takie rzadkie, ale przepełnione szczęściem.
Pewnego wieczoru oglądaliśmy chmury zwiastujące kolejną ulewę i paskudną burzę. Nie lubiłam, za to ty kochałeś. Kiedy zapytałam się dlaczego, odpowiedziałeś mi z szerokim uśmiechem:
- Jedynie burza potrafi zatuszować ślady wojny. - Nie rozumiałam. Często nie rozumiałam co mówiłeś, byłeś taki mądry. A ja? Byłam dzieckiem, płytko patrzyłam na świat. Ale ty nauczyłeś mnie czegoś wspaniałego!
Dałeś mi tyle miłości i przyjaźni, och na niebiosa, miłość od ciebie była najpiękniejszą ze wszystkich.
Ale została mi zabrana. Sama ją sobie zabrałam.
Kolejny cichy szloch wydobywa się z mojej krtani. Zwijam się w kulkę i płaczę. Coraz głośniej. Ciche pojękiwanie zmienia się w donośny skowyt i ryk. Podnoszę się i krzyczę jak nigdy dotąd. Płaczę, uderzam pięściami w dachówki. Po raz tysięczny ubolewam nad swoją stratą.
-Przepraszam! Przepraszam! Przepraszamprzepraszamprzepraszam... - Krzyk zmienia się w cichy bełkot. Desperacja bierze górę. Cierpienie przejmuje całe ciało. Ból. Okropny ból.
Nie do wytrzymania. Rozdziera moje serce, niszczy ciało. Mam dość, nie wytrzymam dłużej.
Podnoszę się chwiejnie, szukam wzrokiem moich strzał. Znalazłam. Idę po nie, prawie się przewracając. Pochylam się i wybieram z kołczanu ostatnie dwie.
Wracam na krawędź dachu. Spoglądam w dół. Wysoko, upadek zabiłby nawet anioła. Idealnie.
Przykładam strzały do szyi po obu stronach, nie mam szans na przeżycie.
Ostatni raz spoglądam na gwiazdy, znajome ale odległe.
- Och, Ukochany. Za chwilę będziemy razem. - Mówię przez łzy. Zamykam oczy i znów powracam myślami do naszych ostatnich wspólnych chwil.
- Akiro, musisz mnie zabić. - Mówiłeś tak poważnie, wręcz błagalnym tonem. - Nie chcę żeby to oni zrobili, rozumiesz?! - W twoich oczach odbijało się moje przerażenie. Położyłeś dłonie na moich ramionach i zacisnąłeś.
- N-nie! - Próbowałam się wyrwać. Jak mogłam zniszczyć jedyną istotę, która tak mnie kochała?!
- Spójrz na mnie. - Odwracałam wzrok, nie chciałam. - Spójrz! - Krzyknąłeś, rzadko to robiłeś. Pociągnęłam nosem i spojrzałam na twoją twarz. Taką piękną. Skóra prawie biała i zimna, kochałam ten chłód. Bordowe oczy, oprawione gęstymi czarnymi rzęsami. Równie czarne włosy opadające na czoło. - Chcę żebyś to ty mnie zabiła, proszę, zrób to, błagam. - Widziałam twoje łzy, pierwszy raz płakałeś. Tak bardzo tego chciałeś. Zrezygnowałam.
- Daj mi zginąć z tobą, proszę, Kaoru. - Przytuliłam się do ciebie, a twoje ręce oplotły mnie, jakbyś chciał ukryć swoją małą anielice przed całym światem. Ukochany to był taki cudowny uścisk, który zapowiadał nasz wspólny koniec.
- Ty musisz żyć. Pokaż im, że nasza miłość nie jest zwykłym wymysłem. - Pocałowałeś mnie w czubek głowy i odsunąłeś się. Wyciągnąłeś miecz zza pleców i wręczyłeś mi go. - Kocham cie. Proszę żyj za nas oboje. - Chwyciłam miecz drżącymi dłońmi, nie potrafiłam tego zrobić.
Uśmiechnąłeś się przez łzy. I przyciągnąłeś mnie do siebie, a miecz przebił się przez twoją klatkę.
- Nie!! - Poczułam jak kapię mi na dłoń twoja krew. Zimna, jak reszta twojego ciała. - Nie, błagam nie! - Padliśmy na kolana. Wyciągnęłam broń z twojej klatki i wyrzuciłam jak najdalej. Na mojej twarzy było przerażenie, rozpacz i ogromny smutek. - Proszę nie zostawiaj mnie, błagam! - Krzyczałam i krztusiłam się własnymi słowami.
- Kocham Cie Akir - Nie dokończyłeś. Poczułam jak twoja głowa bezwładnie opada na moje ramię. To był koniec. Umarłeś, zostawiłeś mnie! Byłam zrozpaczona, młoda, niedoświadczona, zakochana. A ty wystawiłeś mnie na taką próbę.
A teraz stoję na krawędzi śmierci, ponieważ nie dałam sobie rady.
Mocniej przycisnęłam groty strzał do szyi. Poczułam małe stróżki krwi spływające po obojczykach i plamiące szarą koszulę. Uśmiechnęłam się po raz pierwszy od setek lat.
- Zaraz się spotkamy Kaoru. - Szepcze przez łzy, a głos mi się łamie. - Kocham cie. - Zaciskam zęby i z całej siły wbijam sobie strzały.
Okropny ból, jakby rozdzierano mnie na pół, ale zaraz po tym ukojenie. Czuję, że spadam w otchłań. Umieram. To koniec.
Przede mną rozpościera się ciemne, rozgwieżdżone niebo. Nie ma księżyca, najwyraźniej tej nocy postanowił zostawić mnie samą.
Szybko spoglądam za siebie,na próżno oczekiwałam, że ktoś za mną podąży. W końcu jestem samotna od tysiąca lat.
Na mojej twarzy nie pojawia się uśmiech, tylko kilka gorących łez. Zrywam z siebie łuk, kołczan i rzucam na zimne dachówki. Znów się rozglądam. Wciąż jestem samotna.
-Mieli przyjść. Minęło tysiąc lat. - Szepczę. - Minęło tysiąc lat! Chodźcie po mnie!! - Wykrzykuję w histerii. Padam na kolana i patrzę w niebo. - Minęło.. - Mamroczę z rezygnacją. Z czarnych jak smoła oczu wypływa mi kilka gorących łez.
Kule się i uderzam pięścią o czerwony dach budynku. Zaczynam łkać w rozpaczy.
Zbyt długo tęskniłam i cierpiałam. Nie zasługuję na takie traktowanie. Wolę umrzeć. Te myśli krążą w mojej głowie od początku.
-Obiecałam, że wytrzymam, ale nie potrafię ukochany. - Mówię się do osoby, której już od dawna przy mnie nie ma. Patrzę w niebo załzawiona. - Nie przyszli po mnie. Jestem zbyt słaba by przetrwać. - Szepczę w rozpaczy i kładę się na boku. Łzy powoli spływają po policzkach. Tworzy się mała kałuża, która z czasem się rozszerza. Zamykam oczy i wracam myślami do przeszłości.
Pierwsze spotkanie. Pamiętam to tak dobrze, jakby nie minęły dekady, a kilka godzin. Mój pierwszy patrol, pamiętam to podniecenie i ekscytację. Świadomość trzymanej w dłoni stali, nocne przejście do wymiaru demonicznego. Powalone drzewa, wyniszczona ziemia, wypalone lasy. Skrywanie się w jak najgęstszy cieniu. Rozdzielenie się z partnerami, by nie zostać złapanym.
I wtedy Ty, och Najdroższy, wyszedłeś mi naprzeciw. Również młody i niedoświadczony, pełen nadziei i nie przepełniony złem. Patrzyłeś na mnie nieprzeniknionymi bordowymi oczami. Lekko zmrużone powieki i zmarszczone brwi. Byłeś taki piękny. Momentalnie zapragnęłam by cie dotknąć. A ty wyciągnąłeś w moją stronę miecz i uśmiechnąłeś się bez cienia radości.
-Wybacz. Moim obowiązkiem jest cie zabić. - Mówiąc to zobaczyłam w Twych oczach ból. Nie chciałeś zabijać, co później mówiłeś mi miliony razy.
Zrobiłam to samo. Mój krótki miecz powędrował na wysokość Twoich oczu. Czułam ekscytację i ogromne podniecenie.
Pierwsza walka, pierwszy wróg! Najdroższy jakie to było cudowne uczucie!
Ruszyłam do walki pierwsza. dźwięk obijającej się o siebie stali dodawał mi sił i chęci walki. Krew buzowała w moich żyłach. A w twoich oczach wciąż było cierpienie.
-Nie czerpiesz przyjemności z walki? - Wysapałam w trakcie twoich uników. Byłeś wspaniałym wojownikiem. Długo nie mogłam cie nawet zadrasnąć, a kiedy już się udawało to rana była nadzwyczajnie płytka, co doprowadzało mnie do szału.
- Jesteś aniołem, a chcesz zabijać. Ja demon a tego nienawidzę. - Powiedziałeś beznamiętnym tonem. - Paradoks prawda? - Skoczyłeś do przodu i z impetem uderzyłeś w moją broń. Poczułam paskudny ból w dłoni, a miecz poleciał metr dalej. Zostałam bezbronna a ty nawet nie spróbowałeś mnie drasnąć.
- Dlaczego? Jesteśmy wrogami. - Wydukałam patrząc na ciebie z czystą ciekawością. Upuściłeś swoją broń i podszedłeś kilka kroków bliżej mnie. Chciałam się się cofnąć ale nie potrafiłam. Twoje oczy, takie cudowne, nie pozwalały mi się ruszyć. Nawet mnie przyciągały!
- Nie znam cie. Jak możesz być moim wrogiem? - To jedno pytanie zmieniło całe moje życie. Już wtedy czułam, że staniesz się kimś wielkim!
Cichy jęk wydobywa się z moich ust, a wraz z nim kolejna fala gorzkich łez.
Kolejne wspomnienie.
Spotykaliśmy się w jaskini na Granicy Światów. Miejscu gdzie nawet najmniej myślące demony się nie zapuszczały. Pamiętasz Ukochany jakie to było cudowne? Noce, które spędzaliśmy razem, takie rzadkie, ale przepełnione szczęściem.
Pewnego wieczoru oglądaliśmy chmury zwiastujące kolejną ulewę i paskudną burzę. Nie lubiłam, za to ty kochałeś. Kiedy zapytałam się dlaczego, odpowiedziałeś mi z szerokim uśmiechem:
- Jedynie burza potrafi zatuszować ślady wojny. - Nie rozumiałam. Często nie rozumiałam co mówiłeś, byłeś taki mądry. A ja? Byłam dzieckiem, płytko patrzyłam na świat. Ale ty nauczyłeś mnie czegoś wspaniałego!
Dałeś mi tyle miłości i przyjaźni, och na niebiosa, miłość od ciebie była najpiękniejszą ze wszystkich.
Ale została mi zabrana. Sama ją sobie zabrałam.
Kolejny cichy szloch wydobywa się z mojej krtani. Zwijam się w kulkę i płaczę. Coraz głośniej. Ciche pojękiwanie zmienia się w donośny skowyt i ryk. Podnoszę się i krzyczę jak nigdy dotąd. Płaczę, uderzam pięściami w dachówki. Po raz tysięczny ubolewam nad swoją stratą.
-Przepraszam! Przepraszam! Przepraszamprzepraszamprzepraszam... - Krzyk zmienia się w cichy bełkot. Desperacja bierze górę. Cierpienie przejmuje całe ciało. Ból. Okropny ból.
Nie do wytrzymania. Rozdziera moje serce, niszczy ciało. Mam dość, nie wytrzymam dłużej.
Podnoszę się chwiejnie, szukam wzrokiem moich strzał. Znalazłam. Idę po nie, prawie się przewracając. Pochylam się i wybieram z kołczanu ostatnie dwie.
Wracam na krawędź dachu. Spoglądam w dół. Wysoko, upadek zabiłby nawet anioła. Idealnie.
Przykładam strzały do szyi po obu stronach, nie mam szans na przeżycie.
Ostatni raz spoglądam na gwiazdy, znajome ale odległe.
- Och, Ukochany. Za chwilę będziemy razem. - Mówię przez łzy. Zamykam oczy i znów powracam myślami do naszych ostatnich wspólnych chwil.
- Akiro, musisz mnie zabić. - Mówiłeś tak poważnie, wręcz błagalnym tonem. - Nie chcę żeby to oni zrobili, rozumiesz?! - W twoich oczach odbijało się moje przerażenie. Położyłeś dłonie na moich ramionach i zacisnąłeś.
- N-nie! - Próbowałam się wyrwać. Jak mogłam zniszczyć jedyną istotę, która tak mnie kochała?!
- Spójrz na mnie. - Odwracałam wzrok, nie chciałam. - Spójrz! - Krzyknąłeś, rzadko to robiłeś. Pociągnęłam nosem i spojrzałam na twoją twarz. Taką piękną. Skóra prawie biała i zimna, kochałam ten chłód. Bordowe oczy, oprawione gęstymi czarnymi rzęsami. Równie czarne włosy opadające na czoło. - Chcę żebyś to ty mnie zabiła, proszę, zrób to, błagam. - Widziałam twoje łzy, pierwszy raz płakałeś. Tak bardzo tego chciałeś. Zrezygnowałam.
- Daj mi zginąć z tobą, proszę, Kaoru. - Przytuliłam się do ciebie, a twoje ręce oplotły mnie, jakbyś chciał ukryć swoją małą anielice przed całym światem. Ukochany to był taki cudowny uścisk, który zapowiadał nasz wspólny koniec.
- Ty musisz żyć. Pokaż im, że nasza miłość nie jest zwykłym wymysłem. - Pocałowałeś mnie w czubek głowy i odsunąłeś się. Wyciągnąłeś miecz zza pleców i wręczyłeś mi go. - Kocham cie. Proszę żyj za nas oboje. - Chwyciłam miecz drżącymi dłońmi, nie potrafiłam tego zrobić.
Uśmiechnąłeś się przez łzy. I przyciągnąłeś mnie do siebie, a miecz przebił się przez twoją klatkę.
- Nie!! - Poczułam jak kapię mi na dłoń twoja krew. Zimna, jak reszta twojego ciała. - Nie, błagam nie! - Padliśmy na kolana. Wyciągnęłam broń z twojej klatki i wyrzuciłam jak najdalej. Na mojej twarzy było przerażenie, rozpacz i ogromny smutek. - Proszę nie zostawiaj mnie, błagam! - Krzyczałam i krztusiłam się własnymi słowami.
- Kocham Cie Akir - Nie dokończyłeś. Poczułam jak twoja głowa bezwładnie opada na moje ramię. To był koniec. Umarłeś, zostawiłeś mnie! Byłam zrozpaczona, młoda, niedoświadczona, zakochana. A ty wystawiłeś mnie na taką próbę.
A teraz stoję na krawędzi śmierci, ponieważ nie dałam sobie rady.
Mocniej przycisnęłam groty strzał do szyi. Poczułam małe stróżki krwi spływające po obojczykach i plamiące szarą koszulę. Uśmiechnęłam się po raz pierwszy od setek lat.
- Zaraz się spotkamy Kaoru. - Szepcze przez łzy, a głos mi się łamie. - Kocham cie. - Zaciskam zęby i z całej siły wbijam sobie strzały.
Okropny ból, jakby rozdzierano mnie na pół, ale zaraz po tym ukojenie. Czuję, że spadam w otchłań. Umieram. To koniec.
sobota, 10 stycznia 2015
Prolog *Ograbiona ze szczęścia.*
To opowieść
smutna i tragiczna. O Aniele, który może dawać miłość innym a sam jej nie
dostaje. Jak myślicie miłość jest potrzebna Aniołom? Przecież to są istoty
wspaniałe i piękne pod każdym względem. Oczywiście, że tak. Każda istota
potrzebuje miłości.
Rada
Sądownicza, trzynaście aniołów po prawej i czternaście po lewej. Naprzeciwko
jeden, z największą władzą, okrutny i bezwzględny. Musi wydać wyrok. Patrzy
najpierw na oskarżycieli, potem na obrońców. Na środku klęczy dziewczyna. Młoda
anielica. Piękne białe włosy opadają na jej plecy. Trzęsie się i cicho szlocha.
Jest świadoma tego co zaraz się wydarzy. Wie, że nie ma litości w ich świecie.
Zdrada jest największym wykroczeniem. A ona zdradziła, w najgorszy sposób.
Sędzia
wstaje, patrzy na nią wzrokiem pełnym obrzydzenia i nienawiści.
-Pora wydać
wyrok. - Jego głos odbija się echem o ściany ogromnej sali. Za anielicą stoją
jej rodzina i przyjaciele. Każdy patrzy na nią z tym samym wyrazem co sędzia.
Na dźwięk
tych słów przechodzi ją nieprzyjemny dreszcz. Podnosi głowę. W
jasno-niebieskich oczach widać ból i cierpienie. Wyczekuję ostatnich słów.
-Dopuściwszy
się zdrady, sama wydałaś na siebie wyrok Akiro z roku Najwspanialszych. -
Podnosi prawą rękę i wskazuję na nią. - I właśnie ten ród uratował cie od
śmierci. - Szerzej otwiera oczy. Rozgląda się po sali. "Jak to?"
myśli. Nic nie mówi, nie może. Rzucono na nią czar. W czasie rozprawy nic nie
może mówić. -Zostaniesz zesłana do
Menegry. - Na sali rozlega się szum. Słychać głosy protestów i poparcia. Akira kuli
się na podwyższeniu chcąc uniknął nienawistnych spojrzeń.
-Wstań! - Do
jej uszu dobiega rozkaz. Wykonuje go. Patrzy za siebie i widzi dobrze
zbudowanego mężczyznę w średnim wieku. Uśmiecha się przez łzy. Dziewczyna
zaczyna płakać. "Tatusiu" wymawia bezgłośnie ruchem warg. Kolor oczu ojca jest taki sam jak córki,
włosy ma czarne. Wskazuje na nią dłonią. - Nie kul się przed nikim! Bądź dumna
córko. - Po tych słowach podchodzi do niego dwóch ochroniarzy. Zostaje
wyprowadzony z sali rozpraw.
Dziewczyna
podnosi głowę i patrzy sędziemu w oczy. Mężczyzna uśmiecha się na ten widok.
Odchrząka i mówi dalej.
- W Menegrze
nie znają miłości. - Wyjaśnia. Akira wciąż nie rozumie w jaki sposób chce ją
ukarać. - Dopuściłaś się zdrady poprzez miłość do potwora. Teraz będziesz
rozdawać to uczucie ludziom. - Szum znika. Każdy wsłuchuje się w słowa
sędziego. - Przez tysiąc lat! - Sekunda oszołomienia. Chce wykrzyknąć, że nie
mogą jej tego zrobić. Z jej gardła wydostaje się tylko nieprzyjemny zgrzyt.
Teraz już
nie ma dla niej nadziei. Wie, co ją czeka podczas wiecznej tułaczki po ludzkim
wymiarze. Cichy szloch wyrywa się z jej ust, powoli patrzy na sędziego, w jego
oczach widzi nieustępliwość. Spuszcza głowę. Akceptuje swój los.
-
Natychmiast zostajesz zesłana do Menegry.
Dostaniesz wskazówki co masz robić. - Mówi beznamiętnym tonem, nie
patrząc na anielicę przed sobą, lecz na jej rodzinę. Kiwa do nich głową. Oni
stoją w bezruchu, wiedzą, że nie mogą pożegnać się z ukochaną córką, siostrą,
bratanicą, ciotką.
Po rozprawie
zostaje poprowadzona do celi, w której mieszka od kilkunastu dni w samotności,
ciemności i ciszy. Małe pomieszczenie, jednak jak na więzienie dla najgorszych
złoczyńców, utrzymuje się w dobrych warunkach.
Mija siedem
nieubłaganie długich minut, do celi wchodzi znajomy anioł. Uśmiecha się smutno
i gestem wskazuje żeby wstała. Akira
podnosi się powoli, czuje zmęczenie. Zatacza się, ale ostatecznie utrzymuje
równowagę. Jest nienaturalnie blada, a oczy ma podkrążone tak jakby nie spała
przez wiele dni. Tak właśnie jest.
Wyprowadza ją z celi i kieruje do jasnych drewnianych drzwi.
-I po ci to było? - Mówi niewzruszonym tonem, jego oczy wyglądają jak skute lodem. - On zginął a ty prawdopodobnie popełnisz samobójstwo. - Zagwizdał pod nosem. Wyśmiewał ją, śmiał się z jej nieszczęścia. - Zakochać się w takim ścierwie jakim jest demon. - Parska obrzydliwym śmiechem. Dziewczyna wzdryga się i spogląda na niego wilkiem. Chwila zastanowienia. Rezygnuje, wypuszcza z siebie całe powietrze i zwiesza ramiona.
-Przymknij się. - Mówi cicho, bez woli walki. Już dawno temu zrezygnowała z walki.
Bezduszny anioł śmieje się jeszcze głośniej niż wcześniej. Dźga ją ręką w plecy i zmusza by zrobiła krok w stronę drzwi.
- Mam nadzieję, że zginiesz w najgorszych męczarniach Zac. - Jej głos tnie powietrze jak ostrza. Tym razem to mężczyzna się wzdryga. Poważnieje i popycha ją wprost w świecące czystym, białym światłem drzwi.
- Jeszcze się przekonany. - Akira słyszy za sobą zdanie wypowiedziane z czystą nienawiścią. Uśmiecha się pod nosem.
Czuje jakby jej ciało zanurzało się w lodowatej wodzie, która w nie wnika i dochodzi do kości.
Oczy zaczynają szczypać niemiłosiernie. Dziewczyna wije się w męczarniach i spazmach bólu.
Po minucie, która wydawała się trwać wieczność, zostaje wypluta do nowego świata. Podnosi się cała obolała i rozgląda.
Białe włosy zmieniają swój odcień z czystego niczym światło wydobywające się z drzwi przez, które musiała przejść, na szary i brzydki. Brudny. Za to oczy, które niegdyś uznawane były za najpiękniejsze i świadczące o miłości, czarnieją i zaczynają wyglądać niczym węgle.
Patrzy na swoje dłonie. Są takie same jak zwykle. Wzdycha i podnosi wzrok. Obok niej pojawia się biały łuk i kilka czarnych, wąskich strzał, zakończonych ostrymi grotami.
Bierze je w dłonie i czuje tryskającą z nich moc.
- Nie dam się. Będę żyła dla ciebie. - Mówi cicho. To jest jej obietnica, której nigdy nie złamie.
Zdeterminowana rusza przez siebie, idąc przez pustkowia, lasy i pustynie. Roznosząc miłość, tym, którzy nie doznali zaszczytu jej poznać.
-I po ci to było? - Mówi niewzruszonym tonem, jego oczy wyglądają jak skute lodem. - On zginął a ty prawdopodobnie popełnisz samobójstwo. - Zagwizdał pod nosem. Wyśmiewał ją, śmiał się z jej nieszczęścia. - Zakochać się w takim ścierwie jakim jest demon. - Parska obrzydliwym śmiechem. Dziewczyna wzdryga się i spogląda na niego wilkiem. Chwila zastanowienia. Rezygnuje, wypuszcza z siebie całe powietrze i zwiesza ramiona.
-Przymknij się. - Mówi cicho, bez woli walki. Już dawno temu zrezygnowała z walki.
Bezduszny anioł śmieje się jeszcze głośniej niż wcześniej. Dźga ją ręką w plecy i zmusza by zrobiła krok w stronę drzwi.
- Mam nadzieję, że zginiesz w najgorszych męczarniach Zac. - Jej głos tnie powietrze jak ostrza. Tym razem to mężczyzna się wzdryga. Poważnieje i popycha ją wprost w świecące czystym, białym światłem drzwi.
- Jeszcze się przekonany. - Akira słyszy za sobą zdanie wypowiedziane z czystą nienawiścią. Uśmiecha się pod nosem.
Czuje jakby jej ciało zanurzało się w lodowatej wodzie, która w nie wnika i dochodzi do kości.
Oczy zaczynają szczypać niemiłosiernie. Dziewczyna wije się w męczarniach i spazmach bólu.
Po minucie, która wydawała się trwać wieczność, zostaje wypluta do nowego świata. Podnosi się cała obolała i rozgląda.
Białe włosy zmieniają swój odcień z czystego niczym światło wydobywające się z drzwi przez, które musiała przejść, na szary i brzydki. Brudny. Za to oczy, które niegdyś uznawane były za najpiękniejsze i świadczące o miłości, czarnieją i zaczynają wyglądać niczym węgle.
Patrzy na swoje dłonie. Są takie same jak zwykle. Wzdycha i podnosi wzrok. Obok niej pojawia się biały łuk i kilka czarnych, wąskich strzał, zakończonych ostrymi grotami.
Bierze je w dłonie i czuje tryskającą z nich moc.
- Nie dam się. Będę żyła dla ciebie. - Mówi cicho. To jest jej obietnica, której nigdy nie złamie.
Zdeterminowana rusza przez siebie, idąc przez pustkowia, lasy i pustynie. Roznosząc miłość, tym, którzy nie doznali zaszczytu jej poznać.
wtorek, 6 stycznia 2015
Trochę akceptacji. *Piekielne Dobro*
Obudziły ją promienie słońca wdzierające się przez szczelinę między zasłonami. Podniosła się leniwie i rozejrzała po pomieszczeniu, w którym się znalazła.
Białe ściany, bez żadnych obrazów, lub plakatów. Duża ciemno-brązowa szafa ustawiona pod ścianą naprzeciwko, dwuosobowego łóżka w tym samym kolorze. Pościel była biała.
Dziewczyna przetarła zaspane oczy. Pokój wydawał się bardzo sterylny, jakby nikt od bardzo dawna w nim nie mieszkał. Na biurku pod oknem był nienaganny porządek. Nie było najmniejszego śladu kurzu lub jakichkolwiek zabrudzeń.
Pamiętała co się wydarzyło zanim zapadła w sen regeneracyjny. Walczyła z jednym ze Strażników. Chciała go zabić, z zimną krwią i ogromną przyjemnością.
Przerwała jej Akiva, anielica, która opiekowała się Aiko po tym jak ojciec został skazany na śmierć. Jednak nie była pewna gdzie dokładnie jest i co stało się z trójką aniołów.
Ściągnęła z siebie kołdrę i zwiesiła nogi z łóżka. Zauważyła, że ma na sobie swoją koszulkę i jeansy. Bluza i skarpetki gdzieś zaginęły.
Dotknęła bosymi stopami zimnych paneli podłogi. Wzięła trzy głębokie oddechy i z rozwagą spróbowała wstać. Pamiętała jak czuła się po pierwszym razie, kiedy demoniczna krew przejęła jej ciało.
Tym razem jednak nie poczuła mdłości ani zawrotów głowy. Jeszcze raz rozejrzała się po pokoju w nadziei, że gdzieś leży zaginiona część jej garderoby. Niestety nic nie zauważyła.
Ruszyła w stronę drzwi z ciemnego drewna. Nie wiedziała czemu, ale szła na palcach, jakby się skradała.
Dotknęła dłonią mosiężnej klamki, wzięła głęboki oddech i przekręciła ją. Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypem. Dziewczyna powoli wystawiła za nie głowę by się rozejrzeć.
Ku jej rozczarowaniu zobaczyła znajomy salon, z jasno-brązowymi ścianami, kominkiem, dużą miękką kanapą i fotelem naprzeciwko niej. Zrobiła zdegustowaną minę i już nieco pewniej wyszła z pokoju, przekonana, że nie było nikogo w pomieszczeniu.
- O, Mike! Śpiąca Królewna wstała! - Po prawej od Aiko, w framudze drzwi stała niska rudowłosa dziewczyna. Ubrana w szare dresy i za duży męski sweter. W rękach trzymała miskę, prawdopodobnie z płatkami, oraz kubek, z którego unosiła się para. Wpatrywała się w brunetkę przenikliwym spojrzeniem, jakby chciała ocenić czy ją zaatakuje, czy może sobie to oszczędzi.
W tym czasie Aiko zastanawiała się czy znów wpaść w furię i od razu zabić tą małą, rudą francę. W ostatniej chwili się opanowała. Patrzyła na anielicę nieprzyjaznym wzrokiem.
Usłyszała kroki, odwróciła głowę w stronę, z której dobiegał dźwięk. Po drugiej stronie pokoju znajdowały się schody, których brunetka wcześniej nie zauważyła. Schodził po nich Michael, Strażnik, którego omal nie zabiła.
Włosy miał potargane a pod oczami cienie. Wygniecione ubranie, wyglądało jakby w nim spał. Sprawiał wrażenie wraku człowieka. Dziewczyna zaczęła się zastanawiać czy to jej wina. "Nie. Napatoczył się to musiałam się go pozbyć." powiedziała w myślach i wyprostowała się. Nie miała zamiaru pokazywać wrogom, że ma mętlik w głowie i czuje się co najmniej nieswojo.
-Aiko usiądź proszę, musimy porozmawiać. - Powiedział mężczyzna zachrypniętym głosem. Dłonią przeczesał brązowe włosy i skierował się do fotela. Opadł na nim, a na jego twarzy odmalowała się ulga.
Rudowłosa zniknęła, prawdopodobnie wróciła do pomieszczenia, z którego przyszła by podkablować, że zielonooka się obudziła.
Po krótkiej chwili wahania usiadła na krawędzi kanapy. Pod jej ciężarem sprężyny zatrzeszczały, dziewczyna lekko się skrzywiła.
-Gdzie Akiva? - Zapytała rzeczowym tonem. Nie miała zamiaru spoufalać się z kimś takim jak on, lub reszta jego bandy. Patrzyła mężczyźnie prosto w oczy, nie uciekała wzrokiem. Za wszelką cenę chciała chociaż sprawiać wrażenie silnej.
-Wróciła do Cyktorii. - Wyjaśnił.
Z bliska wydawał się mniej atrakcyjny, stwierdziła dziewczyna. Możliwe, że to przez te wory pod oczami i widocznym zmęczeniem, które "zdobiło" jego twarzy.
-Cyktorii? - Nic jej ta nazwa nie mówiła. Wpatrywała się Michaela, tym razem pytającym wzrokiem.
Domyślała się co mężczyzna miał zamiar powiedzieć. Skoro Akiva zniknęła bez pożegnania, to mogło znaczyć, że Aiko została pod opieką Strażników.
-Nie wiesz co to za miejsce? - Odpowiedział pytaniem. Z niedowierzaniem i zaciekawieniem patrzył na jej twarz. - Przecież wychowywałaś się tam. - Dodał po krótkiej chwili, kiedy dziewczyna nic nie odpowiedziała.
Miał rację. Coś zaświtało jej w głowie. Nie znała nazw wymiarów, nikt jej tego nie nauczył. Całe życie dziewczyny to była ucieczka i wieczne ukrywanie się przed całym światem. Spuściła głowę.
-Dlatego Pani Akiva chciała żebyśmy cie uczyli. - Mruknął sam do siebie. Potarł podbródek dłonią, zapadła cisza. Dało się słyszeć ich nierówne oddechy. Dopiero wtedy Aiko zdała sobie sprawę, że oboje są zdenerwowani przebywaniem w swojej obecności. Nie dziwiła się chłopakowi. W końcu prawie go zabiła.
-Posłuchaj.. - Wznowił swoją wypowiedź. Dziewczyna wzdrygnęła się wyrwana ze swoich rozmyśleń. - Ani ty, ani my nie mamy żadnego wyboru. Musimy spędzić razem rok. My będziemy cie uczyć historii i walki, a ty nie będziesz próbowała nas zabić. - To brzmiało jak rozkaz, któremu Aiko instynktownie chciała się przeciwstawić. Powstrzymała się. Dobrze wiedziała, że nie miała kompletnie żadnego wyboru. To nie był rozkaz Michaela tylko Akivy, której zielonooka jest całkowicie podporządkowana.
-Dobrze. - Powiedziała ze sztuczną pewnością siebie. W tamtym momencie przypomniało jej się o Tomoe i medaliku, który ją chronił. Gorączkowo włożyła ręce w kieszenie. Dopiero kiedy poczuła pod palcami rogi gwiazdki uspokoiła się. Jej jedyna broń pozostała na miejscu.
Spojrzała na mężczyznę, miała do niego kilka pytań. Wzięła wdech i zapytała.
-Co z wilkołakami z motelu? Ilu zginęło, jakie straty i zniszczenia? - To było dla niej w danej chwili najważniejsze. Istoty, które chroniły ją ceną własnego życia, chociaż ona nic dla nich nie robiła.
- Zginął tylko staruszek, który miał dyżur na recepcji. - Powiedział z zawahaniem. - Wszystko już jest naprawione. Reszta stada ma się dobrze. - Dodał.
Aiko odetchnęła z ulga i oparła się o kanapę. Przypomniała sobie o jeszcze jednej rzeczy,
-Gdzie jest torba z moimi rzeczami? Wzięliście ją z motelu czy została tam? - Rozejrzała się po pomieszczeniu. W głębi ducha miała nadzieję, że nie zabrali jej bagażu, będzie miała pretekst żeby wyjść i odpocząć od cholernych aniołów.
- Tak, wszystko jest. - Powiedział ze złośliwym uśmiechem. Przynajmniej takie wrażenie miała Aiko. Michael wstał i wyszedł z salonu. Minęła chwila zanim wrócił. Na rękach trzymał dużą, skórzaną torbę zielonookiej. Podszedł z nią do kanapy i upuścił. Upadła z głuchym hukiem i nieprzyjemnym trzaskiem uderzającego o siebie metalu.
Obrzuciła chłopaka zimnym spojrzeniem. Delikatnie podniosła swoją własność i zajrzała do środka.
Wszystko było na swoim miejscy. Zasunęła suwak, zapięła trzy paski na guziki i odstawiła bagaż na podłogę.
-Co mam teraz robić? - Zapytała. Niebieskooki nie odrywał od niej wzroku, lustrował całe jej ciało jakby chciał zapamiętać najmniejszy szczegół. Przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz.
-Za kilka minut David powinien wrócić. Pójdziesz z nim do gabinetu i zaczniesz naukę od podstaw. - oznajmił i wstał z fotelu. - Sam! - Zawołał patrząc za Aiko. - Zrób coś do jedzenia, nasz gość nie jadł od trzech dni.
- Dobrze. - Rudowłosa wychyliła się zza drzwi i bez najmniejszego entuzjazmu pokiwała głową, bujne loki zasłaniały dziewczynie pół twarzy. Posłała Michaelowi słaby uśmiech i zniknęła.
Kiedy do Aiko doszła wiadomość, że spała przez trzy dni gwałtownie wstała z kanapy.
-Trzy dni?! - Prawie wykrzyknęła. Coś takiego nigdy wcześniej się nie zdarzyło, przeważnie wystarczyła doba na całkowite zregenerowanie sił.
-Tak. - Odpowiedział znużonym tonem. - Musiała wykończyć cie walka ze mną. - Dodał ze złośliwym uśmieszkiem.
Dziewczyna nie zdążyła nic odpowiedzieć, ponieważ w tamtym momencie drzwi wejściowe otworzyły się, a w nich pojawił się dobrze zbudowany, wysoki blondyn.
-O.. Widzę, że przyszedłem w dobrym momencie. - Powiedział z uśmiechem, patrząc na przyjaciela. - To co, bierzemy się do nauki? - To pytanie skierował do zielonookiej. Zdziwiła się kiedy z jego twarzy nie zszedł szczery, przyjazny uśmiech.
Niepewnie próbowała go odwzajemnić. Postanowiła, że spróbuje jakoś dogadać się ze Strażnikami. W końcu nie miała innego wyboru.
-Dobrze. - Pokiwała lekko głową i kątem oka spojrzała na Michaela. Na jego twarzy widać było odprężenie.
"Czyżby aż tak bardzo męczyła go moja obecność?" przeszło jej przez myśl.
David ściągnął buty i powiesił płaszcz na haczyku przy drzwiach. Machnął ręką na dziewczynę, żeby za nim poszła. Brunetka zabrała swoją torbę z podłogi i ruszyła za blondynem, który wyszedł na mały korytarzyk. Po jego obu stronach znajdowały się po dwie pary drzwi.
Chłopak podszedł do drugich po lewej i otworzył je, gestem wskazał, żeby Aiko weszła pierwsza. Posłuchała go. Po wejściu zobaczyła dość duże pomieszczenie, które utrzymywało ten sam klimat co reszta domu. Ciemno-brązowe ściany i ciemne, stare meble.
Pod oknem stało duże biurko, a na nim równo poukładane, różnej wielkości książki.
Reszta ścian była okupowana przez regały z tysiącami różnych ksiąg.
Ten widok zaparł Aiko dech w piersi. Nigdy nie widziała tylu dzieł literackich w jednym miejscu. Podeszła do jednej z pólek i przejechała palcem po grzbietach ksiąg poukładanych na niej.
-I będę musiała się tego wszystkiego nauczyć? - Zapytała z niedowierzaniem, jednak na jej twarzy malował się szeroki uśmiech, którego blondyn nie widział.
-Niestety tak. - Odparł David, zamykając za sobą drzwi. - Łatwo pójdzie, nie musisz się martwić.. - Nie zdążył skończyć, ponieważ dziewczyna mu przerwała.
-Mi to pasuje. - Odwróciła się do niego przodem z lekkim uśmiechem.
Przekonał ją do siebie, na początku szczerym uśmiechem, który posłał w jej stronę, potem tą wspaniałą biblioteką. To Davida najbardziej polubiła z całej trójki.
-Bierzmy się do roboty. - Powiedział z lekkim entuzjazmem w głosie i podszedł do biurka.
Aiko cicho ruszyła za nim, kładąc swoją torbę pod jednym z regałów.
ohoho. Postarałam się w tym rozdziale. Jest chyba najdłuższy ze wszystkich. (Jestem z siebie dumna ^.^)
Mam nadzieję, że i moim czytelnikom się spodoba. Piszcie proszę swoje opinię, bo to albo daje kopa do dalszej pracy, albo zmusza do poprawy!
Niedługo możecie się spodziewać nowości, którą zapowiedziałam w poprzednim poście.
Mam nadzieję, że nikt się na mnie nie zawiedzie!
Pozdrawiam!
Autorka.
Ściągnęła z siebie kołdrę i zwiesiła nogi z łóżka. Zauważyła, że ma na sobie swoją koszulkę i jeansy. Bluza i skarpetki gdzieś zaginęły.
Dotknęła bosymi stopami zimnych paneli podłogi. Wzięła trzy głębokie oddechy i z rozwagą spróbowała wstać. Pamiętała jak czuła się po pierwszym razie, kiedy demoniczna krew przejęła jej ciało.
Tym razem jednak nie poczuła mdłości ani zawrotów głowy. Jeszcze raz rozejrzała się po pokoju w nadziei, że gdzieś leży zaginiona część jej garderoby. Niestety nic nie zauważyła.
Ruszyła w stronę drzwi z ciemnego drewna. Nie wiedziała czemu, ale szła na palcach, jakby się skradała.
Dotknęła dłonią mosiężnej klamki, wzięła głęboki oddech i przekręciła ją. Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypem. Dziewczyna powoli wystawiła za nie głowę by się rozejrzeć.
Ku jej rozczarowaniu zobaczyła znajomy salon, z jasno-brązowymi ścianami, kominkiem, dużą miękką kanapą i fotelem naprzeciwko niej. Zrobiła zdegustowaną minę i już nieco pewniej wyszła z pokoju, przekonana, że nie było nikogo w pomieszczeniu.
- O, Mike! Śpiąca Królewna wstała! - Po prawej od Aiko, w framudze drzwi stała niska rudowłosa dziewczyna. Ubrana w szare dresy i za duży męski sweter. W rękach trzymała miskę, prawdopodobnie z płatkami, oraz kubek, z którego unosiła się para. Wpatrywała się w brunetkę przenikliwym spojrzeniem, jakby chciała ocenić czy ją zaatakuje, czy może sobie to oszczędzi.
W tym czasie Aiko zastanawiała się czy znów wpaść w furię i od razu zabić tą małą, rudą francę. W ostatniej chwili się opanowała. Patrzyła na anielicę nieprzyjaznym wzrokiem.
Usłyszała kroki, odwróciła głowę w stronę, z której dobiegał dźwięk. Po drugiej stronie pokoju znajdowały się schody, których brunetka wcześniej nie zauważyła. Schodził po nich Michael, Strażnik, którego omal nie zabiła.
Włosy miał potargane a pod oczami cienie. Wygniecione ubranie, wyglądało jakby w nim spał. Sprawiał wrażenie wraku człowieka. Dziewczyna zaczęła się zastanawiać czy to jej wina. "Nie. Napatoczył się to musiałam się go pozbyć." powiedziała w myślach i wyprostowała się. Nie miała zamiaru pokazywać wrogom, że ma mętlik w głowie i czuje się co najmniej nieswojo.
-Aiko usiądź proszę, musimy porozmawiać. - Powiedział mężczyzna zachrypniętym głosem. Dłonią przeczesał brązowe włosy i skierował się do fotela. Opadł na nim, a na jego twarzy odmalowała się ulga.
Rudowłosa zniknęła, prawdopodobnie wróciła do pomieszczenia, z którego przyszła by podkablować, że zielonooka się obudziła.
Po krótkiej chwili wahania usiadła na krawędzi kanapy. Pod jej ciężarem sprężyny zatrzeszczały, dziewczyna lekko się skrzywiła.
-Gdzie Akiva? - Zapytała rzeczowym tonem. Nie miała zamiaru spoufalać się z kimś takim jak on, lub reszta jego bandy. Patrzyła mężczyźnie prosto w oczy, nie uciekała wzrokiem. Za wszelką cenę chciała chociaż sprawiać wrażenie silnej.
-Wróciła do Cyktorii. - Wyjaśnił.
Z bliska wydawał się mniej atrakcyjny, stwierdziła dziewczyna. Możliwe, że to przez te wory pod oczami i widocznym zmęczeniem, które "zdobiło" jego twarzy.
-Cyktorii? - Nic jej ta nazwa nie mówiła. Wpatrywała się Michaela, tym razem pytającym wzrokiem.
Domyślała się co mężczyzna miał zamiar powiedzieć. Skoro Akiva zniknęła bez pożegnania, to mogło znaczyć, że Aiko została pod opieką Strażników.
-Nie wiesz co to za miejsce? - Odpowiedział pytaniem. Z niedowierzaniem i zaciekawieniem patrzył na jej twarz. - Przecież wychowywałaś się tam. - Dodał po krótkiej chwili, kiedy dziewczyna nic nie odpowiedziała.
Miał rację. Coś zaświtało jej w głowie. Nie znała nazw wymiarów, nikt jej tego nie nauczył. Całe życie dziewczyny to była ucieczka i wieczne ukrywanie się przed całym światem. Spuściła głowę.
-Dlatego Pani Akiva chciała żebyśmy cie uczyli. - Mruknął sam do siebie. Potarł podbródek dłonią, zapadła cisza. Dało się słyszeć ich nierówne oddechy. Dopiero wtedy Aiko zdała sobie sprawę, że oboje są zdenerwowani przebywaniem w swojej obecności. Nie dziwiła się chłopakowi. W końcu prawie go zabiła.
-Posłuchaj.. - Wznowił swoją wypowiedź. Dziewczyna wzdrygnęła się wyrwana ze swoich rozmyśleń. - Ani ty, ani my nie mamy żadnego wyboru. Musimy spędzić razem rok. My będziemy cie uczyć historii i walki, a ty nie będziesz próbowała nas zabić. - To brzmiało jak rozkaz, któremu Aiko instynktownie chciała się przeciwstawić. Powstrzymała się. Dobrze wiedziała, że nie miała kompletnie żadnego wyboru. To nie był rozkaz Michaela tylko Akivy, której zielonooka jest całkowicie podporządkowana.
-Dobrze. - Powiedziała ze sztuczną pewnością siebie. W tamtym momencie przypomniało jej się o Tomoe i medaliku, który ją chronił. Gorączkowo włożyła ręce w kieszenie. Dopiero kiedy poczuła pod palcami rogi gwiazdki uspokoiła się. Jej jedyna broń pozostała na miejscu.
Spojrzała na mężczyznę, miała do niego kilka pytań. Wzięła wdech i zapytała.
-Co z wilkołakami z motelu? Ilu zginęło, jakie straty i zniszczenia? - To było dla niej w danej chwili najważniejsze. Istoty, które chroniły ją ceną własnego życia, chociaż ona nic dla nich nie robiła.
- Zginął tylko staruszek, który miał dyżur na recepcji. - Powiedział z zawahaniem. - Wszystko już jest naprawione. Reszta stada ma się dobrze. - Dodał.
Aiko odetchnęła z ulga i oparła się o kanapę. Przypomniała sobie o jeszcze jednej rzeczy,
-Gdzie jest torba z moimi rzeczami? Wzięliście ją z motelu czy została tam? - Rozejrzała się po pomieszczeniu. W głębi ducha miała nadzieję, że nie zabrali jej bagażu, będzie miała pretekst żeby wyjść i odpocząć od cholernych aniołów.
- Tak, wszystko jest. - Powiedział ze złośliwym uśmiechem. Przynajmniej takie wrażenie miała Aiko. Michael wstał i wyszedł z salonu. Minęła chwila zanim wrócił. Na rękach trzymał dużą, skórzaną torbę zielonookiej. Podszedł z nią do kanapy i upuścił. Upadła z głuchym hukiem i nieprzyjemnym trzaskiem uderzającego o siebie metalu.
Obrzuciła chłopaka zimnym spojrzeniem. Delikatnie podniosła swoją własność i zajrzała do środka.
Wszystko było na swoim miejscy. Zasunęła suwak, zapięła trzy paski na guziki i odstawiła bagaż na podłogę.
-Co mam teraz robić? - Zapytała. Niebieskooki nie odrywał od niej wzroku, lustrował całe jej ciało jakby chciał zapamiętać najmniejszy szczegół. Przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz.
-Za kilka minut David powinien wrócić. Pójdziesz z nim do gabinetu i zaczniesz naukę od podstaw. - oznajmił i wstał z fotelu. - Sam! - Zawołał patrząc za Aiko. - Zrób coś do jedzenia, nasz gość nie jadł od trzech dni.
- Dobrze. - Rudowłosa wychyliła się zza drzwi i bez najmniejszego entuzjazmu pokiwała głową, bujne loki zasłaniały dziewczynie pół twarzy. Posłała Michaelowi słaby uśmiech i zniknęła.
Kiedy do Aiko doszła wiadomość, że spała przez trzy dni gwałtownie wstała z kanapy.
-Trzy dni?! - Prawie wykrzyknęła. Coś takiego nigdy wcześniej się nie zdarzyło, przeważnie wystarczyła doba na całkowite zregenerowanie sił.
-Tak. - Odpowiedział znużonym tonem. - Musiała wykończyć cie walka ze mną. - Dodał ze złośliwym uśmieszkiem.
Dziewczyna nie zdążyła nic odpowiedzieć, ponieważ w tamtym momencie drzwi wejściowe otworzyły się, a w nich pojawił się dobrze zbudowany, wysoki blondyn.
-O.. Widzę, że przyszedłem w dobrym momencie. - Powiedział z uśmiechem, patrząc na przyjaciela. - To co, bierzemy się do nauki? - To pytanie skierował do zielonookiej. Zdziwiła się kiedy z jego twarzy nie zszedł szczery, przyjazny uśmiech.
Niepewnie próbowała go odwzajemnić. Postanowiła, że spróbuje jakoś dogadać się ze Strażnikami. W końcu nie miała innego wyboru.
-Dobrze. - Pokiwała lekko głową i kątem oka spojrzała na Michaela. Na jego twarzy widać było odprężenie.
"Czyżby aż tak bardzo męczyła go moja obecność?" przeszło jej przez myśl.
David ściągnął buty i powiesił płaszcz na haczyku przy drzwiach. Machnął ręką na dziewczynę, żeby za nim poszła. Brunetka zabrała swoją torbę z podłogi i ruszyła za blondynem, który wyszedł na mały korytarzyk. Po jego obu stronach znajdowały się po dwie pary drzwi.
Chłopak podszedł do drugich po lewej i otworzył je, gestem wskazał, żeby Aiko weszła pierwsza. Posłuchała go. Po wejściu zobaczyła dość duże pomieszczenie, które utrzymywało ten sam klimat co reszta domu. Ciemno-brązowe ściany i ciemne, stare meble.
Pod oknem stało duże biurko, a na nim równo poukładane, różnej wielkości książki.
Reszta ścian była okupowana przez regały z tysiącami różnych ksiąg.
Ten widok zaparł Aiko dech w piersi. Nigdy nie widziała tylu dzieł literackich w jednym miejscu. Podeszła do jednej z pólek i przejechała palcem po grzbietach ksiąg poukładanych na niej.
-I będę musiała się tego wszystkiego nauczyć? - Zapytała z niedowierzaniem, jednak na jej twarzy malował się szeroki uśmiech, którego blondyn nie widział.
-Niestety tak. - Odparł David, zamykając za sobą drzwi. - Łatwo pójdzie, nie musisz się martwić.. - Nie zdążył skończyć, ponieważ dziewczyna mu przerwała.
-Mi to pasuje. - Odwróciła się do niego przodem z lekkim uśmiechem.
Przekonał ją do siebie, na początku szczerym uśmiechem, który posłał w jej stronę, potem tą wspaniałą biblioteką. To Davida najbardziej polubiła z całej trójki.
-Bierzmy się do roboty. - Powiedział z lekkim entuzjazmem w głosie i podszedł do biurka.
Aiko cicho ruszyła za nim, kładąc swoją torbę pod jednym z regałów.
ohoho. Postarałam się w tym rozdziale. Jest chyba najdłuższy ze wszystkich. (Jestem z siebie dumna ^.^)
Mam nadzieję, że i moim czytelnikom się spodoba. Piszcie proszę swoje opinię, bo to albo daje kopa do dalszej pracy, albo zmusza do poprawy!
Niedługo możecie się spodziewać nowości, którą zapowiedziałam w poprzednim poście.
Mam nadzieję, że nikt się na mnie nie zawiedzie!
Pozdrawiam!
Autorka.
piątek, 2 stycznia 2015
*Zapowiedź czegoś nowego*
Hej, Hej. :)
Czasami brak mi weny na dalsze pisanie "Piekielnego Dobra" wtedy piszę One Shot'y.
Postanowiłam, że będę je tu wstawiać. Żeby nie było pusto w trakcie zastojów mojej weny.
Właśnie jestem w trakcie pisania pobocznej historii jednego z aniołów. Mam nadzieję, że się spodoba :3
Wstawię tutaj fragment.
Czasami brak mi weny na dalsze pisanie "Piekielnego Dobra" wtedy piszę One Shot'y.
Postanowiłam, że będę je tu wstawiać. Żeby nie było pusto w trakcie zastojów mojej weny.
Właśnie jestem w trakcie pisania pobocznej historii jednego z aniołów. Mam nadzieję, że się spodoba :3
Wstawię tutaj fragment.
"-Dopuściwszy
się zdrady, sama wydałaś na siebie wyrok Akiro z roku Najwspanialszych. - Mężczyzna podnosi prawą rękę i wskazuję na nią. - I właśnie ten ród uratował cie od śmierci.
- Anielica szerzej otwiera oczy. Rozgląda się po sali. "Jak to?" myśli. Nic
nie mówi, nie może. Rzucono na nią czar. W czasie rozprawy nie może odezwać się słowem. -Zostaniesz zesłana do Menegry. - Na sali
rozlega się szum. Słychać głosy protestów i poparcia. Akira kuli się na
podwyższeniu chcąc uniknął nienawistnych spojrzeń. "
Wkrótce wstawię całe opowiadanie.
Piszcie w komentarzach, czy to dobry pomysł.
Każdy komentarz motywuje i pomaga ! :)
piątek, 26 grudnia 2014
Damy radę. *Piekielne Dobro*
-Z całym szacunkiem moja pani, ale nie mogę się na to zgodzić. - Jako pierwszy z osłupienia otrząsnął się David.- Sama widziałaś co przed chwilą się tutaj działo. Ona nienawidzi nas, a my jej nie tolerujemy. - Próbował jakoś wpłynąć na decyzje Akivy.
- Nie oczekuję waszej zgody. - Białowłosa powiedziała władczym tonem. - To jest rozkaz, który musicie wykonać. - Nie czekając na ich reakcje kontynuowała. - Aiko Hokaru jest obecnie najsilniejszą istotą Trzech Wymiarów. - Strażnicy otworzyli szerzej oczy, jednak nic nie powiedzieli. Z uwagą słuchali dalszych słów Przedwiecznej. - Ale nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie wie jak ogromna moc kryje się w jej ciele. - Spojrzała z czułością na nieprzytomną dziewczynę, w jej ramionach. - Ta moc może zniszczyć ją samą i każdą istotę żyjącą w Menegrze, Arians i Cyktorii.* Musimy temu zapobiec. - Powiedziała z powagą. - I tu jest czas na was. Będziecie jej pilnować i nauczycie ją panować nad tą mocą. - Skierowała spojrzenie na Michaela, który ledwo trzymał się na nogach. - Dla ciebie mam jeszcze jedno zadanie. - Mężczyzna skinął głową. - Nauczysz ją walczyć.
-Ale.. - Wyrwała się Samanta. Niebieskooki zatrzymał ją blokując jej drogę ruchem ręki.
- Dobrze pani, jak sobie życzysz. - Skłonił się przed anielicą po czym spojrzał na rodzeństwo.
- Wykonamy tę misję. Tak samo jak poprzednie. - Posłał im pokrzepiający uśmiech. Następne słowa skierował do Akivy. - Przez jaki czas mamy się nią opiekować?
- Rok. - Na dźwięk tych słów rudowłosa z sykiem wciągnęła powietrze.
- Czemu tak długo? - Zapytał, tym razem David.
- Ponieważ najpierw musicie nawzajem się zaakceptować, a to wymaga czasu. - Wyjaśniła anielica. - Uważam rozmowę za zakończoną. Wiecie co macie robić. - Podeszła do Michaela i podała mu Aiko. - Za rok, 10 września, misję uznam za zakończoną. Powodzenia młodzi Strażnicy. - Posłała im słaby uśmiech. Rozłożyła śnieżnobiałe skrzydła i wzbiła się w ciemne niebo, zostawiając przyszłość Wymiarów w rękach młodych aniołów.
***
-Co teraz zrobimy? - Zapytała Samanta. Wyglądała na bardziej wytrąconą z równowagi niż zwykle. Dłonie trzymała zaciśnięte w pięści tuż przy biodrach, a na jej szyi pulsowała mała żyłka.
- Jak to co? Wykonamy zadanie. - Michael wzruszył ramionami. Lekko podskoczył, żeby lepiej ułożyć sobie nieprzytomną dziewczynę, którą trzymał w ramionach. - Dav, idź po auto. - Wskazał głową stojący za nimi samochód, którym wcześniej ścigał dziewczynę. - Kluczyki są w stacyjce. - Powiedział głosem bez emocji i ruszył w stronę domu.
David posłusznie wykonał polecenie. Wsiadł do auta i pojechał nim do ich mieszkania. Zaparkował przed budynkiem i zaczekał na resztę.
Michael bez żadnego wysiłku niósł brązowowłosą. Ani razu na nią nie spojrzał. Za to Samanta cały czas obrzucała ją nienawistnymi spojrzeniami.
Kiedy dotarli do małego budynku z ciemnego drewna, bez słowa weszli do środka. Ciemnowłosy od razu skierował się do swojego pokoju. Położył dziewczynę na łóżku i wyszedł zamykając drzwi na klucz. Poszedł do salonu i położył się na kanapie.
Dopiero kiedy napięcie trochę minęło i Samanta w spokoju mogła przyjrzeć się ukochanemu, zauważyła, że jest nienaturalnie blady. Oczy miał podkrążone, na czole widniały trzy rozcięcia, a pod okiem robił się gigantyczny siniak. Jego ubrania były brudne i w niektórych miejsca podarte. Wyglądał jak tysiąc nieszczęść.
-Mike, kochanie, idź się umyj i przebierz. - Podeszła do mężczyzny i delikatnie pogłaskała go po poranionym czole. - Potem zajmiemy się twoimi ranami. - Powiedziała z czułością.
Kiwnął głową i z trudem się podniósł.
-Dała mi niezły wycisk. - Powiedział gorzko i zniknął za drzwiami.
W tym czasie David krzątał się po kuchni i próbował zrobić coś do jedzenia. Jednak niezbyt mu się to udawało. Jego dłonie trzęsły się jak nigdy, a ciało rozsadzała wściekłość.
Oparł się plecami o zieloną ścianę pomieszczenia, po chwili osunął się po niej i usiadł na zimnych płytkach. Schował twarz w dłonią i wydał z siebie zdławiony krzyk.
-Ta cholerna bezsilność. - Jęknął i z całej uderzył pięścią w podłogę. Po chwili przez jego rękę rozszedł się ostry ból.
-Raniąc siebie nic nie zrobisz. - O framugę drzwi opierała się jego siostra. Spojrzał na nią spode łba. Zauważył, że zdążyła się przebrać z czarno-czerwonego stroju bojowego w luźny, brązowy sweter i czarne getry. Na jej twarzy gościło kilka emocji. Smutek, wściekłość, niepewność i zakłopotanie.
- Gdzie Michael? - Zapytał chrapliwym głosem.
- Poszedł się wykąpać. - Odpowiedziała, krótko i przestąpiła z nogi na nogę. - Wstawaj Dav, musimy być dla niego wsparciem. - Blondyn w odpowiedzi tylko coś mruknął. Po krótkiej chwili podniósł się i znów zajrzał do małej, białej lodówki.
- Zrobię coś do jedzenia. - Samanta tylko kiwnęła głową i wyszła z pomieszczenia.
Usiadła na kanapie w małym saloniku. Ogień w starym kominku dogasał. Zapatrzyła się w niego, a jej myśli błądziły po przeszłości.
Po kilkunastu minutach z łazienki wyszedł Michael. Mokre kosmyki włosów opadały mu na czoło. Od pasa w górę był nagi. Mian na sobie tylko czerwone dresy.
Powoli podszedł do kanapy i spojrzał na Samantę.
- Jak się czujesz? - Zapytał siadając obok niej.
- A jak myślisz? - Spojrzała na niego z irytacją, która po chwili zniknęła. - Przepraszam. - Powiedziała wzdychając. Przysunęła się do mężczyzny i oparła głowę o jego ramię. - Mam złe przeczucia. - Powiedziała z przymkniętymi powiekami.
Wokół nich roznosiła się woń smażonych jajek i ziemniaków. Ulubione jedzenie Michaela.
-Ja też. Ale taki mamy rozkaz. - Odchylił głowę i zamknął oczy.
Gorący prysznic pozwolił mu się rozluźnić. W końcu Michael zaczął trzeźwo myśleć.
- Nauczę ją walczyć. Ty nauczyć używać magii i alchemii. - Kątem oka spojrzał na szarooką. - A David będzie z nią studiował Stare Księgi. Rok szybko minie i się jej pozbędziemy. - Powiedział trochę weselszym tonem.
Samanta potaknęła skinieniem głowy i uniosła kąciki ust w uśmiechu.
-Chodźcie jeść. - Do salonu wszedł David, ubrany w zielono-niebieski fartuch.
Para wstała z kanapy i powoli ruszyła w stronę kuchni.
*Menegra, Arians, Cyktoria - Wymiary Ludzki, Demoniczny i Anielski. (dalsze wyjaśnienia w następnych rozdziałach lub u autorki.)
---
Dziękuję za dobrnięcie do końca tego rozdziału. (już ósmego! ) Mam nadzieję, że trzyma poziom.
Jednak chciałabym zapytać się czy macie wrażenie, że akcja wolno się rozkręca?
Piszcie mi w komentarzach co o tym sądzicie, co jest do poprawy i wszystkie inne Wasze sugestie!
I proszę, wytykajcie mi błędy! :)
Pozdrawiam, Aiko! :)
- Nie oczekuję waszej zgody. - Białowłosa powiedziała władczym tonem. - To jest rozkaz, który musicie wykonać. - Nie czekając na ich reakcje kontynuowała. - Aiko Hokaru jest obecnie najsilniejszą istotą Trzech Wymiarów. - Strażnicy otworzyli szerzej oczy, jednak nic nie powiedzieli. Z uwagą słuchali dalszych słów Przedwiecznej. - Ale nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie wie jak ogromna moc kryje się w jej ciele. - Spojrzała z czułością na nieprzytomną dziewczynę, w jej ramionach. - Ta moc może zniszczyć ją samą i każdą istotę żyjącą w Menegrze, Arians i Cyktorii.* Musimy temu zapobiec. - Powiedziała z powagą. - I tu jest czas na was. Będziecie jej pilnować i nauczycie ją panować nad tą mocą. - Skierowała spojrzenie na Michaela, który ledwo trzymał się na nogach. - Dla ciebie mam jeszcze jedno zadanie. - Mężczyzna skinął głową. - Nauczysz ją walczyć.
-Ale.. - Wyrwała się Samanta. Niebieskooki zatrzymał ją blokując jej drogę ruchem ręki.
- Dobrze pani, jak sobie życzysz. - Skłonił się przed anielicą po czym spojrzał na rodzeństwo.
- Wykonamy tę misję. Tak samo jak poprzednie. - Posłał im pokrzepiający uśmiech. Następne słowa skierował do Akivy. - Przez jaki czas mamy się nią opiekować?
- Rok. - Na dźwięk tych słów rudowłosa z sykiem wciągnęła powietrze.
- Czemu tak długo? - Zapytał, tym razem David.
- Ponieważ najpierw musicie nawzajem się zaakceptować, a to wymaga czasu. - Wyjaśniła anielica. - Uważam rozmowę za zakończoną. Wiecie co macie robić. - Podeszła do Michaela i podała mu Aiko. - Za rok, 10 września, misję uznam za zakończoną. Powodzenia młodzi Strażnicy. - Posłała im słaby uśmiech. Rozłożyła śnieżnobiałe skrzydła i wzbiła się w ciemne niebo, zostawiając przyszłość Wymiarów w rękach młodych aniołów.
***
-Co teraz zrobimy? - Zapytała Samanta. Wyglądała na bardziej wytrąconą z równowagi niż zwykle. Dłonie trzymała zaciśnięte w pięści tuż przy biodrach, a na jej szyi pulsowała mała żyłka.
- Jak to co? Wykonamy zadanie. - Michael wzruszył ramionami. Lekko podskoczył, żeby lepiej ułożyć sobie nieprzytomną dziewczynę, którą trzymał w ramionach. - Dav, idź po auto. - Wskazał głową stojący za nimi samochód, którym wcześniej ścigał dziewczynę. - Kluczyki są w stacyjce. - Powiedział głosem bez emocji i ruszył w stronę domu.
David posłusznie wykonał polecenie. Wsiadł do auta i pojechał nim do ich mieszkania. Zaparkował przed budynkiem i zaczekał na resztę.
Michael bez żadnego wysiłku niósł brązowowłosą. Ani razu na nią nie spojrzał. Za to Samanta cały czas obrzucała ją nienawistnymi spojrzeniami.
Kiedy dotarli do małego budynku z ciemnego drewna, bez słowa weszli do środka. Ciemnowłosy od razu skierował się do swojego pokoju. Położył dziewczynę na łóżku i wyszedł zamykając drzwi na klucz. Poszedł do salonu i położył się na kanapie.
Dopiero kiedy napięcie trochę minęło i Samanta w spokoju mogła przyjrzeć się ukochanemu, zauważyła, że jest nienaturalnie blady. Oczy miał podkrążone, na czole widniały trzy rozcięcia, a pod okiem robił się gigantyczny siniak. Jego ubrania były brudne i w niektórych miejsca podarte. Wyglądał jak tysiąc nieszczęść.
-Mike, kochanie, idź się umyj i przebierz. - Podeszła do mężczyzny i delikatnie pogłaskała go po poranionym czole. - Potem zajmiemy się twoimi ranami. - Powiedziała z czułością.
Kiwnął głową i z trudem się podniósł.
-Dała mi niezły wycisk. - Powiedział gorzko i zniknął za drzwiami.
W tym czasie David krzątał się po kuchni i próbował zrobić coś do jedzenia. Jednak niezbyt mu się to udawało. Jego dłonie trzęsły się jak nigdy, a ciało rozsadzała wściekłość.
Oparł się plecami o zieloną ścianę pomieszczenia, po chwili osunął się po niej i usiadł na zimnych płytkach. Schował twarz w dłonią i wydał z siebie zdławiony krzyk.
-Ta cholerna bezsilność. - Jęknął i z całej uderzył pięścią w podłogę. Po chwili przez jego rękę rozszedł się ostry ból.
-Raniąc siebie nic nie zrobisz. - O framugę drzwi opierała się jego siostra. Spojrzał na nią spode łba. Zauważył, że zdążyła się przebrać z czarno-czerwonego stroju bojowego w luźny, brązowy sweter i czarne getry. Na jej twarzy gościło kilka emocji. Smutek, wściekłość, niepewność i zakłopotanie.
- Gdzie Michael? - Zapytał chrapliwym głosem.
- Poszedł się wykąpać. - Odpowiedziała, krótko i przestąpiła z nogi na nogę. - Wstawaj Dav, musimy być dla niego wsparciem. - Blondyn w odpowiedzi tylko coś mruknął. Po krótkiej chwili podniósł się i znów zajrzał do małej, białej lodówki.
- Zrobię coś do jedzenia. - Samanta tylko kiwnęła głową i wyszła z pomieszczenia.
Usiadła na kanapie w małym saloniku. Ogień w starym kominku dogasał. Zapatrzyła się w niego, a jej myśli błądziły po przeszłości.
Po kilkunastu minutach z łazienki wyszedł Michael. Mokre kosmyki włosów opadały mu na czoło. Od pasa w górę był nagi. Mian na sobie tylko czerwone dresy.
Powoli podszedł do kanapy i spojrzał na Samantę.
- Jak się czujesz? - Zapytał siadając obok niej.
- A jak myślisz? - Spojrzała na niego z irytacją, która po chwili zniknęła. - Przepraszam. - Powiedziała wzdychając. Przysunęła się do mężczyzny i oparła głowę o jego ramię. - Mam złe przeczucia. - Powiedziała z przymkniętymi powiekami.
Wokół nich roznosiła się woń smażonych jajek i ziemniaków. Ulubione jedzenie Michaela.
-Ja też. Ale taki mamy rozkaz. - Odchylił głowę i zamknął oczy.
Gorący prysznic pozwolił mu się rozluźnić. W końcu Michael zaczął trzeźwo myśleć.
- Nauczę ją walczyć. Ty nauczyć używać magii i alchemii. - Kątem oka spojrzał na szarooką. - A David będzie z nią studiował Stare Księgi. Rok szybko minie i się jej pozbędziemy. - Powiedział trochę weselszym tonem.
Samanta potaknęła skinieniem głowy i uniosła kąciki ust w uśmiechu.
-Chodźcie jeść. - Do salonu wszedł David, ubrany w zielono-niebieski fartuch.
Para wstała z kanapy i powoli ruszyła w stronę kuchni.
*Menegra, Arians, Cyktoria - Wymiary Ludzki, Demoniczny i Anielski. (dalsze wyjaśnienia w następnych rozdziałach lub u autorki.)
---
Dziękuję za dobrnięcie do końca tego rozdziału. (już ósmego! ) Mam nadzieję, że trzyma poziom.
Jednak chciałabym zapytać się czy macie wrażenie, że akcja wolno się rozkręca?
Piszcie mi w komentarzach co o tym sądzicie, co jest do poprawy i wszystkie inne Wasze sugestie!
I proszę, wytykajcie mi błędy! :)
Pozdrawiam, Aiko! :)
wtorek, 23 grudnia 2014
Tylko nie to. *Piekielne Dobro*
-Co robisz? - Zapytał David Samanty. Po tym jak Michael kazał im zostać w domu a sam wybiegł, nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Rodzeństwo zawsze musiało słuchać starszego kolegi. Wydał rozkaz jako przywódca, a oni musieli zrobić to co każe. Inaczej ponieśliby konsekwencje, czego nie chcieli. Sąd Anielski był surowy i prawie zawsze wydawał najgorszy z możliwych wyroków. Zdarzały się przypadki uniewinnienia, ale były one tak rzadkie, że większość o nich zapomniała.
- A jak myślisz? - Rudowłosa prawie krzyknęła. Sfrustrowana przerzucała broń w swoim arsenale - dużej skrzyni na zabawki, w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. - Nie dam mu walczyć samemu! - Wyciągnęła karabin snajperski. Chłopak gwałtownie wciągnął powietrze,
-Skąd to masz?! - Wyrwał broń z rąk siostry i wrzucił z powrotem do skrzyni. - Nigdzie nie idziesz. Michael chciał walczyć sam, więc uszanuj to. - Powiedział z udawanym spokojem.
Oboje byli świadomi jak silna jest Aiko i jak destrukcyjną mocą dysponuje. Wiedzieli również dlaczego ich przyjaciel chciał walczyć sam.
Trenował całe życie na ten właśnie moment.
W powietrzu wisiało napięcie i cisza, którą przerwał głośny huk. Rodzeństwo od razu wyprostowało się nasłuchując.
-Walczą.. - Ze skupieniem powiedział David. Samanta z przerażeniem w oczach wybiegła z pokoju. Dopadła frontowych drzwi i popędziła na jezdnię.
Oszołomiona widokiem opadła na kolana i zakryła dłonią usta.
Po chwili dołączył do niej brat. Na początku zdziwiony reakcją rudej, jednak kiedy spojrzał tam gdzie ona zrozumiał.
Ich oczom ukazała się walka tytanów. Wspaniałe i dopracowane ruchy Michaela, oraz silne i nie skoordynowane ciosy Aiko.
Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że pojedynek jest wyrównany, jednak kiedy bardziej się przyjrzeli zobaczyli, że ich przyjaciel opadał z sił. Za to jego przeciwniczka była w jak najlepszej formie. Oddawała szybkie i przerażająco silne ciosy, przed którymi Michael nie miał szans się bronić.
Oboje gwałtownie nabrali powietrza kiedy Aiko powaliła błękitnookiego i wylądowała na nim.
-Nie! - Wrzasnęła Samanta, podnosząc się. - Zostaw go! - Zaczęła biec w ich stronę, jednak David złapał ją za dłoń i zatrzymał. - Puszczaj! On zginie! - Jej głos łamał się a z oczu wypływały potoki łez.
Blondyn pokręcił przecząco głową i przyciągnął siostrę do siebie.
-Wiesz, że on nie chce naszej pomocy. - Lekko przycisnął głowę siostry do swojej klatki. - Nie patrz. - Szepnął i pocałował ją w czoło.
Samanta próbowała wyplątać się z uścisku brata, jednak po chwili przestała i zaczęła cicho szlochać.
David podniósł głowę i ze smutkiem spojrzał jak dziewczyna wymierza jego przyjacielowi ostatni cios.
Nagle obok rodzeństwa z błyskawiczną prędkością przeleciało coś białego i wpadło na Aiko, zrzucając ją z Michaela.
***
Powoli otworzyła oczy, które przybrały swój zwyczajny, zielony odcień. Nad nią pochylała się kobieta o śnieżno-białych włosach i niebieskich oczach. Kiedy zauważyła, że Aiko się ocknęła uśmiechnęła się z troską.
- Co ty sobie wyobrażasz malutka? - białowłosa powiedziała czule i pogładziła policzek dziewczyny. - Mogłaś go zabić i narazić się na gniew Rady - Dodała z powagą i surowym spojrzeniem.
Nic nie odpowiedziała, nie miała siły. Zawsze kiedy przejmie ją Diabelska Krew i wróci do siebie jest wyczerpana.
-Akivo. - Zdążyła wyszeptać i ponownie straciła przytomność.
Białowłosa wzięła ją na ręce i wstała. Śnieżno-białe skrzydła miała złożone na plecach, a suknia w tym samym odcieniu co jej włosy, ubrudziła się na końcach.
Anielica miała już kilka zmarszczek starości, co oznaczało, że była jedną z Przedwiecznych - wysokiej rangi Aniołów.
Spojrzała na oniemiałe rodzeństwo a potem na leżącego mężczyznę.
-Obudźcie go. - Powiedziała stanowczo.
David lekko się wzdrygnął i pobiegł do przyjaciela. Lekko poklepał go po policzkach.
Niebieskooki powoli otworzył powieki. Zamrugał kilka razy, po czym gwałtownie podniósł się do siadu.
Rozejrzał się dookoła, jego wzrok zatrzymał się na Anielicy trzymającej nieprzytomną dziewczynę.
-Moja pani. - Pochylił głowę w wyrazie szacunku.
-Wstań Michael. - Powiedziała władczo. - Postąpiłeś co najmniej bezmyślnie. Przecież wiesz jaką posiada moc! - Powietrze aż zadrżało od siły zawartej w jej głosie.
- Wybacz mi pani. - Wycedził przez zęby i zacisnął dłonie w pięści.
-Samanto, podejdź. - Akiva skinęła głową na rudowłosą która posłusznie ruszyła w jej kierunku.
- Skoro cała trójka dobrze mnie słyszy powiem wam o misji, którą w najbliższym czasie będziecie wykonywać. - Spojrzała każdemu z nich po kolei w oczy. - Waszym zadaniem będzie opieka, trenowanie i pilnowanie Aiko Hokaru, siedemnastoletniej hybrydy.
Na tę wieść Michael, David i Samanta z zaskoczeniem i niedowierzaniem popatrzyli po sobie.
- A jak myślisz? - Rudowłosa prawie krzyknęła. Sfrustrowana przerzucała broń w swoim arsenale - dużej skrzyni na zabawki, w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. - Nie dam mu walczyć samemu! - Wyciągnęła karabin snajperski. Chłopak gwałtownie wciągnął powietrze,
-Skąd to masz?! - Wyrwał broń z rąk siostry i wrzucił z powrotem do skrzyni. - Nigdzie nie idziesz. Michael chciał walczyć sam, więc uszanuj to. - Powiedział z udawanym spokojem.
Oboje byli świadomi jak silna jest Aiko i jak destrukcyjną mocą dysponuje. Wiedzieli również dlaczego ich przyjaciel chciał walczyć sam.
Trenował całe życie na ten właśnie moment.
W powietrzu wisiało napięcie i cisza, którą przerwał głośny huk. Rodzeństwo od razu wyprostowało się nasłuchując.
-Walczą.. - Ze skupieniem powiedział David. Samanta z przerażeniem w oczach wybiegła z pokoju. Dopadła frontowych drzwi i popędziła na jezdnię.
Oszołomiona widokiem opadła na kolana i zakryła dłonią usta.
Po chwili dołączył do niej brat. Na początku zdziwiony reakcją rudej, jednak kiedy spojrzał tam gdzie ona zrozumiał.
Ich oczom ukazała się walka tytanów. Wspaniałe i dopracowane ruchy Michaela, oraz silne i nie skoordynowane ciosy Aiko.
Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że pojedynek jest wyrównany, jednak kiedy bardziej się przyjrzeli zobaczyli, że ich przyjaciel opadał z sił. Za to jego przeciwniczka była w jak najlepszej formie. Oddawała szybkie i przerażająco silne ciosy, przed którymi Michael nie miał szans się bronić.
Oboje gwałtownie nabrali powietrza kiedy Aiko powaliła błękitnookiego i wylądowała na nim.
-Nie! - Wrzasnęła Samanta, podnosząc się. - Zostaw go! - Zaczęła biec w ich stronę, jednak David złapał ją za dłoń i zatrzymał. - Puszczaj! On zginie! - Jej głos łamał się a z oczu wypływały potoki łez.
Blondyn pokręcił przecząco głową i przyciągnął siostrę do siebie.
-Wiesz, że on nie chce naszej pomocy. - Lekko przycisnął głowę siostry do swojej klatki. - Nie patrz. - Szepnął i pocałował ją w czoło.
Samanta próbowała wyplątać się z uścisku brata, jednak po chwili przestała i zaczęła cicho szlochać.
David podniósł głowę i ze smutkiem spojrzał jak dziewczyna wymierza jego przyjacielowi ostatni cios.
Nagle obok rodzeństwa z błyskawiczną prędkością przeleciało coś białego i wpadło na Aiko, zrzucając ją z Michaela.
***
Powoli otworzyła oczy, które przybrały swój zwyczajny, zielony odcień. Nad nią pochylała się kobieta o śnieżno-białych włosach i niebieskich oczach. Kiedy zauważyła, że Aiko się ocknęła uśmiechnęła się z troską.
- Co ty sobie wyobrażasz malutka? - białowłosa powiedziała czule i pogładziła policzek dziewczyny. - Mogłaś go zabić i narazić się na gniew Rady - Dodała z powagą i surowym spojrzeniem.
Nic nie odpowiedziała, nie miała siły. Zawsze kiedy przejmie ją Diabelska Krew i wróci do siebie jest wyczerpana.
-Akivo. - Zdążyła wyszeptać i ponownie straciła przytomność.
Białowłosa wzięła ją na ręce i wstała. Śnieżno-białe skrzydła miała złożone na plecach, a suknia w tym samym odcieniu co jej włosy, ubrudziła się na końcach.
Anielica miała już kilka zmarszczek starości, co oznaczało, że była jedną z Przedwiecznych - wysokiej rangi Aniołów.
Spojrzała na oniemiałe rodzeństwo a potem na leżącego mężczyznę.
-Obudźcie go. - Powiedziała stanowczo.
David lekko się wzdrygnął i pobiegł do przyjaciela. Lekko poklepał go po policzkach.
Niebieskooki powoli otworzył powieki. Zamrugał kilka razy, po czym gwałtownie podniósł się do siadu.
Rozejrzał się dookoła, jego wzrok zatrzymał się na Anielicy trzymającej nieprzytomną dziewczynę.
-Moja pani. - Pochylił głowę w wyrazie szacunku.
-Wstań Michael. - Powiedziała władczo. - Postąpiłeś co najmniej bezmyślnie. Przecież wiesz jaką posiada moc! - Powietrze aż zadrżało od siły zawartej w jej głosie.
- Wybacz mi pani. - Wycedził przez zęby i zacisnął dłonie w pięści.
-Samanto, podejdź. - Akiva skinęła głową na rudowłosą która posłusznie ruszyła w jej kierunku.
- Skoro cała trójka dobrze mnie słyszy powiem wam o misji, którą w najbliższym czasie będziecie wykonywać. - Spojrzała każdemu z nich po kolei w oczy. - Waszym zadaniem będzie opieka, trenowanie i pilnowanie Aiko Hokaru, siedemnastoletniej hybrydy.
Na tę wieść Michael, David i Samanta z zaskoczeniem i niedowierzaniem popatrzyli po sobie.
niedziela, 21 grudnia 2014
Niesamowita siła. *Piekielne Dobro*
Michael zawsze był spokojny i opanowany. Rzadko kiedy podnosił głos lub niepotrzebnie się emocjonował. Był zupełną odwrotnością Davida. Właśnie dlatego tak dobrze do siebie pasowali.
Jednak tego dnia nie potrafił się opanować. Dziewczyna, którą razem z przyjaciółmi zabrał z Motelu Wilków, sprawiała, że nie był sobą.
W głowie wył mu alarm, to oczywiste, że jej nie pokona. Jej moc dało się wyczuć z kilkudziesięciu metrów. Jednak jedno wiedział - ona nie znała swoich możliwości. Nie zdawała sobie sprawy jak niebezpieczną moc posiadała. To była jego szansa.
Z pasa na broń wyciągnął dwa sztylety. W oczach miał rządzę walki, każdy mięsień napięty i gotowy do boju. Tyle lat przygotowywał się własnie na taką bitwę. Biegiem ruszył na dziewczynę.
Nagle w jej ciele coś się zmieniło. Skóra zbladła, a oczy zaczęły jarzyć się w złotym odcieniu. Wzięła głęboki oddech, a wokół niej zaczęły fruwać blado-zielone ogniki.
Ten widok jeszcze bardziej zagrzał Michaela do walki. Dobiegł do Aiko i zamachnął się bronią, celując w jej ramię. Błyskawiczny cios, był pewny, że oberwie. Jednak w ostatniej chwili uchyliła się i, o centymetr, ominęła ostrze. Prawą nogą kopnęła go z ogromną siła w brzuch. Chłopak wciągnął gwałtownie powietrze, krztusząc się. Błyskawicznie od niej odskoczył, unikając kolejnego ciosu.
Spojrzał w oczy dziewczynie, w tamtym momencie zdał sobie sprawę, że to nie ta sama Aiko, którą widział jeszcze kilka minut temu.
Jednak tego dnia nie potrafił się opanować. Dziewczyna, którą razem z przyjaciółmi zabrał z Motelu Wilków, sprawiała, że nie był sobą.
W głowie wył mu alarm, to oczywiste, że jej nie pokona. Jej moc dało się wyczuć z kilkudziesięciu metrów. Jednak jedno wiedział - ona nie znała swoich możliwości. Nie zdawała sobie sprawy jak niebezpieczną moc posiadała. To była jego szansa.
Z pasa na broń wyciągnął dwa sztylety. W oczach miał rządzę walki, każdy mięsień napięty i gotowy do boju. Tyle lat przygotowywał się własnie na taką bitwę. Biegiem ruszył na dziewczynę.
Nagle w jej ciele coś się zmieniło. Skóra zbladła, a oczy zaczęły jarzyć się w złotym odcieniu. Wzięła głęboki oddech, a wokół niej zaczęły fruwać blado-zielone ogniki.
Ten widok jeszcze bardziej zagrzał Michaela do walki. Dobiegł do Aiko i zamachnął się bronią, celując w jej ramię. Błyskawiczny cios, był pewny, że oberwie. Jednak w ostatniej chwili uchyliła się i, o centymetr, ominęła ostrze. Prawą nogą kopnęła go z ogromną siła w brzuch. Chłopak wciągnął gwałtownie powietrze, krztusząc się. Błyskawicznie od niej odskoczył, unikając kolejnego ciosu.
Spojrzał w oczy dziewczynie, w tamtym momencie zdał sobie sprawę, że to nie ta sama Aiko, którą widział jeszcze kilka minut temu.
***
Każda komórka jej ciała pragnęła walki. Oczy płonęły złotem. Nie można było odróżnić białek od tęczówek i źrenic. Wokół niej fruwał zielony ogień - dusze zmarłych Wilkołaków, które zdecydowały się ją chronić.
Jej skóra stała się lodowata, ciało przejęła Demoniczna natura. Oddychała płytko i szybko, jej ruchy były błyskawiczne a ciosy niedorzecznie silne.
Michael ciął wokół niej sztyletami, jednak dziewczyna z łatwością unikała jego ciosów. Wyłapywała każdą chwile kiedy się odsłonił, powalając go. Jednak ten się nie poddawał. W jego oczach widać było obłęd.
-Tylko na tyle cie stać?! - Wykrzyknął kiedy w końcu udało mu się przeciąć skórę na ramieniu dziewczyny. - Pokaż mi swoją moc! - Jego ruchy były płynne i wyćwiczone. Za to Aiko walczyła nieudolnie, jednak siła dawała jej przewagę.
Widząc krew spływającą po jej ramieniu wrzasnęła i, z jeszcze większą wściekłością, rzuciła się na przeciwnika, uderzając i kopiąc na oślep. Ostatni cios trafił go prosto w klatkę. Zatoczył się do tyłu i upadł. W tym momencie Aiko wychwyciła szanse na zwycięstwo. Wciągnęła głęboko powietrze, a ogień wokół niej zaczął wirować. Wybiła się nad chłopaka i wylądowała na nim, uderzając go z jeszcze większą siłą.
Widząc krew spływającą po jej ramieniu wrzasnęła i, z jeszcze większą wściekłością, rzuciła się na przeciwnika, uderzając i kopiąc na oślep. Ostatni cios trafił go prosto w klatkę. Zatoczył się do tyłu i upadł. W tym momencie Aiko wychwyciła szanse na zwycięstwo. Wciągnęła głęboko powietrze, a ogień wokół niej zaczął wirować. Wybiła się nad chłopaka i wylądowała na nim, uderzając go z jeszcze większą siłą.
Michael zakaszlał i z trudem wziął oddech. Próbował zrzucić dziewczynę z siebie, ale na próżno.
Wpatrywała się w niego złotymi oczami,w których widać było zwierzęcą furię.
-To twój koniec. - Wyszeptała z przerażającym uśmiechem i zamachnęła się by oddać ostatni atak.
Jej pięść leciała wprost na nos chłopaka.
W ostatniej chwili ktoś z impetem wleciał w Aiko zrzucając ją z ledwo oddychającego mężczyzny.
Michael zobaczył tylko ogromne białe skrzydła i w tym samym, czystym kolorze włosy, chwilę po tym stracił przytomność.
---
Ten rozdział jest wyjątkowo krótki, wiem. ;_; Ale jakoś ciężko mi dalej pisać. A nie chce się zmuszać, ponieważ wtedy wyjdzie mi coś strasznego. ;_; A liczy się jakość, nie ilość. :)
Dziękuję za przeczytanie i proszę o komentarz :)
Wpatrywała się w niego złotymi oczami,w których widać było zwierzęcą furię.
-To twój koniec. - Wyszeptała z przerażającym uśmiechem i zamachnęła się by oddać ostatni atak.
Jej pięść leciała wprost na nos chłopaka.
W ostatniej chwili ktoś z impetem wleciał w Aiko zrzucając ją z ledwo oddychającego mężczyzny.
Michael zobaczył tylko ogromne białe skrzydła i w tym samym, czystym kolorze włosy, chwilę po tym stracił przytomność.
---
Ten rozdział jest wyjątkowo krótki, wiem. ;_; Ale jakoś ciężko mi dalej pisać. A nie chce się zmuszać, ponieważ wtedy wyjdzie mi coś strasznego. ;_; A liczy się jakość, nie ilość. :)
Dziękuję za przeczytanie i proszę o komentarz :)
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Maska opanowania. *Piekielne Dobro*
Aiko siedziała niespokojnie na kanapie. Naprzeciwko niej usiadł mężczyzna, Michael. Za nią stała dziewczyna z chłopakiem, którzy kilka minut temu weszli do pokoju.
Teraz cała trójka przyglądała się jej z uwagą, zaciekawieniem i nutą strachu.
Odchrząknęła.
-Czego ode mnie chcecie? - Powiedziała mocnym tonem. W duchu podziękowała sobie, że chociaż głos ma pewny siebie.
-Mamy do ciebie kilka pytań. - Odezwał się niebieskooki. - Ale najpierw powiedz jak się nazywasz. - Jego głos był spokojny i miękki, jakby rozmawiał ze starą znajomą.
-Aiko Hokaru. - Dziewczyna spojrzała mu w oczy. - A wy? kim jesteście? Dlaczego mnie tu zabraliście? - Obejrzała się przez ramię i wzrokiem pełnym zdenerwowania popatrzyła na stojące za nią Anioły.
- Niech cie to nie obchodzi! - Rudowłosa zrobiła krok w stronę przesłuchiwanej, w dłoni trzymała średniej wielkości sztylet, z wygrawerowanymi inicjałami na ostrzu "S.S". W jej oczach było widać złość.
-Sam, uspokój się. - Blondyn stojący przy dziewczynie złapał ją za dłoń. - Niech Michael mówi. - Przyciągnął ją do siebie i objął ramieniem.
-Przepraszam. Nazywam się Michael Chang. - Wciąż uśmiechał się do brunetki.
Dziewczyna jednak nie dała się zwieść, nie raz spotykała się z wymuszoną uprzejmością. Siedziała sztywno, przygotowana na każdą ewentualność.
-A za tobą stoją David Bluebird i Samanta Skyking.-Poprawił się na fotelu. - Co robiłaś w tym motelu?
Aiko zawahała się z odpowiedzią. Nie wiedziała czy ma skłamać czy powiedzieć prawdę. Co jej zaszkodzi, a co przyniesie korzyść? Nie znała odpowiedzi na to pytanie, więc milczała. Czuła na sobie wyczekujące spojrzenia trzech par oczu, co przyprawiało ją o jeszcze większe zdenerwowanie. Zacisnęła dłonie na kolanach i głęboko odetchnęła, cisza stała się przytłaczająca.
-Chciałam spędzić tam noc. - Rzuciła mu spojrzenie pełne determinacji, które oznaczało, że już nic więcej nie powie.
-No jasne, akurat w motelu Wilkołaków?! - Samanta wyszarpnęła się z uścisku brata i podbiegła do Aiko, złapała ją za przód bluzy i z niebywałą siłą podniosła, w jej oczach płonęła wściekłość - Nie wciskaj nam takich bajeczek! - Mężczyźni nie zdążyli w żaden sposób zareagować, brązowowłosa odepchnęła od siebie rudą, która z impetem uderzyła plecami o ścianę.
Szmaragdowe oczy Aiko zaczęły przebarwiać się na złoto, co zauważył David. Gwałtownie wciągnął powietrze.
-Mieszaniec. - Rzucił z obrzydzeniem blondyn, na co Aiko zareagowała wzdrygnięciem. Zrobiła krok w jego stronę.
-Co powiedziałeś?! - Zaczęła drżeć z wściekłości. Tak nazywali ją na przesłuchaniach, lub kiedy zakuta w kajdany szła ulicami miast. Była obrzucana nienawistnymi spojrzeniami pełnymi odrazy.
David cofnął się o kilka kroków. W powietrzu dało się wyczuć jak wielką i destrukcyjną moc posiada nastolatka.
Cała trójka znieruchomiała w oczekiwaniu na to co zrobi wściekła dziewczyna.
-Aiko, proszę uspokój się, on nie miał niczego złego na myśli. - Michael jako pierwszy się odezwał, wyciągnął przed siebie dłonie, nakazując jej opanować emocje, za wszelka cenę starał się uniknąć niepotrzebnej walki.
Nie odezwała się. Zamknęła oczy i wzięła kilka głębokich oddechów. Rozkazała sobie się uspokoić. Tyle lat ukrywała się, nie używała mocy, uciekała, byle tylko nie wzbudzać podejrzeń. A teraz stała otoczona trojgiem Aniołów. "Gorzej już chyba być nie może" odezwał się głos w jej głowie.
Otworzyła oczy, które znów miały odcień młodych liści.
- Jestem spokojna. - Powiedziała z powagą. - A teraz mnie wypuśćcie. -Powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. Mimo tego, że czuła się słaba, mała i bezbronna potrafiła stwarzać wrażenie silnej i władczej. To jedyna przydatna umiejętność, której nauczył ją Tomoe.
Nie czekając na odpowiedź obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę drzwi przez, które weszli David i Samanta.
Nagle poczuła na swoim nadgarstku mocny uścisk.
-Wybacz, ale nie możemy cie wypuścić. - Michael uśmiechnął się sztucznie i pociągnął Aiko z powrotem. - Jeżeli odpowiesz nam na pytania wtedy będziesz mogła odejść.
Wyczuła kłamstwo. To oczywiste, że po dowiedzeniu się prawdy nie wypuszczą jej. Wyrwała rękę z uścisku mężczyzny. Prychnęła.
- Chyba sobie żartujesz. Nie ma mowy, że tu zostanę, a tym bardziej nie będę opowiadać wam o swoim życiu.
Nie chodziło o to, że się ich boi. Wiedziała, że Anioły zanim wykonają jakikolwiek ruch muszą zgłosić całą zaistniałą sytuację do centrali, więc na razie była pewna, że jej nie zabiją. Jednak nie mogła tam zostać. Wilkołaki zostały zaatakowane przez Tomoe, przynajmniej jeden z nich został zabity. Nie potrafiła siedzieć bezczynnie, kiedy jej "rodzina" była w niebezpieczeństwie.
Ostatni raz rzuciła spojrzeniem na Samantę, David i Michaela, po czym z nadzwyczajna szybkością ruszyła do drzwi.
Była pewna, że żadne z nich jej nie dogoni, jeszcze nigdy nie spotkała istoty, która dorównałaby jej prędkością.
W ułamku sekundy dobiegła do drzwi, przez które wypadła przed dom. Przy budynku nie znajdowała się żadna lampa. Minęła krótka chwila zanim oczy dziewczyny zdążyły przyzwyczaić się do ciemności. Jednak ta nie zwracała na to uwagi, że nic nie widzi. Najważniejsze w tym momencie było to, żeby biec. Nie zatrzymywać się. Pędzić przed siebie. Jak najdalej.
Zawsze to robiła. Biegła. Uciekała. Nigdy nie walczyła.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że nie wie gdzie jest. Spojrzała za siebie.
-Nie gonią mnie. - Mruknęła i zwolniła.
Rozejrzała się po pustej ulicy. Po jej jednej stronie rósł mały, dębowy las, a po drugiej znajdowały się działki z małymi, drewnianymi domkami.
Znów zaczęła biec, przez kompletnie nieznaną jej okolicę. Usłyszała za sobą pisk opon. Spojrzała przez ramię, auto wyjechało spod domu porywaczy. Nastolatka przeklęła pod nosem.
Dobiegła do zakrętu, przed nią ukazała się znana jej ulica. Niemożliwe, że była tak blisko motelu, uśmiechnęła się triumfalnie, pędząc przed siebie.
Niestety nie była szybsza od samochodu, w ciągu krótkiej chwili auto dogoniło ją, po czym wyprzedziło. Kierowca zatrzymał się kilka metrów przed dziewczyną, drzwi otworzyły się i wyszedł Michael.
-Mówiłem, że cie nie wypuścimy. - Powiedział z uśmiechem wyższości. - Znajdę cie nawet na końcu świata.
Na dźwięk dobrze znanych słów, Aiko wciągnęła powietrze ze świstem. To zdanie zawsze powtarzał Tomoe. Zdanie pełne szaleństwa. Zdanie, którego dziewczyna nienawidziła najbardziej na świecie.
-Walcz! - Rzuciła bez zastanowienia. - Jeżeli wygram, puścisz mnie wolno, jak przegram odpowiem wam na wszystkie pytania. - Miała nadzieję, że niebieskooki da się podpuścić.
Uśmiechnął się z kpiną. Z pasa na broń wyciągnął dwa noże.
-Cha! Przyjmuję wyzwanie. - Roześmiał się i ruszył na dziewczynę.
Na dzisiaj to tyle :)
Dziękuję za przeczytanie tego rozdziału! Proszę zostaw po sobie komentarz z uwagami, opinią i propozycjami! :)
Teraz cała trójka przyglądała się jej z uwagą, zaciekawieniem i nutą strachu.
Odchrząknęła.
-Czego ode mnie chcecie? - Powiedziała mocnym tonem. W duchu podziękowała sobie, że chociaż głos ma pewny siebie.
-Mamy do ciebie kilka pytań. - Odezwał się niebieskooki. - Ale najpierw powiedz jak się nazywasz. - Jego głos był spokojny i miękki, jakby rozmawiał ze starą znajomą.
-Aiko Hokaru. - Dziewczyna spojrzała mu w oczy. - A wy? kim jesteście? Dlaczego mnie tu zabraliście? - Obejrzała się przez ramię i wzrokiem pełnym zdenerwowania popatrzyła na stojące za nią Anioły.
- Niech cie to nie obchodzi! - Rudowłosa zrobiła krok w stronę przesłuchiwanej, w dłoni trzymała średniej wielkości sztylet, z wygrawerowanymi inicjałami na ostrzu "S.S". W jej oczach było widać złość.
-Sam, uspokój się. - Blondyn stojący przy dziewczynie złapał ją za dłoń. - Niech Michael mówi. - Przyciągnął ją do siebie i objął ramieniem.
-Przepraszam. Nazywam się Michael Chang. - Wciąż uśmiechał się do brunetki.
Dziewczyna jednak nie dała się zwieść, nie raz spotykała się z wymuszoną uprzejmością. Siedziała sztywno, przygotowana na każdą ewentualność.
-A za tobą stoją David Bluebird i Samanta Skyking.-Poprawił się na fotelu. - Co robiłaś w tym motelu?
Aiko zawahała się z odpowiedzią. Nie wiedziała czy ma skłamać czy powiedzieć prawdę. Co jej zaszkodzi, a co przyniesie korzyść? Nie znała odpowiedzi na to pytanie, więc milczała. Czuła na sobie wyczekujące spojrzenia trzech par oczu, co przyprawiało ją o jeszcze większe zdenerwowanie. Zacisnęła dłonie na kolanach i głęboko odetchnęła, cisza stała się przytłaczająca.
-Chciałam spędzić tam noc. - Rzuciła mu spojrzenie pełne determinacji, które oznaczało, że już nic więcej nie powie.
-No jasne, akurat w motelu Wilkołaków?! - Samanta wyszarpnęła się z uścisku brata i podbiegła do Aiko, złapała ją za przód bluzy i z niebywałą siłą podniosła, w jej oczach płonęła wściekłość - Nie wciskaj nam takich bajeczek! - Mężczyźni nie zdążyli w żaden sposób zareagować, brązowowłosa odepchnęła od siebie rudą, która z impetem uderzyła plecami o ścianę.
Szmaragdowe oczy Aiko zaczęły przebarwiać się na złoto, co zauważył David. Gwałtownie wciągnął powietrze.
-Mieszaniec. - Rzucił z obrzydzeniem blondyn, na co Aiko zareagowała wzdrygnięciem. Zrobiła krok w jego stronę.
-Co powiedziałeś?! - Zaczęła drżeć z wściekłości. Tak nazywali ją na przesłuchaniach, lub kiedy zakuta w kajdany szła ulicami miast. Była obrzucana nienawistnymi spojrzeniami pełnymi odrazy.
David cofnął się o kilka kroków. W powietrzu dało się wyczuć jak wielką i destrukcyjną moc posiada nastolatka.
Cała trójka znieruchomiała w oczekiwaniu na to co zrobi wściekła dziewczyna.
-Aiko, proszę uspokój się, on nie miał niczego złego na myśli. - Michael jako pierwszy się odezwał, wyciągnął przed siebie dłonie, nakazując jej opanować emocje, za wszelka cenę starał się uniknąć niepotrzebnej walki.
Nie odezwała się. Zamknęła oczy i wzięła kilka głębokich oddechów. Rozkazała sobie się uspokoić. Tyle lat ukrywała się, nie używała mocy, uciekała, byle tylko nie wzbudzać podejrzeń. A teraz stała otoczona trojgiem Aniołów. "Gorzej już chyba być nie może" odezwał się głos w jej głowie.
Otworzyła oczy, które znów miały odcień młodych liści.
- Jestem spokojna. - Powiedziała z powagą. - A teraz mnie wypuśćcie. -Powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. Mimo tego, że czuła się słaba, mała i bezbronna potrafiła stwarzać wrażenie silnej i władczej. To jedyna przydatna umiejętność, której nauczył ją Tomoe.
Nie czekając na odpowiedź obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę drzwi przez, które weszli David i Samanta.
Nagle poczuła na swoim nadgarstku mocny uścisk.
-Wybacz, ale nie możemy cie wypuścić. - Michael uśmiechnął się sztucznie i pociągnął Aiko z powrotem. - Jeżeli odpowiesz nam na pytania wtedy będziesz mogła odejść.
Wyczuła kłamstwo. To oczywiste, że po dowiedzeniu się prawdy nie wypuszczą jej. Wyrwała rękę z uścisku mężczyzny. Prychnęła.
- Chyba sobie żartujesz. Nie ma mowy, że tu zostanę, a tym bardziej nie będę opowiadać wam o swoim życiu.
Nie chodziło o to, że się ich boi. Wiedziała, że Anioły zanim wykonają jakikolwiek ruch muszą zgłosić całą zaistniałą sytuację do centrali, więc na razie była pewna, że jej nie zabiją. Jednak nie mogła tam zostać. Wilkołaki zostały zaatakowane przez Tomoe, przynajmniej jeden z nich został zabity. Nie potrafiła siedzieć bezczynnie, kiedy jej "rodzina" była w niebezpieczeństwie.
Ostatni raz rzuciła spojrzeniem na Samantę, David i Michaela, po czym z nadzwyczajna szybkością ruszyła do drzwi.
Była pewna, że żadne z nich jej nie dogoni, jeszcze nigdy nie spotkała istoty, która dorównałaby jej prędkością.
W ułamku sekundy dobiegła do drzwi, przez które wypadła przed dom. Przy budynku nie znajdowała się żadna lampa. Minęła krótka chwila zanim oczy dziewczyny zdążyły przyzwyczaić się do ciemności. Jednak ta nie zwracała na to uwagi, że nic nie widzi. Najważniejsze w tym momencie było to, żeby biec. Nie zatrzymywać się. Pędzić przed siebie. Jak najdalej.
Zawsze to robiła. Biegła. Uciekała. Nigdy nie walczyła.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że nie wie gdzie jest. Spojrzała za siebie.
-Nie gonią mnie. - Mruknęła i zwolniła.
Rozejrzała się po pustej ulicy. Po jej jednej stronie rósł mały, dębowy las, a po drugiej znajdowały się działki z małymi, drewnianymi domkami.
Znów zaczęła biec, przez kompletnie nieznaną jej okolicę. Usłyszała za sobą pisk opon. Spojrzała przez ramię, auto wyjechało spod domu porywaczy. Nastolatka przeklęła pod nosem.
Dobiegła do zakrętu, przed nią ukazała się znana jej ulica. Niemożliwe, że była tak blisko motelu, uśmiechnęła się triumfalnie, pędząc przed siebie.
Niestety nie była szybsza od samochodu, w ciągu krótkiej chwili auto dogoniło ją, po czym wyprzedziło. Kierowca zatrzymał się kilka metrów przed dziewczyną, drzwi otworzyły się i wyszedł Michael.
-Mówiłem, że cie nie wypuścimy. - Powiedział z uśmiechem wyższości. - Znajdę cie nawet na końcu świata.
Na dźwięk dobrze znanych słów, Aiko wciągnęła powietrze ze świstem. To zdanie zawsze powtarzał Tomoe. Zdanie pełne szaleństwa. Zdanie, którego dziewczyna nienawidziła najbardziej na świecie.
-Walcz! - Rzuciła bez zastanowienia. - Jeżeli wygram, puścisz mnie wolno, jak przegram odpowiem wam na wszystkie pytania. - Miała nadzieję, że niebieskooki da się podpuścić.
Uśmiechnął się z kpiną. Z pasa na broń wyciągnął dwa noże.
-Cha! Przyjmuję wyzwanie. - Roześmiał się i ruszył na dziewczynę.
Na dzisiaj to tyle :)
Dziękuję za przeczytanie tego rozdziału! Proszę zostaw po sobie komentarz z uwagami, opinią i propozycjami! :)
niedziela, 14 grudnia 2014
Pierwsze spotkanie. *Piekielne Dobro*
Dobra Dusza w końcu zniknęła, a to znaczy, że Aiko coś się stało. Tomoe spróbował się podnieść, przyszło mu to z ogromnym trudem, Wilk pochłaniał jego energię jak gąbka, do tego ranił go swoim dotykiem. Mężczyzna wstał chwiejnie i oparł się dłonią o ścianę. Zawroty głowy i okropny ból w klatce stały się jeszcze silniejsze.
-Cholera, - Syknął. Nie może tu zostać, musi iść do Aiko, jego ukochana może być w niebezpieczeństwie. Zrobił pierwszy krok i zgiął się pod wpływem nasilającego się bólu. Zaczął ciężko oddychać i kaszleć.
Nagle poczuł mrowienie na skórze. Ze świstem wciągnął powietrze. Tego mu brakowało, Anioły. Te cholerne istoty zawsze przychodzą kiedy są najmniej potrzebne.
Tomoe oparł się bokiem o ścianę i zaczął zastanawiać. "Co robić, co robić...?" Jeżeli tam pójdzie zostanie zabity, ale nie może zostawić Aiko na pastwę tych potworów. Zabiorą mu ją, będą chcieli by z nimi żyła.
W jego oczach zapłonęła furia. "Nikt nie ma prawa jej dotknąć! Jest moja!". Zrobił kolejny krok. Wściekłość zaślepiła kolejne fale bólu, dzięki czemu poruszał się z większym komfortem.
Był coraz bliżej guzika otwierającego windę. Jeszcze kilka kroków, kawałek.
Przed nim pojawił się młody chłopak, o srebrnych, równo ściętych włosach.
-Panie, nie możesz tam iść. Rada cie wzywa. - Powiedział oficjalnym tonem i podszedł do mężczyzny by go podeprzeć.
-Nigdzie nie idę! - Tomoe uderzył srebrnowłosego z otwartej dłoni w policzek. Z obłędem w oczach wpatrywał się w zamknięte drzwi windy. - Idę po nią, nie powstrzymasz mnie Zatanie.
Chłopiec nie wyglądał na oszołomionego zachowaniem swojego przełożonego. Chwycił go za ramię i mocno ścisnął.
-Strażnicy zostali wezwani do tego motelu. Narobił pan za dużo hałasu, rada jest niezadowolona. Musimy iść.
Demon znów spróbował wyszarpnąć się z uścisku Zatana, jednak ten miał nadzwyczajną siłę. Chłopak wyciągnął z kieszeni czerwono-granatowy, okrągły kryształ. Ścisnął go w dłoni, kamień zamigotał. W mgnieniu oka Demony przeniosły się do swojego wymiaru.
***
Michael uklęknął przy nieprzytomnej dziewczynie. Sięgnął dłonią do jej nadgarstka. Zaskoczyło go to, że jej skóra okazała się zimna. Zbyt zimna jak na człowieka. Pod palcami wyczuł równy rytm jej pulsu.
-Żyje. - Spojrzał na swoich towarzyszy. - Musimy ją stąd zabrać. - Powiedział stanowczo.
-Nie! Nie czujesz tego?! Zabijmy ją! - Samanta z przerażeniem i obrzydzeniem patrzyła na nieprzytomną. - Nie jest człowiekiem, nie jest Demon, Aniołem ani Wilkołakiem! Więc czym.. - Poczuła dłoń Davida na swoim ramieniu, odwróciła głowę w jego stronę i spojrzała bratu w oczy.
-Michael ma racje. Możemy się tylko domyślać czym jest. Poczekamy aż odzyska przytomność i każemy jej mówić. - Powiedział ze spokojem w głosie, ale w oczach było widać napięcie. Tak samo jak siostra, bał się tego, czym okaże się dziewczyna.
Michael włożył jedną rękę pod kark nieprzytomnej a drugą pod kolana, po czym wstał trzymając nieznajomą i obrócił w stronę rodzeństwa.
-Zawiozę ją do domu, a wy tu posprzątajcie. - Nie czekał na ich reakcje, w czasie misji to on dowodził. Nikt nie mógł mu się sprzeciwić.
Skierował się do drzwi. Pod butami mężczyzny skrzypiały odłamki stłuczonych okien. Nogą otworzył drzwi motelu i wyszedł.
Świat spowijał się w ciemność nocy, lampy uliczne słabo oświetlały jezdnie. Niebo było bezchmurne i obsypane milionem gwiazd. Michael spojrzał w górę i głęboko odetchnął. Zmęczenie powoli brało nad nim górę.
Poczuł, że dziewczyna na jego rękach się poruszyła. Skierował na nią swoje ciemno-niebieskie oczy. Pierwszy raz przyjrzał się jej twarzy. Delikatne rysy twarzy, pełne usta, zgrabny nos. To wszystko sprawiało, że była piękna. Wzruszył ramionami i spojrzał przed siebie.
Doszedł do auta, z trudem otworzył tylne drzwi. Położył ją na siedzeniu i zamknął drzwi. Poszedł usiąść na miejscu kierowcy. Przez chwilę nieruchomo wpatrywał się w ciemność przed sobą.
Potrząsnął głową by odgonić niepotrzebne myśli. Przekręcił kluczyk w stacyjce, auto zacharczało i ruszyło.
Po kilku minutach znaleźli się przed domem Strażników. Michael wysiadł z auta, podbiegł do frontowych drzwi i je otworzył, po czym wrócił do samochodu by zabrać dziewczynę. Wziął ją na ręce i wszedł do budynku, po czym zatrzasnął nogą drzwi.
Położył dziewczynę na kanapie w salonie, a sam usiadł w fotelu naprzeciwko. Oparł się łokciami na kolanach i złożył dłonie. Zlustrował całe ciało dziewczyny.
Po kilku minutach odchylił się na fotelu i zasnął.
***
Gwałtownie zaczerpnęła powietrza i otworzyła szeroko oczy. Przez chwilę przypominała sobie dlaczego spała i co się wydarzyło.
Przypomniawszy sobie wszystko sprzed ostatnich kilku godzin podniosła się i rozejrzała wokół.
Leżała na dużej, brązowo-kremowej kanapie, w małym salonie. Ściany pokoju pomalowane były na jasny brąz. Stare, dębowe meble dodawały pomieszczeniu tajemniczości. W północnej i zachodniej ścianie znajdowały się duże okna, na ich parapetach leżały niepoukładane stare księgi.
Dopiero po chwili Aiko zauważyła mężczyznę śpiącego w fotelu. Brązowe włosy w nieładzie opadały na czoło. Oddychał równo i spokojnie. Dziewczyna przyglądała mu się przez chwilę.
Usłyszała trzask drzwi i dźwięk kroków.
-Zostawił nam sprzątanie a sam zwinął się z nieprzytomna laską. Skubany. - Powiedział żeński głos.
Aiko zeskoczyła z kanapy i bezszelestnie stanęła przodem do wejścia do pokoju, przygotowana na ewentualną konfrontację.
-Sam, to nie czas na ża.. - Do pokoju wszedł wysoki i dobrze zbudowany chłopak, oraz niższa od niego o półtorej głowy, ruda dziewczyna. Oboje patrzeli na Aiko z mieszaniną zdziwienia i strachu.
-Michael! - Krzyknęła rudowłosa. Mężczyzna śpiący na fotelu poderwał się jak oparzony i zdezorientowany popatrzył na całą sytuację.
-Zasnąłem. - Podrapał się po głowie i ziewnął, jego wzrok spoczął na zielonookiej. - Dobrze, że się obudziłaś. - Obdarzył ją przyjaznym uśmiechem i wskazał kanapę przed sobą. - Porozmawiajmy.
Pozostała dwójka została w bezpiecznej odległości.
Jeżeli przeczytałeś/aś zostaw komentarz, to naprawdę pomaga :)
Jeżeli masz jakieś uwago to wal śmiało :)
-Cholera, - Syknął. Nie może tu zostać, musi iść do Aiko, jego ukochana może być w niebezpieczeństwie. Zrobił pierwszy krok i zgiął się pod wpływem nasilającego się bólu. Zaczął ciężko oddychać i kaszleć.
Nagle poczuł mrowienie na skórze. Ze świstem wciągnął powietrze. Tego mu brakowało, Anioły. Te cholerne istoty zawsze przychodzą kiedy są najmniej potrzebne.
Tomoe oparł się bokiem o ścianę i zaczął zastanawiać. "Co robić, co robić...?" Jeżeli tam pójdzie zostanie zabity, ale nie może zostawić Aiko na pastwę tych potworów. Zabiorą mu ją, będą chcieli by z nimi żyła.
W jego oczach zapłonęła furia. "Nikt nie ma prawa jej dotknąć! Jest moja!". Zrobił kolejny krok. Wściekłość zaślepiła kolejne fale bólu, dzięki czemu poruszał się z większym komfortem.
Był coraz bliżej guzika otwierającego windę. Jeszcze kilka kroków, kawałek.
Przed nim pojawił się młody chłopak, o srebrnych, równo ściętych włosach.
-Panie, nie możesz tam iść. Rada cie wzywa. - Powiedział oficjalnym tonem i podszedł do mężczyzny by go podeprzeć.
-Nigdzie nie idę! - Tomoe uderzył srebrnowłosego z otwartej dłoni w policzek. Z obłędem w oczach wpatrywał się w zamknięte drzwi windy. - Idę po nią, nie powstrzymasz mnie Zatanie.
Chłopiec nie wyglądał na oszołomionego zachowaniem swojego przełożonego. Chwycił go za ramię i mocno ścisnął.
-Strażnicy zostali wezwani do tego motelu. Narobił pan za dużo hałasu, rada jest niezadowolona. Musimy iść.
Demon znów spróbował wyszarpnąć się z uścisku Zatana, jednak ten miał nadzwyczajną siłę. Chłopak wyciągnął z kieszeni czerwono-granatowy, okrągły kryształ. Ścisnął go w dłoni, kamień zamigotał. W mgnieniu oka Demony przeniosły się do swojego wymiaru.
***
Michael uklęknął przy nieprzytomnej dziewczynie. Sięgnął dłonią do jej nadgarstka. Zaskoczyło go to, że jej skóra okazała się zimna. Zbyt zimna jak na człowieka. Pod palcami wyczuł równy rytm jej pulsu.
-Żyje. - Spojrzał na swoich towarzyszy. - Musimy ją stąd zabrać. - Powiedział stanowczo.
-Nie! Nie czujesz tego?! Zabijmy ją! - Samanta z przerażeniem i obrzydzeniem patrzyła na nieprzytomną. - Nie jest człowiekiem, nie jest Demon, Aniołem ani Wilkołakiem! Więc czym.. - Poczuła dłoń Davida na swoim ramieniu, odwróciła głowę w jego stronę i spojrzała bratu w oczy.
-Michael ma racje. Możemy się tylko domyślać czym jest. Poczekamy aż odzyska przytomność i każemy jej mówić. - Powiedział ze spokojem w głosie, ale w oczach było widać napięcie. Tak samo jak siostra, bał się tego, czym okaże się dziewczyna.
Michael włożył jedną rękę pod kark nieprzytomnej a drugą pod kolana, po czym wstał trzymając nieznajomą i obrócił w stronę rodzeństwa.
-Zawiozę ją do domu, a wy tu posprzątajcie. - Nie czekał na ich reakcje, w czasie misji to on dowodził. Nikt nie mógł mu się sprzeciwić.
Skierował się do drzwi. Pod butami mężczyzny skrzypiały odłamki stłuczonych okien. Nogą otworzył drzwi motelu i wyszedł.
Świat spowijał się w ciemność nocy, lampy uliczne słabo oświetlały jezdnie. Niebo było bezchmurne i obsypane milionem gwiazd. Michael spojrzał w górę i głęboko odetchnął. Zmęczenie powoli brało nad nim górę.
Poczuł, że dziewczyna na jego rękach się poruszyła. Skierował na nią swoje ciemno-niebieskie oczy. Pierwszy raz przyjrzał się jej twarzy. Delikatne rysy twarzy, pełne usta, zgrabny nos. To wszystko sprawiało, że była piękna. Wzruszył ramionami i spojrzał przed siebie.
Doszedł do auta, z trudem otworzył tylne drzwi. Położył ją na siedzeniu i zamknął drzwi. Poszedł usiąść na miejscu kierowcy. Przez chwilę nieruchomo wpatrywał się w ciemność przed sobą.
Potrząsnął głową by odgonić niepotrzebne myśli. Przekręcił kluczyk w stacyjce, auto zacharczało i ruszyło.
Po kilku minutach znaleźli się przed domem Strażników. Michael wysiadł z auta, podbiegł do frontowych drzwi i je otworzył, po czym wrócił do samochodu by zabrać dziewczynę. Wziął ją na ręce i wszedł do budynku, po czym zatrzasnął nogą drzwi.
Położył dziewczynę na kanapie w salonie, a sam usiadł w fotelu naprzeciwko. Oparł się łokciami na kolanach i złożył dłonie. Zlustrował całe ciało dziewczyny.
Po kilku minutach odchylił się na fotelu i zasnął.
***
Gwałtownie zaczerpnęła powietrza i otworzyła szeroko oczy. Przez chwilę przypominała sobie dlaczego spała i co się wydarzyło.
Przypomniawszy sobie wszystko sprzed ostatnich kilku godzin podniosła się i rozejrzała wokół.
Leżała na dużej, brązowo-kremowej kanapie, w małym salonie. Ściany pokoju pomalowane były na jasny brąz. Stare, dębowe meble dodawały pomieszczeniu tajemniczości. W północnej i zachodniej ścianie znajdowały się duże okna, na ich parapetach leżały niepoukładane stare księgi.
Dopiero po chwili Aiko zauważyła mężczyznę śpiącego w fotelu. Brązowe włosy w nieładzie opadały na czoło. Oddychał równo i spokojnie. Dziewczyna przyglądała mu się przez chwilę.
Usłyszała trzask drzwi i dźwięk kroków.
-Zostawił nam sprzątanie a sam zwinął się z nieprzytomna laską. Skubany. - Powiedział żeński głos.
Aiko zeskoczyła z kanapy i bezszelestnie stanęła przodem do wejścia do pokoju, przygotowana na ewentualną konfrontację.
-Sam, to nie czas na ża.. - Do pokoju wszedł wysoki i dobrze zbudowany chłopak, oraz niższa od niego o półtorej głowy, ruda dziewczyna. Oboje patrzeli na Aiko z mieszaniną zdziwienia i strachu.
-Michael! - Krzyknęła rudowłosa. Mężczyzna śpiący na fotelu poderwał się jak oparzony i zdezorientowany popatrzył na całą sytuację.
-Zasnąłem. - Podrapał się po głowie i ziewnął, jego wzrok spoczął na zielonookiej. - Dobrze, że się obudziłaś. - Obdarzył ją przyjaznym uśmiechem i wskazał kanapę przed sobą. - Porozmawiajmy.
Pozostała dwójka została w bezpiecznej odległości.
Jeżeli przeczytałeś/aś zostaw komentarz, to naprawdę pomaga :)
Jeżeli masz jakieś uwago to wal śmiało :)
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Strażnicy. *Piekielne Dobro*
Pędziła przez korytarz najszybciej jak potrafiła. Wydawało się, że nigdy nie dotrze do końca. Po trzydziestu sekundach biegu zobaczyła drzwi pomieszczenia, które powinno być stołówką. Dobiegła do nich ciężko dysząc, pchnęła je ramieniem i omal nie przewróciła się na schodach prowadzących do piwnicy.
-Niemożliwe. - Jęknęła z frustracją, Cała nadzieja na ucieczkę opuściła Aiko. Zatrzasnęła za sobą drzwi i oparła się o nie plecami, próbując wymyślić jakiś plan.
Jeżeli wróci do holu, hybryda pewnie spróbuje ją złapać, a jeżeli zostanie to jest ryzyko, że Tomoe upora się z Duszą i ruszy na poszukiwanie jej. Nagle jej myśli przerwał przerażający wrzask zmieniający się w wycie rozpaczy.
-Reszta stada! - Przestała się zastanawiać. Jak mogła zapomnieć o Wilkołakach, które zamieszkiwały ten motel? Są teraz w ogromnym niebezpieczeństwie. Być może jest więcej ofiar niż staruszek, któremu pachołek Tomoe odciął głowę. Rozejrzała się dookoła, dopiero teraz uświadomiła sobie, że nie ma plecaka, musiała zostawić do przed drzwiami pokoju. Uderzyła pięścią w drzwi, miała tam broń. Jedyną broń.. Kolejny wrzask zmusił ją do działania. Szarpnęła za klamkę a drzwi uderzyły z impetem o ścianę. Błyskawicznie przebiegła przez korytarz i wybiegła przy recepcji. Zatrzymała się z przerażaniem, tego najbardziej się obawiała, że będzie więcej bestii. Co najmniej trzy demony - Zwierzołaki z paszczami pełnymi ostrych zębisk, ciałami powyginanymi w nierealny sposób, lepką sierścią i niektórymi organami wychodzącymi na wierzch, zaczęły warczeć i charczeć. Z drugiej strony, tuż przy ścianie stał młody Wilkołak, wyglądał na jakieś 14 lat, z przerażeniem patrzył na ciało recepcjonisty, nad którym stała hybryda, Aiko wiedziała że ta mieszanka człowieka i demona ma jakąś nazwę, ale w tym momencie nie zastanawiała się nad tym.
Chłopiec był blady i cały się trząsł, Aiko nie była pewna czy to on jest właścicielem krzyku, który słyszała. Jednak nie miała zbyt dużo czasu na zastanawianie się nad tym. Musiała wydostać stąd jakoś chłopca. Prawdopodobnie kiedy tylko spróbuje podejść do Wilkołaka demony, w najlepszym wypadku, zaczną wyć i czekać na rozkazy swojego pana, za to w najgorszym rzucą się na nich z zamiarem zabicia.
W momencie kiedy zdecydowała się pobiec do chłopca, coś rozbiło szyby przy wejściu do budynku, głośny huk i białe światło ogłuszyło dziewczynę. Skuliła się przykrywając rękoma głowę.
-Strażnicy! - To było ostatnie słowo, które zdążyła zarejestrować. Słuch miała lepszy niż niektóre Wilkołaki, więc tak głośny dźwięk pozbawił Aiko przytomności.
-Niemożliwe. - Jęknęła z frustracją, Cała nadzieja na ucieczkę opuściła Aiko. Zatrzasnęła za sobą drzwi i oparła się o nie plecami, próbując wymyślić jakiś plan.
Jeżeli wróci do holu, hybryda pewnie spróbuje ją złapać, a jeżeli zostanie to jest ryzyko, że Tomoe upora się z Duszą i ruszy na poszukiwanie jej. Nagle jej myśli przerwał przerażający wrzask zmieniający się w wycie rozpaczy.
-Reszta stada! - Przestała się zastanawiać. Jak mogła zapomnieć o Wilkołakach, które zamieszkiwały ten motel? Są teraz w ogromnym niebezpieczeństwie. Być może jest więcej ofiar niż staruszek, któremu pachołek Tomoe odciął głowę. Rozejrzała się dookoła, dopiero teraz uświadomiła sobie, że nie ma plecaka, musiała zostawić do przed drzwiami pokoju. Uderzyła pięścią w drzwi, miała tam broń. Jedyną broń.. Kolejny wrzask zmusił ją do działania. Szarpnęła za klamkę a drzwi uderzyły z impetem o ścianę. Błyskawicznie przebiegła przez korytarz i wybiegła przy recepcji. Zatrzymała się z przerażaniem, tego najbardziej się obawiała, że będzie więcej bestii. Co najmniej trzy demony - Zwierzołaki z paszczami pełnymi ostrych zębisk, ciałami powyginanymi w nierealny sposób, lepką sierścią i niektórymi organami wychodzącymi na wierzch, zaczęły warczeć i charczeć. Z drugiej strony, tuż przy ścianie stał młody Wilkołak, wyglądał na jakieś 14 lat, z przerażeniem patrzył na ciało recepcjonisty, nad którym stała hybryda, Aiko wiedziała że ta mieszanka człowieka i demona ma jakąś nazwę, ale w tym momencie nie zastanawiała się nad tym.
Chłopiec był blady i cały się trząsł, Aiko nie była pewna czy to on jest właścicielem krzyku, który słyszała. Jednak nie miała zbyt dużo czasu na zastanawianie się nad tym. Musiała wydostać stąd jakoś chłopca. Prawdopodobnie kiedy tylko spróbuje podejść do Wilkołaka demony, w najlepszym wypadku, zaczną wyć i czekać na rozkazy swojego pana, za to w najgorszym rzucą się na nich z zamiarem zabicia.
W momencie kiedy zdecydowała się pobiec do chłopca, coś rozbiło szyby przy wejściu do budynku, głośny huk i białe światło ogłuszyło dziewczynę. Skuliła się przykrywając rękoma głowę.
-Strażnicy! - To było ostatnie słowo, które zdążyła zarejestrować. Słuch miała lepszy niż niektóre Wilkołaki, więc tak głośny dźwięk pozbawił Aiko przytomności.
***
David, jak co wieczór, siedział w małej bibliotece i czytał jedną z Ksiąg Niebieskich. Jego obowiązkiem było spamiętać każdy wers tam zapisany. Niezbyt uśmiechało mu się zapamiętywanie pięciuset stron tekstu, a to w tylko jednej księdze. Na półkach przy zachodniej ścianie, solidnie i równo poustawiane, stało kolejnych trzynaście tomów zasad, historii i wiedzy Aniołów z tysiącleci ich istnienia.
Pomieszczenie było przesiąknięte zapachem starych książek i kurzu, co dodawało temu miejscu ciepła. Chłopak rozłożył się na skórzanym fotelu, zaczynał bolec go kręgosłup od tych trzech godzin siedzenia i czytania czegoś co w ogóle go nie interesowało. Przeczesał palcami blond włosy, po czym pomasował kciukami skronie. Odłożył księgę na stolik pełen dokumentów, kubków po kawie i talerzy. Zgramolił się z siedzenia i ruszył do drzwi, zza których dało się słyszeć stłumioną rozmowę jego przyjaciół. Drzwi otworzyły się z głośnym skrzypnięciem.
-Musimy coś z tym zrobić, ten dźwięk doprowadza mnie do szału. - Spojrzał z pretensją na dwójkę młodych ludzi siedzących na kanapie przed kominkiem. Dziewiętnastoletni chłopak trzymał w objęciach młodszą od siebie o trzy lata, rudowłosą dziewczynę.
Michael, najlepszy przyjaciel Davida, znają się od trzeciego roku życia, od tamtej pory są nierozłączni. Chłopak o brązowych włosach, błękitnych oczach, wydajnych kościach policzkowych i widocznym zarysie szczęki, większość dziewczyn mówiła, że jest piękny, z czym David nie potrafił się zgodzić.
A dziewczyna przytulająca się do Michaela to Samanta - przyrodnia siostra Davida. Ich rodziny przyjaźniły się od dawna, dlatego kiedy chłopak stracił rodzinę w wyniku napadu Demonów w czasie Wielkiej Wojny, rodzice Sam przygarnęli go pod swój dach i wychowali jak własne dziecko.
Cała trójka pracowała jako Boscy Strażnicy, pilnowali by każda Mityczna istota trzymała się wyznaczonych zasad.
-Skoro tak ci to przeszkadza, to rusz cztery litery do jakiegoś sklepu i naoliw to. - Samanta wyplątała się koca i ramion Michaela, wstała i podeszła do brata, ścisnęła palcami jego biceps. - Przecież jesteś taki silny i w ogóle super, więc zrób to. - W srebrnych oczach dało się zobaczyć, że podpuszcza brata, jak zwykle lubiła robić.
- Sam mogłabyś prze... - W połowie wypowiedzi Michaela zaczął dzwonić alarm, cała trójka błyskawicznie się podniosła. - Cholera. - Wymruczał niebieskooki i pobiegł do gabinetu, Samanta i David za nim. W dużym pomieszczeniu, na ścianie wisiała ogromna interaktywna mapa świata, Michael dotknął palcem w miejscu gdzie błyszczała czerwona dioda. Na wyświetlaczu pojawiła się mapa miasteczka, w którym mieszkają. Na niebiesko zaznaczono miejsce gdzie teraz się znajdują, a kawałek dalej, na czerwono, gdzie muszą się udać. Pod mapą widniał napis "Atak na motel Wilkołaków. Demony się zbudziły. ~Centrala."
-Sami, Michael bierzcie broń, ruszamy natychmiast. - Kiwnęli tylko głowami i wybiegli z pokoju. David wciąż patrzył na mapę i uśmiechał się. Uwielbiał takie akcje, adrenalina i ryzyko, dwie rzeczy, które najbardziej kochał. Po kilku sekundach ruszył do swojego pokoju po broń. Po wejściu do małego pomieszczenia, gdzie panował chaos i bałagan, skierował się do dużej szafy i otworzył drzwi. Jego oczom ukazał, się dobrze mu znany, arsenał różnorodnej broni. Od noży przez miecze, aż do broni palnej. Wyciągnął pas do broni, zawiesił go na biodrach i zaczął wkładać w jego kieszenie sztylety do rzucania i dwa małe pistolety. Skończywszy wyszedł z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Pozostała dwójka czekała już na niego przy wyjściu.
Bez słowa wybiegli z mieszkania, nie przejmując się zamknięciem go na klucz. Wsiedli do auta stojącego przed budynkiem, Michael na miejscu kierowcy, jego przyjaciel obok, a Samanta z tyłu. Ruszyli z piskiem opon. W czasie drogi David związał włosy, tuż przy karku i wyprostował się w oczekiwaniu na walkę. Z podniecenia nie mógł usiedzieć w miejscu, z niecierpliwością czekał aż zanurzy ostrze w ciele któregoś z demonów.
Po trzech minutach dojechali na miejsce, wyskoczyli z pojazdu.
-Zrobimy trochę hałasu? - Zapytał Dav z podejrzanym uśmiechem. Sam klasnęła w dłonie i pokiwała entuzjastycznie głową, tak samo jak brat kochała walkę, a jeszcze bardziej kiedy robili "wielkie wejścia", zawsze ją to bawiło.
Chłopak wyciągnął z pasa pistolety i kiwnięciem głowy, kazał przyjaciołom iść w stronę drzwi. Po kilku sekundach rozległ się dźwięk wystrzału, a szyby w oknach roztrzaskały się na milion kawałków. Do ich uszu dobiegło głośne wycie i ryk zmieniający się w charczenie. W tym samym czasie Sam zdjęła łuk z pleców, który rozbłysł oślepiającym, niebiesko-białym światłem. Michael błyskawicznie doskoczył do pierwszej bestii i odciął jej głowę, która wydała urwany jęk i padła na ziemie. To samo stało się z następną dwójką. Kiedy światło zaczęło znikać, oczom Strażników ukazało się bezgłowe ciało mężczyzny, młody chłopak klęczący na końcu holu i nieprzytomna dziewczyna leżąca na podłodze.
Usłyszeli pisk zmieniający się w wrzask bólu, Samanta pobiegła w stronę, z której dobiegał dźwięk, za ladą recepcji. Zwinnie wskoczyła na blat i spojrzała w dół z obrzydzeniem. Reszta ciała Humana - hybrydy demona i człowieka, rozpływała się we własnym kwasie.
-Samozniszczenie. - Powiedziała i zeskoczyła z blatu, spojrzała na przyjaciół, którzy oniemiali patrzyli na leżącą dziewczynę.
-Wy też.. to czujecie? - Zaczął David. Michael jako pierwszy się otrząsnął i ruszył do nieprzytomnej.
-Cz-czym ona jest? - Powiedziała Samanta drżącym głosem. Razem z bratem stała w bezpiecznej odległości.
Cała trójka czuła na skórze mrowienie, coś czego nie czuli od bardzo dawna, z czym wiązały się najgorsze wspomnienia.
___
Komentujcie, oceniajcie, krytykujcie! Do następnego rozdziału :)
-Cz-czym ona jest? - Powiedziała Samanta drżącym głosem. Razem z bratem stała w bezpiecznej odległości.
Cała trójka czuła na skórze mrowienie, coś czego nie czuli od bardzo dawna, z czym wiązały się najgorsze wspomnienia.
___
Komentujcie, oceniajcie, krytykujcie! Do następnego rozdziału :)
niedziela, 7 grudnia 2014
Szalona miłość. *Piekielne Dobro*
Szerzej otworzyła oczy, w których zagościł strach. Cofnęła się instynktownie, natrafiła na drzwi, o które oparła się plecami. Mężczyzna wciąż się uśmiechał, sam widok przyprawiał Aiko o mdłości. Wzięła drżący oddech by się uspokoić, nie może okazywać strachu, inaczej przegra.
-Co się stało Ai? Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - Zrobił krok w jej stronę, a dziewczyna zesztywniała. Właśnie przed nim całe życie uciekała, Tomoe - jej największy koszmar. Nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku, strach opanował całe jej ciało. "Co robić?!" to pytanie krążyło w jej umyśle. Momentalnie przypomniała sobie o medalionie w kieszeni, dzięki niemu jej strażnik powinien ją uratować, tylko musi niezauważalnie go wyciągnąć. Wzięła kolejny głęboki oddech, próbując opanować strach, odzyskać władzę nad swoim ciałem. Tomoe wlepiał w nią brązowo-złote ślepia pełne żądzy. Podniosła wzrok i spojrzała mu w oczy, przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz.
- Jak mnie znalazłeś? - Ku zdziwieniu dziewczyny jej głos się nie łamał. Był stanowczy, a to dodało jej pewności siebie. Mężczyzna uśmiechnął się szerzej i zrobił kolejny krok w jej stronę.
- Kochanie, znalazłbym cie nawet w najgłębszych czeluściach Piekieł. - Stał teraz przed nią, gdyby wyciągnęła dłonie dotknęłaby klatki Tomoe.
Aiko zaczęła oddychać szybko i płytko, była wściekła na siebie, że jej ciało tak reaguje, że strach tak łatwo ją paraliżuje.
- Moja ukochana, długo się nie widzieliśmy. - Wpatrywał się w nią, teraz całkiem złotymi oczami, zbyt pięknymi dla potwora jakim jest. - Tak bardzo tęskniłem. - Zbliżył się o pół kroku i potarł dłonią jej policzek. Dziewczyna gwałtownie zaczerpnęła powietrza czując jego dotyk. Czuła się tak jakby ktoś przykładał jej do policzka kawałek lodu. To niemiłe uczucie wstrząsnęło nią i wywołało falę dreszczy.
Wciąż patrzyła w oczy demona, starała się ukryć strach, co wychodziło jej fatalnie. W ślepiach demona zauważyła uwielbienie wymieszane z szaleństwem. Tomoe zatracił się w szaleńczej miłości do niej, którą kiedyś odwzajemniała.
Stało się to cztery lata temu. Ostatnie przesłuchanie Aiko przed wygnaniem, tym razem w Piekielnym Mieście. Miała wtedy 13 lat, siedziała zakuta w kajdany i wystraszona w ciemnym pomieszczeniu przypominającym więzienną celę. Pamiętała z tego jedynie zimno, okropne zimno. Piekło jest wymiarem chłodu, zupełnie odwrotnie niż myślą ludzie, dominują tam zamiecie śnieżne, temperatura nie sięga wyżej niż -10*C. Mimo tego, że Aiko ma w sobie demoniczną krew zimno bardzo jej przeszkadzało. Demony nie mają z tym problemy, nie odczuwają żadnych temperatur, a w chłodzie czują się wspaniale.
Siedząc skulona w swojej celi usłyszała kroki na korytarzu, wyprostowała się myśląc, że tym razem przyjdą ją zabić. W końcu już tak dużo razy jej tym grozili. Mimo młodego wieku była przygotowana na śmierć, nie bała się jej, można powiedzieć, że nawet oczekiwała tego. Wieczny spokój był kuszący. Drzwi pomieszczenia otworzyły się z głośnym skrzypnięciem, a w nich stanął chłopak niewiele od niej starszy, z szerokim uśmiechem i kocem w ręce, który zaraz potem jej rzucił. Znała go z widzenia, czasem przyglądał się z ukrycia jak ją przeprowadzają przez Plac Samaela, ale nie pomyślałaby, że będzie dla niej tak dobry. Przyjęła podarek z wdzięcznością w oczach, nic nie mówiąc otuliła się nim. Chłopiec usiadł obok niej, wciąż się uśmiechając. Spojrzała mu w oczy, które uważała wtedy za przepiękne.
-Dlaczego to robisz? -Zapytała cicho, zachrypniętym głosem.
-Bo jesteś przepełniona pięknem i miłością. -Chłopiec uśmiechał się, a w jego oczach było widać dobro. - Za to cie kocham.
Aiko pomyślała wtedy, że też go kocha, że ten chłopiec jest jej "księciem" jednak pomyliła się. O czym przekonała się rok później.
17-letni Tomoe, który opiekował się Aiko zaraz po jej wygnaniu, opanowany przez żądzę oszalał i zaatakował dziewczynę. Cudem udało jej się wyjść z tego cało, wszystko dzięki jej strażnikowi, którym jest dusza Wiecznego Wilka. Zwierze zaatakowało chłopaka, dając nastolatce czas na ucieczkę i znalezienie schronienia. Od tamtego czasu ma pakt z Wilkołakami, który nakazuję im chronienie dziewczyny za wszelką cenę.
Mężczyzna zbliżył się do jej ust z zamiarem pocałowania ich. Wykorzystała ten jedyny moment kiedy demon tracił czujność i sięgnęła do kieszeni, ścisnęła w dłoni złoty medalion.
-Pomocy. - Powiedziała prawie bezgłośnie, ale to wystarczyło. Za plecami Tomoe rozbłysła błękitna poświata, która kształtem zaczęła przypominać ogromne zwierzę. Wilk zawył i rzucił się na plecy demona, który z jękiem padł na ziemie. Sama obecność Dobrej Duszy osłabiała demony, za to dotyk sprawiał im niewyobrażalny ból.
Nawet nie obejrzała się na wyjącego z bólu mężczyznę, on już dawno dla niej nic nie znaczył. Przebiegła przez korytarz i dopadła do windy, zaczęła wciskać guzik dopóki nie usłyszała brzdęku rozsuwających się drzwi. Wpadła do małego pomieszczenia i wybiegła drugą stroną, kierując się do recepcji.
Stanęła jak wryta na widok rozpryśniętej po ścianach krwi i ciała staruszka, leżącego bez głowy. Zakryła usta dłonią czując, że ma mdłości. Za ladą stał jeden z ludzi Tomoe, obrzydliwa hybryda człowieka i najniższej klasy demona. Na szczęście potwór jej nie zauważył, rozejrzała się za jakimś wyjściem awaryjnym. Przed windą korytarz skręcał w prawo, na ścianie widniał napis "stołówka", poczuła, że jest nadzieja na ucieczkę. Najszybciej jak potrafiła ruszyła wzdłuż korytarza.
Od autorki.
Dziękuję za przeczytanie rozdziału :)
Komentujcie, krytykujcie, dawajcie rady! Jestem otwarta na sugestie :)
-Co się stało Ai? Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - Zrobił krok w jej stronę, a dziewczyna zesztywniała. Właśnie przed nim całe życie uciekała, Tomoe - jej największy koszmar. Nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku, strach opanował całe jej ciało. "Co robić?!" to pytanie krążyło w jej umyśle. Momentalnie przypomniała sobie o medalionie w kieszeni, dzięki niemu jej strażnik powinien ją uratować, tylko musi niezauważalnie go wyciągnąć. Wzięła kolejny głęboki oddech, próbując opanować strach, odzyskać władzę nad swoim ciałem. Tomoe wlepiał w nią brązowo-złote ślepia pełne żądzy. Podniosła wzrok i spojrzała mu w oczy, przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz.
- Jak mnie znalazłeś? - Ku zdziwieniu dziewczyny jej głos się nie łamał. Był stanowczy, a to dodało jej pewności siebie. Mężczyzna uśmiechnął się szerzej i zrobił kolejny krok w jej stronę.
- Kochanie, znalazłbym cie nawet w najgłębszych czeluściach Piekieł. - Stał teraz przed nią, gdyby wyciągnęła dłonie dotknęłaby klatki Tomoe.
Aiko zaczęła oddychać szybko i płytko, była wściekła na siebie, że jej ciało tak reaguje, że strach tak łatwo ją paraliżuje.
- Moja ukochana, długo się nie widzieliśmy. - Wpatrywał się w nią, teraz całkiem złotymi oczami, zbyt pięknymi dla potwora jakim jest. - Tak bardzo tęskniłem. - Zbliżył się o pół kroku i potarł dłonią jej policzek. Dziewczyna gwałtownie zaczerpnęła powietrza czując jego dotyk. Czuła się tak jakby ktoś przykładał jej do policzka kawałek lodu. To niemiłe uczucie wstrząsnęło nią i wywołało falę dreszczy.
Wciąż patrzyła w oczy demona, starała się ukryć strach, co wychodziło jej fatalnie. W ślepiach demona zauważyła uwielbienie wymieszane z szaleństwem. Tomoe zatracił się w szaleńczej miłości do niej, którą kiedyś odwzajemniała.
Stało się to cztery lata temu. Ostatnie przesłuchanie Aiko przed wygnaniem, tym razem w Piekielnym Mieście. Miała wtedy 13 lat, siedziała zakuta w kajdany i wystraszona w ciemnym pomieszczeniu przypominającym więzienną celę. Pamiętała z tego jedynie zimno, okropne zimno. Piekło jest wymiarem chłodu, zupełnie odwrotnie niż myślą ludzie, dominują tam zamiecie śnieżne, temperatura nie sięga wyżej niż -10*C. Mimo tego, że Aiko ma w sobie demoniczną krew zimno bardzo jej przeszkadzało. Demony nie mają z tym problemy, nie odczuwają żadnych temperatur, a w chłodzie czują się wspaniale.
Siedząc skulona w swojej celi usłyszała kroki na korytarzu, wyprostowała się myśląc, że tym razem przyjdą ją zabić. W końcu już tak dużo razy jej tym grozili. Mimo młodego wieku była przygotowana na śmierć, nie bała się jej, można powiedzieć, że nawet oczekiwała tego. Wieczny spokój był kuszący. Drzwi pomieszczenia otworzyły się z głośnym skrzypnięciem, a w nich stanął chłopak niewiele od niej starszy, z szerokim uśmiechem i kocem w ręce, który zaraz potem jej rzucił. Znała go z widzenia, czasem przyglądał się z ukrycia jak ją przeprowadzają przez Plac Samaela, ale nie pomyślałaby, że będzie dla niej tak dobry. Przyjęła podarek z wdzięcznością w oczach, nic nie mówiąc otuliła się nim. Chłopiec usiadł obok niej, wciąż się uśmiechając. Spojrzała mu w oczy, które uważała wtedy za przepiękne.
-Dlaczego to robisz? -Zapytała cicho, zachrypniętym głosem.
-Bo jesteś przepełniona pięknem i miłością. -Chłopiec uśmiechał się, a w jego oczach było widać dobro. - Za to cie kocham.
Aiko pomyślała wtedy, że też go kocha, że ten chłopiec jest jej "księciem" jednak pomyliła się. O czym przekonała się rok później.
17-letni Tomoe, który opiekował się Aiko zaraz po jej wygnaniu, opanowany przez żądzę oszalał i zaatakował dziewczynę. Cudem udało jej się wyjść z tego cało, wszystko dzięki jej strażnikowi, którym jest dusza Wiecznego Wilka. Zwierze zaatakowało chłopaka, dając nastolatce czas na ucieczkę i znalezienie schronienia. Od tamtego czasu ma pakt z Wilkołakami, który nakazuję im chronienie dziewczyny za wszelką cenę.
Mężczyzna zbliżył się do jej ust z zamiarem pocałowania ich. Wykorzystała ten jedyny moment kiedy demon tracił czujność i sięgnęła do kieszeni, ścisnęła w dłoni złoty medalion.
-Pomocy. - Powiedziała prawie bezgłośnie, ale to wystarczyło. Za plecami Tomoe rozbłysła błękitna poświata, która kształtem zaczęła przypominać ogromne zwierzę. Wilk zawył i rzucił się na plecy demona, który z jękiem padł na ziemie. Sama obecność Dobrej Duszy osłabiała demony, za to dotyk sprawiał im niewyobrażalny ból.
Nawet nie obejrzała się na wyjącego z bólu mężczyznę, on już dawno dla niej nic nie znaczył. Przebiegła przez korytarz i dopadła do windy, zaczęła wciskać guzik dopóki nie usłyszała brzdęku rozsuwających się drzwi. Wpadła do małego pomieszczenia i wybiegła drugą stroną, kierując się do recepcji.
Stanęła jak wryta na widok rozpryśniętej po ścianach krwi i ciała staruszka, leżącego bez głowy. Zakryła usta dłonią czując, że ma mdłości. Za ladą stał jeden z ludzi Tomoe, obrzydliwa hybryda człowieka i najniższej klasy demona. Na szczęście potwór jej nie zauważył, rozejrzała się za jakimś wyjściem awaryjnym. Przed windą korytarz skręcał w prawo, na ścianie widniał napis "stołówka", poczuła, że jest nadzieja na ucieczkę. Najszybciej jak potrafiła ruszyła wzdłuż korytarza.
Od autorki.
Dziękuję za przeczytanie rozdziału :)
Komentujcie, krytykujcie, dawajcie rady! Jestem otwarta na sugestie :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)